Dzieło Władysława Stanisława Reymonta pt. "Chłopi" przekazuje szeroki wachlarz wiejskiego żywota, począwszy od opisania dnia powszedniego, jak i tego uroczystego, można wręcz stwierdzić, że celebrowanego wedle specyficznego rytuału jakoby święto. Takowy dzień przedstawiony i barwnie opisany jest w danym fragmencie. Dzień chwały boskiej i powszechnej szczęśliwości, następujący po zawarciu najwyższego dowodu miłości - ślubu, a wśród ludu i pospólstwa nazywany po prostu "weselem".

W pierwszym akapicie przedstawiony jest dynamizm biesiadników, z łatwością można zauważyć, że są już po przyswojeniu znacznych ilości trunków alkoholowych, o który para młoda zgodnie ze staropolskim zwyczajem godnie się zatroszczyła. Celebrując "zdrowie" współtowarzyszy wszystkim puściły więzy, pęta trzymające emocje, hamujące otwartość ludzką. Widać to poprzez pokładanie się na stołach, bijatyki i żywe rozmowy gości. Pomimo wiejskiego pochodzenia nieobce są im rozważania na tematy egzystencjonalne. Już pierwszy biesiadnik użalając się na ciężki żywot na tym świecie, wykazuje się znajomością motywów - w tym wypadku osławionego Vanitas, jednak zachowując antyczną zasadę Decorum, nazywa go wedle ludowej gwary "marnością". Nawet genialnie wspomniane przez Reymonta psy walczące o ochłapy i resztki kości pod stołem wydają się być nieprzypadkowe, a nawiązują mianowicie do odwiecznej walki milionów ludzi o byt i przetrwanie. Współbiesiadnik zauważa jednak iskierkę nadzieji. Widzi ją w takich właśnie weselach, które godzi i jednoczy wszystkich choćby na jeden wieczór, ale pozwala cieszyć się, tańczyć i zapomnieć o całych trudach i znojach ponurej codzienności. Zdaje sobie sprawę z waśni i potyczek, często wynikających z biedy i zwykłej ludzkiej zazdrości z chociażby drobnostki, które dla nich przyjmują wartość niemożliwą do ocenienia przez niedoświadczonego skrajnym wyczerpaniem obserwatora. Goście wyrażają ciągle żywą i gorejącą w sercach narodu polskiego nadzieję na Boską interwencję, na otoczenie swych ziomków Chrystusowym płaszczem opieki i dobrobytu. Zauważają, że człowiek człowiekowi wilkiem, oraz potwierdzają moje przypuszczenia nt. w.w psów, które do niemoralnych zachowań ciągnie brak podstawowych środków do życia. Goście w filozoficznym szale burzy mózgów dostrzegają degenerację młodego pokolenia które nie słucha i nie szanuje głosu rozsądku i doświadczenia przemawiającego przez usta mędrców ze starszych i bardziej styranych pokoleń. Wykładając swoją koncepcję życia biesiadnicy wyrażają pochwałę łacińskiej sentencji stosowanej współcześnie przez wielu artystów pokroju Szymona Wydry, Carpe Diem. Wierzą, że los jest z góry zapisany w planach Boskich, więc należy żyć pełnią życia. Powołują się tu na absolutną wszechmoc Chrystusa, który włada całą materią kosmosu i może zabrać ludziom cokolwiek i kiedykolwiek, więc kierując się chłopskim rozumowaniem należy rychło to wykorzystać póki można. Bogobojnie dają tylko wskazówkę a wręcz nakaz by prowadzić się wedle dziesięciu zasad spisanych przez Boga przekazanym ludzkości poprzez dwie kamienne tablice ofiarowane Mojżeszowi. Ma to zapewnić wieczną szczęśliwość, radość i uciechę z obcowania po śmierci w niebie przy muzyce harf niebiańskich i cudownych głosów anielskich. Goście powołując się na historię Polski przyżekają i wyrażają nadzieję na dalsze trwanie w wierze. Uważny czytelnik dostrzeże zgodność z tą filozofią życia i ludzkiego losu w całym utworze. Mianowicie, chłopi nie myślą za dużo o przyszłości, byle zatarczka może stać się przyczyną wytaczania poważnych procesów sądowych, a zachowanie Jagny i Antka wyraźnie obrazuje brak posłuchu i szacunku do starszych.

Fragment ten był wybornie dobrany do zadań przedstawionych w temacie. Z łatwością można dostrzec marność ludzką i oraz wiarę w Boską opiekę, która tak naprawdę jest jedyną nadzieją na lepszą egzystencję chłopów ze zwykłej polskiej wsi.