Dziś w nocy miałam niesamowitego gościa. Nigdy mi nie uwierzycie,ale jednak zdarzyło się - rozmawiałam z kosmitą. Jak zawsze, położyłam się do łóżka i czytałam książkę,by ułatwić sobie zaśnięcie. W pewnym momencie spojrzałam za okno i on już tam był. Jego zielone, wyłupiaste źrenice wpatrywały się we mnie bez końca. Na pierwszy rzut oka wyglądał przerażająco. Miał długie, mackowate ręce w kolorze grejpfruta i szeroki uśmiech. Ubrany był w dziwny płaszcz, coś jakby mundur, który zakrywał jego glutkowate, pomarańczowo - czerwone ciało. Już miałam wrażenie,że zemdleję ze strachu, kiedy dziwny stwór odezwał się do mnie bardzo ludzkim głosem i bardzo prostym słowem.-Cześć TyZaniemówiłam,ale mimo to wydusiłam z siebie ciche przywitanie.-Cześć..-nie powinnaś wstawać do szkoły?Zdziwiłam się,bo skąd mógł wiedzieć,że wciąż się uczę i czym jest szkoła?-Nie,skądże, dopiero co położyłam się do łóżka. Mam jeszcze przed sobą dobre osiem godzin snu.Stwór zamilkł,a potem wszedł do pokoju przez okno i usadowił się na krześle stojącym przy biurku. Przestałam odczuwać strach,kiedy rozmowa toczyła się dalej.-Mnie się wydaje, że zostało Ci jedynie 5 minut,by zejść na dół na śniadanie.Kolejny raz dziwny stwór zaskoczył mnie swoją znajomością mojego życia. Po chwili poczułam jak stworzenie zrzuca mnie nieczule na podłogę i zabiera mi kołdrę, którą okryłam się wcześniej szczelnie w nadziei,że mnie przed nim ochroni.Wylądowałam na podłodze, a stwór krzyknął donośnie :-Czekam na dole!I z impetem zbiegł po schodach do jadalni. W chwili,w której poczułam twardą podłogę, zauważyłam też,że budzik pokazuje już 7:30, a stwór, z którym rozmawiałam był nikim innym jak moim tatą, który postanowił wybudzić mnie z półsnu. Okazało się,że zasnęłam wieczorem nad książką i obudziłam się rano,nieświadoma swojego zaśnięcia.-Już idę tato - mruknęłam,powoli zbierając rozrzucone kości z podłogi. To był na prawdę dziwny sen.