Postać Ignacego Rzeckiego najłatwiej scharakteryzować poprzez jego "Pamiętnik starego subiekta" włączony przez Prusa w narracje powieści. Pochodził on z niebogatej rodziny mieszczańskiej, zaś jego ojciec walczył jeszcze w wojnach napoleońskich, przez co sam Rzecki żywił dla Napoleona wielki kult i przywiązanie. Po śmierci ojca opiekowała się nim ciotka, zaś później, gdy już podrósł trafił do sklepu Mincla, który przyuczał go do zawodu subiekta. Ciekawie przedstawiał się ta edukacja, polegająca na uczeniu się kolejnych szuflad z towarami. "Powiedz mi: was ist das? - pytał Mincel - co jest to? Das ist Schublade - to jest szublada. Zobacz, co jest w te szublade. Es ist Zimmt - to jest cynamon. Do czego potrzebuje się cynamon? Do zupe, do legumine potrzebuje się cynamon. Co to jest cynamon? Jest taki kora z jedne drzewo. Gdzie mieszka taki drzewo cynamon? W Indii mieszka taki drzewo. Patrz na globus - tu leży Indii. Daj mnie za dziesiątkę cynamon..." . Te lata nauczyły Rzeckiego systematyczności, porządku i pracowitości. Dlatego z trudem mógł się odnaleźć w świecie swojej starości, rządzącym się już całkowicie innymi zasadami. "Ze smutkiem od kilku lat uważam, że na świecie jest coraz mniej dobrych subiektów i rozumnych polityków, bo wszyscy stosują się do mody. Skromny subiekt co kwartał ubiera się w spodnie nowego fasonu, w coraz dziwniejszy kapelusz i coraz inaczej wykładany kołnierzyk. Podobnież dzisiejsi politycy co kwartał zmieniają wiarę: onegdaj wierzyli w Bismarcka, wczoraj w Gambettę, a dziś w Beaconsfielda, który niedawno był Żydkiem". Nie widział w nim żadnych idei, tylko niepowstrzymana pogoń za pieniądzem i schlebianiem najniższym wartościom.

Ignacy Rzecki, choć niezbyt dobrze potrafi ocenić wydarzenia polityczne, nadal zamknięty jest bowiem z hermetycznym świecie swoich dawnych ideałów, potrafi rozpoznawać ludzi, którzy są dobrzy i wartościowi. Tak poznaje m. in. panią Stawską i jej rodzinę. Niezwykle sugestywne są sceny, gdy stary subiekt nakręca zabawki na wystawie sklepowej. Staja się one obrazem dążeń i zachowań ludzkich, zaś w tym kontekście przemyślenia Rzeckiego wypadają bardzo pesymistycznie i smutnie: "Wszystkie figury pan Ignacy nakręcał i jednocześnie puszczał w ruch. A gdy kogut zaczął piać łopocząc sztywnymi skrzydłami, gdy tańczyły martwe pary, co chwilę potykając się i zatrzymując, gdy ołowiani pasażerowie pociągu, jadącego bez celu, zaczęli przypatrywać mu się ze zdziwieniem i gdy cały ten świat lalek, przy drgającym świetle gazu, nabrał jakiegoś fantastycznego życia, stary subiekt śmiał się i mruczał: - Hi! hi! hi! dokąd wy jedziecie, podróżni?... Dlaczego narażasz kark, akrobato?... Co wam po uściskach, tancerze?... Wykręcą się sprężyny i pójdziecie na powrót do szafy. Głupstwo, wszystko głupstwo!...Głupstwo handel... głupstwo polityka... głupstwo podróż do Turcji... głupstwo całe życie, którego początku nie pamiętamy, a końca nie znamy... Gdzież prawda?". Wydaje się on w tej scenie Bogiem złośliwym i nieczułym na cierpienie ludzkie, które pokazane jest w ""Lalce".