"Język kłamie głosowi, a głos myślom kłamie" - to słowa wypowiedziane w "Wielkiej Improwizacji" przez Gustawa-Konrada. Bohater jest świadomy ograniczoności swojej poetyckiej pozy. Wie, że słowo nie zawsze jest w stanie wyrazić całą głębię umysłu, wewnętrzne przeżycia i uczucia. Słowo nigdy nie będzie do końca zrozumiałe, ponieważ nie zdoła zawrzeć w sobie bogactwa różnorodnych znaczeń. Słowo wyraża jedynie to, co na zewnątrz, nie zaś to, co jest związane z przeżyciami wewnętrznymi. Niemożność wyrażenia myśli staje się problemem Gustawa-Konrada.

"Ja mistrz!" - krzyczy bohater. Nazywa siebie "najwyższym z czujących", nieśmiertelnym dzięki śpiewanej przez siebie pieśni: "Ja czuję nieśmiertelność, nieśmiertelność tworzę, / Cóż Ty większego mogłeś zrobić - Boże?". Bóg jest dla Gustawa-Konrada jedynie rozumem. Bohater czuje, że jego uczucie dotyka metafizycznej głębi, jest związane z tym, co wewnętrzne. Gustaw-Konrad, prometejski buntownik, chce wzbić się ponad Boga.

"Zrzucę ciało i tylko jak duch wezmę pióra - / Potrzeba mi lotu, / Wylecę z planet i gwiazd kołowrotu, / Tam dojdę, gdzie graniczą Stwórca i natura". Tymi słowami bohater ma za nic innych wielkich twórców, ponieważ żadnemu z nich nie było dane zbliżyć się do absolutu. Gustaw-Konrad posiada nie tylko uczucia, ale także rozum. Mimo wszystko najważniejsze są dla niego uczucia. Chce podjąć walkę "na serca" z rozumem.

Bohater rozmawia z bogiem w imieniu narodu, jako "najwyższy z czujących na ziemnym padole", który swoim uczuciem zdołał ogarnąć wszystkie cierpienia. Stał się tym samym duchem narodu, personifikacją jego nieszczęścia. Żąda od Boga nadania mu boskiej mocy kreacji: "Jeśli mnie nad duszami równą władzę nadasz, / Ja bym mój naród jak pieśń żywą stworzył, / I większe niźli Ty zrobiłbym dziwo, / Zanuciłbym pieśń szczęśliwą!". Bóg postanawia ukarać pychę bohatera milczeniem. "Milczysz, milczysz! wiem teraz, jam Cię teraz zbadał, / Zrozumiałem, coś Ty jest i jakeś Ty władał. - / Kłamca, kto Ciebie nazywał miłością, / Ty jesteś tylko mądrością" - wypowiadając te słowa, Gustaw-Konrad wątpi w miłość Boga do ludzkości. Zajmuje tym samym postawę deistyczną - uważa Boga za wyrodnego ojca, który stworzył świat i przestał się nim opiekować. Wciąż jednak prosi Go o udzielenie mu władzy: "Daj mi rząd dusz! - Tak gardzę tą martwą budową, / Którą gmin światem zowie i przywykł ją chwalić, / Żem nie próbował dotąd, czyli moje słowo / Nie mogłoby jej wnet zwalić".