Można powiedzieć i twórczość poetycka w języku polskim rozpoczyna się wraz z Mikołajem Rejem. Choć i przed nim istnieli tworzący w naszym rodzimym języku, to jednak zawsze ważniejsza była dla nich twórczość po łacinie. To Rej w pełni świadomie zaczął pisać tylko i wyłącznie po polsku. Jest on przez to zwany "Ojcem języka polskiego" i na lata zapisał siew pamięci potomnych słowami:

"Niechaj to narodowie wżdy postroni znają

Iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają".

Jednak to Nie dla Mikołaja reja zostało przeznaczone dzieło ukształtowania literackiego polszczyzny. Dzisiaj czytając jego pisma można mieć problemy ze zrozumieniem wielu terminów których używa. Często pojawiają się u niego wyrazy, szybko zmienione na inne. Trzeba pamiętać, że zanim polszczyzna weszła na dobre do języka literatury była używana najczęściej przez niewykształconych chłopów, gdyż elity posługiwały się łaciną. Kiedy zaś chciano za pomocą niej wyrażać w wierszach uczucia miłosne, abstrakcyjne stany czy filozoficzne stwierdzenia okazało się to trudne. W polszczyźnie istniało wiele terminów na określenie wiejskiego życia, stąd też może rejowy "Żywot człowieka poczciwego:" czyta się dość dobrze, za to o wiele mniej na inne sfery życia ludzkiego. To Jan Kochanowski przetarł szlaki dla dalszego rozwoju polszczyzny. Warto zaznaczyć iż uczynił to ni etyle w swojej oryginalnej twórczości, lecz przy przekładzie "Psałterza Dawidowego". To w nim został zmuszony do wyrażania wielu odcieniu uczuć i można powiedzieć że wyszedł z tego zadania zwycięsko. Dodatkowo warto zaznaczyć, że Kochanowski był człowiekiem o wiele lepiej i szerzej wykształconym niż Mikołaj Rej. Studiował bowiem nie tylko na Akademii Krakowskiej, lecz we Włoszech w Padwie i Bazylei, kiedy to Rej nie wyjechał nawet nigdy poza granice Rzeczpospolitej. Stad może taka łatwość u Kochanowskiego czerpania z dokonań poetyckich starożytnych Greków i Rzymian. Stała tym za nim wielowiekowa tradycja literacka, kiedy to rej sam musiał dochodzić do wielu poetyckich wyznaczników, stąd też i u nie go niepewność i liczne niedoskonałości w stylistyce czy wersyfikacji. Należy też zaznaczyć, że to Kochanowski a Nie rej najlepiej wykorzystał antyczne gatunki literackie, jak fraszka, czy pieśń i to dzięki niemu zostały one w tym kształcie przekazane kolejnym pokoleniom.

Często się w dzisiejszych czasach powtarza, ze prawdziwego pisarza i jego mistrzostwo poznaje się nie po grubych powieściach jakie potrafi napisać, lecz po nowelach i krótkich opowiadaniach. Jeżeli w nich osiągnie wysoki poziom, może spokojnie być nazwany pisarzem. To zdanie sprawdza się w przypadku Jana Kochanowskiego, mistrzostwo jego pióra odkrywamy właśnie we fraszkach. W kilku wersach, czasami nawet we dwóch, potrafił on zgrabnie zarysować sytuację, scharakteryzować ja i podsumować w zabawny sposób. Są to małe arcydziełka poezji skrzące się humorem i błyskotliwością. Tak wąsko zakreślone ramy wyrazu, gdyż głównym wyznacznikiem fraszki jako gatunku literackiego, jest właśnie nie rozbudowana fraza, pozwalały Kochanowskiemu na skondensowanie swoich myśli, tak więc możemy powiedzieć że we fraszkach patrzymy na ich wysokie spiętrzenie, pozbawione tematów i treści pobocznych. Fraszki Jan Kochanowski pisał przez całe swoje życie, pierwsze tworzył jeszcze po łacinie i wydał pod koniec życia pod tytułem "Foricoenia", kolejne już polskie, powstały na dworach magnackich i królewskim, i do tyczyły najczęściej spotykanych tam postaci, oraz w czasie zamieszkania w Czarnolesie. Nie wszystkie fraszki są jak by to się mogło wydawać lekkie i żartobliwe. Owszem większość z nich wzorowana jest na antycznych anakreontykach, wierszach biesiadnych, mówi o przyjemnym spędzaniu czasu, pojawiają się jednak i fraszki o zabarwieniu filozoficznym, mówiące o świecie i ludzkiej egzystencji w sposób poważny. Jednak nawet w nich nie pojawiają się, o czym pisał Kochanowski we fraszce "Na swoje księgi", motywy mitologiczne, ujęte w duchu rycerskim i bohaterskim. Fraszki jako całość tworzą mieniąca się i zróżnicowaną mozaikę a nie spójny obraz czegokolwiek:

,, Nie dbają moje papiery

O przeważne bohatery;

Nic u nich Mars, chocia srogi

I Achilles prędkonogi;

Ale śmiechy, ale żarty

Zwykły zbierać moje karty.

Pieśni, tańce i biesiady

Schadzają się do nich rady.

Statek tych czasów nie płaci,

Praca człowiek próżno traci

Przy fraszkach mi wżdy naleją,

A to wniwecz, co się śmieją".

Nie można jednak pominąć tego, iż pojawiają się w twórczości fraszko pisarskiej Mistrza Jana, wiersze niezwykle swawolne, które nawet dzisiaj mogą wprawić w zarumienienie. Można to wszystko jednak zrozumieć pamiętając że wiele z nich nie było pisanych z myślą do druku, lecz zapewne tylko by w danej chwili ciekawie czy złośliwie scharakteryzować dana sprawę, czy wyśmiać kogo. Fraszki nie mogą stać się tylko i wyłącznie zmarmurzałym tekstem, obok którego należy się przechadzać z czapka w ręce, lecz należy pamiętać ze w dużej mierze to po prostu ówczesne utworki satyryczne, mające funkcję dzisiejszych kabaretów czy skeczy. Kochanowskie zresztą sam zastrzegał się przez zbytnio poważnym i wnikliwym traktowaniem fraszek i dodawał że nie ze wszystkim trzeba go utożsamiać. We fraszce "Do Mikołaja Firleja" tak to określał:

"Jesliby w moich książkach co takiego było,

Czego by sie przed panną czytać nie godziło,

Odpuść, mój Mikołaju, bo ma być stateczny

Sam poeta; rym czasem ujdzie i wszeteczny".

Wiele we fraszkach pojawia się wątków filozoficznych. Należy pamiętać, że Kochanowski przez większość swojego życia starał się postępować wedle restrykcyjnych zaleceń stoików. Mówili oni o wyrzeczeniu się świata, o odejściu od jego spraw ku spokojnej apatii, czyli próbie nie podlegania ani radością ani smutkom ziemskim. Człowiek miałby wtedy żyć poza wszelkimi popędami i afektami. Jednak takie postawienie sprawy zmieniłoby zapewne fraszki Kochanowskiego w zbiór epitafiów, a tym to one na pewno się są. Swój uśmiech zawdzięczają one niewątpliwie obecnym w nich elementom epikurejskim. Epikurejczycy głosili życie jako skupienie się na zaspokajaniu przyjemności. Nie można jednak tego nazwać wynaturzonym hedonizmem. Zaspokajali potrzeby ale głównie intelektualne, zaś te cielesne starali się jak najbardziej ograniczyć. Właśnie fraszki, czytane zapewne w czasie uczt i zabaw, miały byś takim intelektualnym , duchowym dodatkiem do win i mięs. Nie można tez zapomnieć i o Horacym, którego wiele z myśli zarówno zaczerpniętych od stoików, jak i epikurejczyków, Kochanowski przetłumaczył i włączył w swoja twórczość. Horacy starał się uświadomić człowiekowi ważność każdej chwili, w której żyje, stad jego słynne "Chwytaj dzień każhwytaj dzień każi trochę w złudnej przyszłości obietnice płoche". "carpe diem", gdyż człowiek nie może przewidzieć co się jutro wydarzy, stąd nie potrafiąc tez wrócić do przeszłości, cały czas żyje w wielkim teraz i tylko to jest pewne w zmiennym i nie zawsze wyjaśnianym życiu. Kochanowski tak to przekształca i wyraża:

"Dziś bądź wesół, dziś użyj biesiady,

O przyszłym dniu niechaj próżnej rady:

Już to dawno Bóg obmyślił w niebie,

A k'tej radzie nie przypuszczą ciebie".

Fraszki to zapisek wielu zabawnych wydarzeń jakie stały się udziałem zarówno poety jak i jego znajomych. To gotowe anegdoty, jednak nie wszystkie zdatne do powtórzenia w wyborowym towarzystwie. Trzeba wszak pamiętać, że ludzie renesansu mieli czasami o wiele bardziej zdrowe podejście do spraw biologicznych i seksualnych niż obecnie zakłamane niektóre partie o aparycji rodem z horroru. Uważano wszakże, że jak już się jest tym człowiekiem, "to nic co ludzkie nie jest obce". Stąd też fraszki, które my możemy uznać za obsceniczne i powinno się je wedle niektórych drukować z wielkim listkiem figowym przysłaniającym ich treść, kiedy dla człowieka renesansu były po prostu zabawnymi scharakteryzowaniami pewnej sfery życia, tak samo ważnej (choć może przyjemniejszej) niż inne. Nie było w ludziach renesansu pozornej cnotliwości. Można zobaczyć to wszystko we fraszce "O gospodynie", która było nie było ale jest tez obrazem gościnności polskiej:

"Proszono jednej wielkimi prośbami,

Nie powiem o co, zgadnijcie to sami.

A iż stateczna była białogłowa,

Nie wdawała się z gościem w długie słowa,

Ale mu z mężem do łaźnej kazała,

Aby mu swoję myśl rozumieć dała.

Wnijdą do łaźnej, a gospodarz miły

Chodzi by w raju, nie zakrywszy żyły.

A słusznie, bo miał bindas tak dostały,

Żeby był nie lazł w żadne famurały.

Gość poglądając dobrze żyw, a ono

Barzo nierówno pany podzielono.

Nie mył się długo i jechał tym chętniej:

Nie każdy weźmie po Bekwarku lutniej".

Jak widać mamy tu taka kondensację słowa, że właściwie cała scen obywa się bez ani jednego. Nie pojawiają się w niej żądne obsceniczne słowa, każdy jednak słuchacz tego dziełka wie o co w nim chodzi.

Można wszakże nazwać fraszki powstałe w okresie dworskim kroniką tamtych czasów. Przewijają się w nich liczne postaci. Jedna z nich "O doktorze Hiszpanie" przywołuje autentyczna postać medyka królewskiego, należącego do kompanii Kochanowskiego. Jednak choć wiele w tej fraszce leje się alkoholu, ilościowo i gatunkowo, nie jest ona potępieniem pijaństwa, jak by to się mogło wydawać. To po prostu żywy i zabawny obraz zabaw, gdzie ludzie cieszą się z tego że żyją, zaś okazują to w najróżniejszy sposób. Oczywiście nie każdy się musi podpisywać pod takim akurat płynnym spędzaniem czasu, lecz dla tych właśnie Kochanowski napisał może poemat "Szachy" i nie koniecznie przekonuje ze tylko tak należy się bawić:

"

Ani chce z nami doczekać wieczerze.>

A sami przedsię bywajmy weseli.>

Doktor ni puścił, ale drzwi puściły,

- doktor na to powie.

Od jednej przyszło aż więc do dziewiąci,

A doktorowi mózg się we łbie mąci.

Szedłem spać trzeźwio, a wstanę pijany>".

Ostatnie dwa wersy, nazywane pointa, uznaje się za jedne z najlepszych podsumowań we fraszkopisarstwie zarówno Jana Kochanowskiego, jak i jego następców.

Pojawiają się tez u Kochanowskiego renesansowe facecje, czyli wydarzenia niekoniecznie autentyczne, mogące jednak zabawić zebrane towarzystwo. Jedna z najpopularniejszych była chyba ta o Koźle, którą to historyjkę prawie niezmienioną, odnajdujemy i u Mikołaja Reja i u Łukasza Górnickiego w "Dworzaninie". Opiera się ona na językowej grze, łączącej homonimicznie nazwisko postaci, ze zwierzęciem, od którego zapewne kiedyś je przyjęto. W tej tez akurat fraszce możemy spotkać się z krytyką pijaństwa. Kochanowski wszak ganił je jak każdy rozumny człowiek, jeżeli tylko ilość wlanego alkoholu odbierała człowiekowi właściwą po jego niewielkiej ilości wesołość, a zmieniała w awanturnika, czy nieprzytomnego trupa. Takie pijaństwo zasługiwało na naganę i nie dziwią słowa Mistrza Jana, ze miejsce alkoholika jest "w chlewie":

"Kozieł, kto go zna, piwszy od północy,

Nie mógł do domu trafić o swej mocy;

Ujźrzawszy kogoś:

Proszę cię nie wiesz ty mojej gospody?>

A ten: <,Niech cię znam, tedy się dowiewa.>

, ,".

To jedno z przypomnień Jana Kochanowskiego, że w życiu ważny jest umiar, zarówno w płaczu jak i w radości, to przypomnienie starych stoickich zasad, jak widzimy nieraz ważne i potrzebne wielu nie znających umiaru ludziom.

Czytając powyższe wiersze, można zapomnieć, że Kochanowski to poeta wykształcony i w głębi duszy delikatny intelektualista. Na jego obronę trzeba powiedzieć, że wiersz w gatunku "dostałego bindasa" nie jest jego jedyną forma wyrażania miłosnych uczuć. Z łatwością potrafi czerpać z tradycji petrarkistowskich, czy wierszy Ronsarda, by porównać kobietę do najwspanialszych rzeczy, by swoje uczucia przybrać w najbardziej kwieciste słowa. Czasami czytając takie wiersze możemy nawet zastanawiać się jak bardzo szczerość uczuć ustąpiła w takich przypadkach, chęcią popisania się własnymi umiejętnościami poetyckimi, tak bardzo szeroki jest bowiem repertuar Jana Kochanowskiego. Oczywiście wydaje się to zrozumiałe wtedy, jeżeli uświadomimy sobie, że w ten sposób poeta stara się opiewać nie rzeczywista kochankę ale miłość niebiańską duchowa. Pokazuje jak zmienia ona sposób patrzenia na świat człowieka, co czyni z kochającej go kochanej osoby. Z kolei opiewając miłość biologiczną, może to czynić w rytm oberka z przytupami. Piękna fraszka, z górnej półki patrzenia na sprawy miłosne jest ta skierowana "Do Magdaleny":

"Ukaż mi się, Magdaleno, ukaż twarz swoję,

Twarz, która prawie wyraża różę oboję.

Ukaż złoty włos powiewny, ukaż swe oczy,

Gwiazdom równe, które prędki krąg nieba toczy.

Ukaż wdzięczne usta, usta różane,

Pereł pełne, ukaż piersi miernie wydane

I rękę alabastrową, w której zamknione

Serce moje. O głupie, o myśli szalone!

Czego ja pragnę? O co ja, nieszczęsny, stoję?

Patrząc na cię, wszystkę władzę straciłem swoję;

Mowy nie mam, płomień po mnie tajemny chodzi,

W uszu dźwięk, a noc dwoista oczy zachodzi".

Ciekawie zapatruje się Kochanowski na sprawę miłości. Ma ona dla niego niezrozumiałe powody, że raz łączy jednych ludzi, innych zaś nie dopuszcza do siebie. To siła fatalna, która posługuje się Eros, Amor. Kupidyn i jakieś inne jeszcze stworzonko latające żwawo:

"Jam przegrał, ja, Miłości! - Tyś plac otrzymała,

Tyś mię prawie do zimnej wody już dognała.

Widzę swój błąd na oko i próżne nadzieję,

A przed wstydem i żalem serce prawie mdleje.

Ku temuś mię kresowi swym pochlebstwem wiodła,

Abyć mię czasu swego tak haniebnie zbodła.

Zbodłaś mię, a ten zastrzał twój nielitościwy

Mnie być pamiętny musi, pókim jedno żywy.

Acz i żywot w twym ręku, a jeśli litości

Twej nade mną nie będzie, jam zginął, Miłości!

Zginałem, a łzy moje dokonać mnie mają.

Które mi z oczu płynąć nigdy nie przestają.

Postaw słup marmurowy, znak zwycięstwa twego,

Na nim zawieś zewłoki poimania swego,

Zewłoki, jakie widzisz, i korzyść ubogą,

Bo w tyraństwie twym ludzie zbogacieć nie mogą".

Jak już jednak wspominałem nie wszystkie fraszki są frywolne pisane w konwencji "podkasanej sukienusi". Wiele z nich już całkiem poważnie zajmuje się sprawami metafizycznymi, teologicznymi, czy egzystencjalnymi. Takie właśnie treści przynosi filozoficzna fraszka nosząca tytuł "O żywocie ludzkim". Pojawia się w niej znany z wcześniejszych i późniejszych tekstów literackich motyw życia ludzkiego, które jest teatrem. Szekspir pisał, że człowiek tylko na chwilę wchodzi na jego deski, wygłasza kilka pustych kwestii i niepysznie schodzi za kulisy. Taka pesymistyczna wizja pojawia się właśnie u Mistrza Jana, przez co kłóci się ona momentami zarówno z całością fraszek, jak i jego twórczości:

"Zacność, uroda, moc, pieniądze, sława,

Wszystko to minie jako polna trawa

Naśmiawszy się nam i naszym porządkom,

Wemkną nas w mieszek, jako czynią łątkom".

Jest to całkowicie odmienna wizja świata, niż ta która znalibyśmy z innych fraszek, czy pieśni Jana z Czarnolasu. Nie ma tutaj spokoju w otaczającym świecie, wszystko jest płynne, w ruchu. To że świat się zmienia powoduje zagubienie się człowieka i brak zaufania w to ze sam może kierować się w swoim życiu rozumem. Stąd tez dość pesymistyczne słowa które otwierają ten króciutki utwór, nazywany wprawdzie fraszka, lecz mający z tym gatunkiem, jedynie wspólne to iż jest krótki:

"Fraszki to wszytko, cokolwiek myślimy,

Fraszki to wszytko, cokolwiek czynimy;

Nie masz na świecie żadnej pewnej rzeczy,

Prózno tu człowiek ma co mieć na pieczy".

Nie inaczej rzecz ta zostaje wyrażona w innej fraszce noszącej ten sam tytuł. Podmiotowi lirycznemu z tej fraszki pozostaje tylko stoicka zaduma nad losem człowieka, wie bowiem że wszelki bunt wobec zastanego świata nie ma zbytniego sensu: "Niech drudzy za łby chodzą, a ja się dziwuję".

Króciutka fraszka "Człowiek Boże Igrzysko" przynosi chyba najbardziej pesymistyczny i w pełni wyrażony pogląd poety, wobec odrodzeniowych twierdzeń, że człowiek stanowi najwyższą wartość na świecie. Poeta ironizuje, że takie stawianie sprawy jest tylko dobrym żartem, z którego śmieje się sam Bóg i to w cale nie w sposób dobroduszny, lecz bliski złośliwości:

"Nie rzekł jako żyw żaden więtszej prawdy z wieka,

Jako kto nazwał bożym igrzyskiem człowieka.

Bo co kiedy tak mądrze człowiek począł sobie,

Żeby się Bóg nie musiał jego śmiać osobie?".

Z dumna postawa człowieka łączy się wszak pycha, niczym nie uprawnione roszczenia i żądania, ośmieszające go samego. Mistrz z Czarnolasu przypomina, że życie ludzki jest tylko chwilą, wcale zaś nie szczytem istnienia na świecie. To Bóg, wieczny ten "który jest", stanowi jedyna wielkość i doskonałość na świecie. On jest gwarantem życia człowieczego, które jednak nie musi być prosta i przyjemną idyllą.