Zanim przejdę do właściwych rozważań na temat poruszony w tytule rozprawki, a mianowicie: Czy Krasickiemu wolno było naigrywać się z postępowania polskiego kleru?, chciałbym wyjaśnić kilka kwestii, które w dalszym ciągu mojego wypracowania, będą bardzo ważne. Pamiętajmy, że wiek XVIII, w którym żył i tworzył XBW, znacznie różnił się pod względem obyczajowości oraz moralności - nie bez przyczyny powstawały utwory zatytułowane O poprawie Rzeczypospolitej czy Uwagi nad stanem Rzeczypospolitej. Po drugie, pamiętajmy, że Kościół jako instytucja był wówczas bardzo niejednolity i tym samym niezwykle podzielony. Dość powiedzieć, że na terenie Królestwa działało kilkanaście zakonów, z których ponad połowa rościła sobie prawa do głoszenia ich prawdy jako ogólnej wartości moralnej i obyczajowej. Po trzecie wreszcie, warto wspomnieć, że przejście do stanu duchownego było gwarantem dostatniego i tym samym spokojnego życia do późnej starości, zatem postrzegana dziś za narodową cechę polskiego kościoła kwestia powołań, była bardzo wątpliwa. A gdy dodam jeszcze, że decyzja o wstąpieniu na drogę duchowną była dla Krasickiego wynikiem głębokiej analizy własnego życia i oczekiwań względem niego, wówczas znajdziemy jasną odpowiedź, dlaczego powstały liczne satyry ośmieszające kler zakonny, a przede wszystkim gdzie należy szukać natchnienia do napisania Monachomachii (1778) i Antymonachomachii (1780).

Od samego początku obcowania z tekstem pierwszego z poematów heroikomicznych czytelnik ma wrażenie, że wszystkie przedstawione sytuacje do czegoś prowadzą, że są zapowiedzią jakiegoś punktu kulminacyjnego oraz, że Krasicki, opisując niuanse z życia zakonników, cały czas przygotowuje siebie i czytelników na bardzo ostrą i wyraźną krytykę. Mam w tym momencie na myśli głównie dialogi o odprawianych uroczystościach, w czasie których zakonnicy nie stronią od alkoholu i często wręcz pełnią rolę wodzirejów wśród podpitej szlachty i ludności folwarcznej, ale także fragment poświęcony bibliotece klasztornej, w której jest niezmiernie dużo książek o tematyce, która nie powinna gościć w murach klasztornych - przeważają woluminy urażające racjonalistów, krytykujące humanistyczny postęp czy też pozycje, delikatnie mówiąc, nieprzystojne. Choć tak naprawdę nie wiemy, gdzie usytuowana została akcja utworu, to jednak informacja ta, w ogólnym rozrachunku, wydaje się być zbędna. O wiele ważniejsze jest to, że miasteczko to jest malutkie oraz że znajduje się tam aż dziewięć klasztorów, między innymi zakonu dominikanów i karmelitów. Czas utworu obejmuje bardzo niewiele - rozpoczyna się bardzo wczesnym rankiem, kończy zaś wieczorem, kiedy to zapanował spokój po wielkiej bójce pomiędzy mocno pijanymi mnichami. I właśnie ta scena jest kluczową w interpretacji całości utworu, bowiem Krasicki napiętnował w niej wszystkie te cechy życia rzekomych zakonników służących swym życiem i myślą Bogu, które nie miały z nim nic wspólnego. Cóż zatem krytykuje?

Po pierwsze fakt oderwania od zasady życia w ubóstwie. Coraz bardziej przedsiębiorczy mnisi zauważyli, że na swoim "wyuczonym zawodzie" można nieźle zarabiać, sprzedając odpusty "na zapas" czy ułaskawiając w czasie spowiedzi świętych najcięższe nawet grzechy, po złożeniu odpowiedniej ofiary oczywiście na cele kościelne. Autor, jak wiadomo, był księdzem z powołania, dlatego takie właśnie zachowania drażniły go wielce i stąd zapewne tak ostra krytyka mnisich praktyk, godzących bezpośrednio w świętość kościelnych sakramentów.

Po drugie pod bat satyry dostali się Ci wszyscy księża, którym podniebienie zrobiło się miękkie niczym francuskim pieskom i nie potrafili przełknąć niczego, co wymagałoby gryzienia czy, nie daj Boże, mogłoby wywołać niestrawność. Dlatego właśnie mnisi zajadają się toruńskimi piernikami a odprawiając mszę piją wyłącznie najlepsze gatunki win. W tym miejscu Krasicki krytykuje niezwykłą wręcz rozpustę, jakiej zaczęli oddawać się mnisi, pomimo złożonych ślubów czystości w myśli, mowie i uczynku, co więcej z dialogów jasno wynika, że nie widzą oni w tym nic złego i sami wyśmiewają tych, którzy nie korzystają z możliwości, jakie stoją przed nimi otworem.

Kolejną cechą, która znalazła swoje miejsce w plejadzie znienawidzonej przez Krasickiego jest nieuleczalna głupota zakonników. Cóż, mamy w tym miejscu do czynienia z bardzo wnikliwą analizą społeczną, bowiem w wieku XVIII bardzo wiele rodzin wysyłało swoich synów do klasztoru, właśnie po to, aby zapewnić im godne i dostatnie życie. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby taki delikwent nie szedł później między ludzi, by głosić wiarę katolicką i dawać im otuchę ze Słowem Bożym na ustach. Bo chyba nie muszę w tym miejscu dodawać, że większość z nich nie pokusiła się o ukończenie choćby elementarnej nauki w dziedzinie innej niż czytanie łacińskich mszałów, choć i to nie zawsze.

Wreszcie warto zwrócić uwagę na wypowiedzi ojca - przełożonego, który próbuje zdefiniować czy też może po prostu wypowiedzieć się na temat współczesnej kultury. Myli karygodnie nazwiska, przekręca pojęcia a o filozofii europejskiego oświecenie wie dokładnie tyle, ile wiedział Kolumb, kiedy dopłynął do rzekomych Indii.

Na osobną uwagę zasługuje coś, co stanowi wyróżnik gatunkowy Monachomachii. Mam w tym momencie na myśli tak wielkie zagęszczenie stylu panegirycznego oraz ciągłe koloryzowanie wypowiedzi na najbłahsze tematy. Często wręcz nie można uwierzyć, że oto tak wielkie słowa dotyczą aż takiej drobnostki. Widać w tym wspaniały kunszt poetycki Krasickiego ale także wspaniałe wyczucie tak sytuacji przedstawionej, jak i tła społeczno - obyczajowego.

Na tym poprzestanę, ponieważ najwyższa pora, by udzielić odpowiedzi na pytanie tematowe. Wydaje mi się, że Krasicki miał prawo poddać kler tak ostrej krytyce, co więcej miał moralny obowiązek, by to uczynić - jako literat, jako ksiądz i wreszcie jako obywatel Królestwa Polskiego zaangażowany w życie publiczne. Pozostaje jednak kwestia czy było to działanie właściwe z punktu widzenia sukienki duchownego, którą nosił autor Monachomachii. Mnie osobiście wydaje się, że w osiemnastowiecznej Polsce nie było osoby lepiej się do takiego właśnie opisu nadającej, bowiem kunszt i wielki artyzm poety przemawiają z każdego niemal słowa, a niezwykle dokładna analiza powoduje, że przedstawiony obraz obu zakonów i wreszcie poszczególnych braci jest bardzo realny a tym samym bardzo trudno w niego nie wierzyć…