Artyści tworzący w epoce Młodej Polski z pełną premedytacją i świadomie kreowali się na niezrozumianych geniuszy, odrzuconych przez resztę społeczeństwa. Z rozmysłem zakładali maski i wcielali się w wymyślone przez siebie role. W jaki sposób odbijało się to na ich twórczości? Czy w ogóle mogli tworzyć w poczuciu nieustannej niemocy?

Młodopolscy artyści często byli postrzegani jako dziwacy, których nie można zrozumieć. Prozaiczni filistrzy nie potrafili porozumieć się z wyrafinowanymi twórcami, często widzieli w nich osoby chore umysłowo. A ci celowo nie dbali o wygląd zewnętrzny, głodowali, nie pragnęli dostatniego, wygodnego życia. Najważniejszą wartość stanowiła sztuka, którą współtworzyli. Doskonale oddają to słowa Kazimierza Przerwy-Tetmajera z wiersza "Evviva l'arte":

"...zginąć, to zginąć jak pies, a tymczasem,

choć życie nasze splunięcia niewarte:

evviva l'arte..."

Właśnie tak żyjąc tworzyli młodopolscy artyści. Malowali, pisali, czasem rzeźbili… Zagłębiając się w sztukę, przybierali maski. Nie były to maski w znaczeniu dosłownym, ale pewien sposób bycia. To on potęgował klimat tajemnicy, inności, który wokół siebie tworzyli. Każdy szanujący się artysta musiał być indywidualnością, o której świadczył oryginalny sposób widzenia świata. Nic nie powinno narzucać artyście tematu i formy. W "Confiteorze" tak pisał o tym Stanisław Przybyszewski: "…artysta nie jest sługą ani kierownikiem, nie należy ani do narodu, ani do świata, nie służy żadnej konkretnej idei ani żadnemu społeczeństwu...".

Aktor, który w teatrze zakłada maskę, staje się inną postacią, zmienia się w kogoś innego. Podobnie było z młodopolskimi artystami. Jeśli twórca przybierał postawę dekadenta, przestawał być sobą. Dekadentyzm był jego kolejną maską i narzucał mu pewien sposób widzenia świata oraz sposób kreowania sztuki. Aby zyskać popularność, artysta musiał podążać za modą. Naśladując innych miał też prawo do oryginalnego spojrzenia. Choć tematy były narzucone przez większość twórców, miał możliwość pisać i malować w swoim własnym stylu. Mogło być też odwrotnie - własna tematyka posiłkująca się zapożyczonym stylem. Właśnie dlatego dokonania twórców tej samej epoki - choć różnych narodowości - miały wspólne elementy. Na tej podstawie można także wyodrębnić młodopolskie nurty. Tak nakładana maska wpływała na dokonania artystów.

Młodopolscy dziwacy często sięgali po temat własnej niemocy. Ale czy wtedy mogli być twórczy? Ci artyści często powtarzali za Paulem Marie Verlainem:

"Jam cesarstwo u schyłku wielkiego konania,

Które, patrząc, jak idą Barbarzyńce białe,

Układa akrostychy wytworne, niedbałe,

Stylem złotym, gdzie niemoc sennych słońc się słania..."

Choć widzieli własną niemoc i marność oraz przyznawali się do tych stanów ducha, próbowali je przezwyciężyć właśnie przy pomocy sztuki, która dawała im możliwość działania. Ale poczucie niemocy i smutku towarzyszyło młodopolskim artystom nieustannie - doskonałym przykładem może być wątek smutnego szatana z "Deszczu jesiennego" Leopolda Staffa:

"...przez ogród mój szedł smutny śmiertelnie,

I zmienił go w straszną okrutną pustelnię..."

Ten wątek został wymyślony właśnie w epoce Młodej Polski. I choć ma typowy dla tamtego okresu nastrój, jest doskonałym przykładem na to, że nawet w masce młodopolskiego artysty można było stworzyć coś nowego. A miano niezrozumianego dziwaka przysparzało, a nie odstręczało, odbiorców sztuki.