Alina często bujała w obłokach. Myślami wędrowała w różne rejony Polski, zwłaszcza tam, gdzie miała okazję w ostatnich latach przebywać. Wspominała Morze Bałtyckie, gdzie złociste plaże, ciepła bryza morska, szum fal. Ale to nie wszystko. Równie szybko przenosiła się do Zakopane, naszej zimowej stolicy. Tam widzi szczyty gór połyskujące w blaskach zachodzącego słońca. Także w okresie zimowym majestatycznie wyrastają spod pokrywy śnieżnej i zachęcają go górskiej wspinaczki. Na to jednak ona nie może sobie pozwolić, bo nie należy do odważnych i wytrawnych piechurzy. Zawsze więc wspina się w jakiejś innej porze roku, kiedy są doskonałe, wręcz idealne warunki pogodowe. Lubi przeglądać się w krystalicznie czystej wodzie górskiej niczym w lustrze. Jednak to tylko wspomnienia, bo teraz siedzi zamknięta w czterech ścianach swojego pokoju i próbuje się uczyć. Nie do końca to jej jednak wychodzi. Ciągle ma jakieś preteksty, by w myślach uciekać gdzieś indziej. Nie lubi tego swojego małego miasteczka i źle się tu czuje. Jednak póki co nie ma innego wyjścia. Czeka na swoja pełnoletność, bo wtedy wszystkim pokaże.

Na zewnątrz było bezwietrznie i słonecznie. Prawdziwa złota polska jesień. Tak chętnie by się przeszła do parku pozbierać jesienne liście, ale przecież dzisiaj szczególnie nie mogła sobie na to pozwolić, ze względu na brak czasu. Tyle jeszcze obowiązków przed nią, a zwłaszcza spraw zaległych. Alina siedziała na łóżku w bezruchu i bez przekonania wpatrywała się w matematyczne wzory wypisane w zeszycie. Jakoś nie mogła się przekonać do tych matematycznych formuł. Przecież te reguły jej w niczym nie pomogą. Ma tyle rzeczy do zrobienia, a tu wkuwanie zbędnych logarytmów. Przecież bez ich znajomości może wiele zrobić w życiu. Zresztą matematyka zawsze była jej piętą Achillesa. Nigdy nie natrafiła na miłego nauczyciela tego przedmiotu. Uważała ich za nudziarzy zapatrzonych w świat jakże inny od tego za oknem.

Zwłaszcza dzisiaj nie miała ochoty na naukę, po tym co się wczoraj wydarzyło. Jednak z drugiej strony sprawdzian został już zapowiedziany i chyba tylko trzęsienie ziemi mogłoby wpłynąć na zmianę planu matematyka. Ponieważ w naszym rejonie takie katastrofy się nie zdarzają, więc jak wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują sprawdzian się odbędzie. Co więcej ona już nie może dostać kolejnej jedynki, bo w tym momencie naprawdę wpadłaby w tarapaty. Jej plany na przyszłość coraz bardziej się rozwiewają i co gorsza, to wszystko przez tą wstrętną matematykę. Nie może do tego dopuścić.

Z drugiej strony nie daje jej spokoju wczorajszy dzień, a raczej to co przypadkowo zobaczyła idąc ze spaceru z psem. Tego się nie spodziewała w najgorszych koszmarach. Jej przyjaciółka szła rozbawiona w objęciach Piotrka. Na początku myślała, że to koś inny. Później zrozumiała, że nie zaszła żadna pomyłka. To był jej chłopak i widziała ewidentny dowód na to, że jej ukochany ją zdradza! Jakby tego było mało z jej przyjaciółką! Nie odzywała się do niej w szkole. Odwracała szybko głowę, gdy tylko ona pojawiła się na horyzoncie. Nie chciał nawet na nią patrzeć. Początkowo chciał jej wygarnąć wszystko, ale stwierdziła, że nie będzie robić widowiska. Potem byłyby tylko głupie uśmieszki w klasie. Honor jej na to nie pozwala. Wybrała inną taktykę.

Co do Piotrka to już parę razy dzwonił i za każdym razem rzucała z hukiem słuchawkę domowego telefonu, gdy tylko usłyszała jego głos. Komórki w ogóle nie odbierała. Jeszcze tego brakuje, by miał wysłuchiwać, co on ma jej do powiedzenia. Nic ją to teraz nie interesuje. Widziała wszystko na własne oczy i nie ma powodu, by ją ktoś próbował przekonywać, że było inaczej. To niewiarygodne, jak ludzie potrafią być obłudni. Przecież z Kaśka rozmawiała o wszystkim, żaliła się, dzieliła się radościami i smutkami. Nie miałam przed nią żadnych tajemnic, a ona tak mi się odpłaciła.

Czuje w ustach gorzki smak porażki. Nie wie, co daje. Jak żyć? Nie miała siły, żeby przełamać niechęć. Dopadło jaką zniechęcenie. Zrozumiała, że z kretesem przegrana. Źle zainwestowała swoje uczucia, fatalnie wybrała przyjaciółkę. Jej życie nigdy nie było usłane różami, ale teraz przypomina jakiś koszmar senny. A tu jeszcze ta matematyka. Nie ma do kogo się zwrócić z pomocą. Co prawda jej brat czasami coś jej tam tłumaczył, ale ostatnio przychodzi bardzo późno do domu i jest zmęczony. Poza tym łatwo traci cierpliwość. Teraz musi sama sobie z tym poradzić. Nie ma innego wyjścia.

Nigdy jeszcze w swoim dotychczasowym życiu nie przegrała na tylu frontach na raz. Była kompletnie wykończona tymi przeżyciami i wewnętrznymi bojami z sobą. Oczy jej kleiły się ze zmęczenia, bo w ostatnią noc niewiele spała. Musi się chociaż trochę zdrzemnąć, bo nie ma już sił do nauki. Żeby tylko nie spała zbyt długo. Położyła zeszyt na stole, a głowę wsparła na poduszce. Sen przyszedł szybko.