O Chilonie Chilonidesie można powiedzieć naprawdę wiele różnych i ciekawych rzeczy, poza tą, że był człowiekiem uczciwym. Był z pochodzenia Grekiem, a zawodów, które według siebie wykonywał, po prostu nie sposób zliczyć. Jednym słowem był to zwyczajny oszust, mówiący iż jest mędrcem, lekarzem, filozofem - stoikiem, wróżbitą. Zgodził się pracować dla Marka Winnicjusza i odnaleźć jego Ligię.

Wyglądał na starszego, poczciwego biedaka, choć już jego budowa poddawała te sądy w wątpliwość.

Był bardzo zły. Wszystkie swoje działania próbował przeprowadzać w ten sposób, by jak najwięcej na tym skorzystać, a przy okazji, o ile to możliwe, pozbyć się niewygodnych świadków czy wrogów. Zawsze potrafił wykręcić się od tego, co zrobił. Pogrążał jeszcze bardziej ludzi, których skrzywdził - przykładem czego może być zlecenie zabójstwa Glauka, którego rodzinę zniszczył.

Był pamiętliwym i mściwym. Kiedy tylko mógł korzystał z zemsty, ale nie bezpośrednio, ponieważ tego jednego - widoku męki, nie potrafił znieść. Nie oglądał więc rzezi chrześcijan, których sam wydał.

Zmiana w nim dokonuje się pod wpływem nauki chrześcijańskiej. Nie potrafi zrozumieć, jak Glauk mógł mu przebaczyć, skoro odebrał mu wszystko, co ten miał na świecie najdroższego. Wtedy coś w nim pęka. Zaczyna mówić całą prawdę, nawet tajemnicę dotyczącą podpaleń Rzymu. Zostaje ochrzczony i naprawdę się zmienia. Nawet tortury nie łamią jego postanowień. Ostatecznie Rzymianie obcinają mu język i krzyżują go.

Chilon przez całe życie błądził, ale odnalazł w końcu drogę, która wskazała mu, jak żyć. Dlatego uważam, że nie można go potępiać. Odkupił swe winy własną śmiercią.