TREN XI

"Fraszka cnota", powiedział Brutus porażony.

Fraszka, kto się przypatrzy, fraszka z każdej strony.

Kogo kiedy pobożność jego ratowała?

Kogo dobroć przypadku złego uchowała?

Nieznajomy wróg jakiś miesza ludzkie rzeczy,

Nie mając ani dobrych, ani złych na pieczy.

Kędy jego duch więdnie, żaden nie ulęże:

Praw li, krzyw li, bez braku każdego dosięże.

A my rozumy swoje przedsię udać chcemy,

Hardzi miedzy prostaki, że nic nie umiemy.

Wspinamy się do nieba, Boże tajemnice

Upatrując, ale wzrok śmiertelnej źrzenice

Tępy na to; sny lekkie, sny płoche nas bawią,

Które się nam podobno nigdy nie wyjawią.

Żałości, co mi czynisz? Owa już oboje

Mam stracić - i pociechę, i baczenie swoje?

Utwór ten jest niejako punktem kulminacyjnym całego zbioru. W nim to filozofia stoicka, której wielkim zwolennikiem był niegdyś sam poeta, zostaje najostrzej zaatakowana. Kochanowski przytacza słowa podobno wypowiedziane przed śmiercią przez Brutusa: ,,Fraszka cnota!". Tak więc, nadrzędna dla stoików wartość, zostaje porównana do fraszki, czyli rzeczy nieistotnej, błahej.

Cnota w filozofii stoickiej była rozumiana jako dobroć, szlachetność, rozumność. Człowiek miał pędzić życie pobożne, w zgodzie z własnym sumieniem i prawami natury. Takie postępowanie miało mu zapewnić spokojne i dostatnie życie. Jednakże śmierć Urszulki zdaje się przeczyć tym regułom. Wywołuje u poety kryzys wiary w słuszność takiego myślenia. Porządek, ład i harmonia, które przez całe lata Kochanowski wprowadzał do swojego życia, w jednej chwili ulegają całkowitemu zniszczeniu. Podmiot liryczny zastanawia się nawet nad sensem cnotliwego, pobożnego życia, nad słusznością wyznawanego światopoglądu. Wiele lat wyrzeczeń, walki z własnymi słabościami i namiętnościami, nie przynosi żadnego efektu: ,,Kogo kiedy pobożność jego ratowała? / Kogo dobroć przypadku złego uchowała?". Już nie Bóg, lecz ,,nieznajomy wróg", zły duch rządzi ludzkim życiem. Nie zważa przy tym na nasze postępowanie. Jednakowo dotyka i upokarza zarówno tych cnotliwych, jak i niegodziwców. W utworze zostało zawarte niemal bluźnierstwo. Poeta mówi bowiem, że pobożności nie jest nic warta. Pokora wobec Boga, nie uchroni nas przed nieszczęściem, cierpieniem, rozpaczą.

Również filozofia, poszukiwania sensu ludzkiego życia, nie przynoszą żadnych efektów. Człowiekowi tylko wydaje się, że jest w stanie dosięgnąć Boskiej tajemnicy. Wiara w możliwości własnego rozumu jest złudna. Tylko mami człowieka, który pyszni się swoją wiedzą. W obliczu tragedii nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Nie można przy jej pomocy ukoić bólu, wytłumaczyć samemu sobie logiki takiego obrotu spraw. Możliwość pojęcia istoty życia ii śmierci to tylko: ,,sny płoche(…)/ Które nam się podobno nigdy nie wyjawią".

Poeta, który dotąd w swych utworach (pieśniach i fraszkach) głosił pochwałę życia, pochwałę człowieka rozumnego, cnotliwego i żyjącego pobożnie, nakazywał spokój, wyznawał stoickie zasady, renesansowy postulat harmonii i równowagi życiowej - tworzy dzieło, które jest wyrazem zwątpienia w te ideały. Okazuje się, że człowiek dotknięty nieszczęściem nie znajduje odpowiedzi ani ukojenia w filozofii czy religii. Jest bezradny. Kochanowski dochodzi do wniosku, że całe staranie człowieka o dotarcie do Boga idzie na marne.

W trenie XI następuje jednak moment przełomu. Poeta zadaje samemu sobie pytanie: ,,Żałości co mi czynisz? Owa już oboje / Mam stracić: i pociechę, i baczenie swoje?". Od tych słów treny Kochanowskiego zmierzają już w stronę pocieszenia. Tak ostro skrytykowane w tymże tekście: filozofia stoicka i wiara w dobroć i sprawiedliwość Boga, w dalszych tekstach będą pomagały poecie w otrząśnięciu się po wielkiej tragedii. Przyniosą mu pocieszenie i ukojenie, któremu najpełniejszy wyraz da poeta w trenie XIX.

Trenach Kochanowski pragnie wyrazić swój ból i bezsilność wobec utraty ukochanego dziecka. Artysta, niczym Hiob, zostaje wystawiony na ciężką próbę daną mu od Boga. Czytając cały cykl możemy prześledzić zmiany w sposobie myślenia podmiotu lirycznego podczas tejże próby. Obserwujemy zmiany w psychice Kochanowskiego - od początkowego zwątpienia, poprzez stanowczy bunt, aż po ostateczne ukojenie.

Treny Kochanowskiego nie są więc utworami negującymi postawę stoicką. Wręcz przeciwnie - stanowią jeszcze jedną pochwałę takiego światopoglądu. Tylko dzięki prawdziwej cnocie i szczerej wierze, człowiek może otrząsnąć się z każdej, nawet największej, tragedii.