Starożytni Grecy wierzyli, że nad losem człowieka ciąży fatum - tajemnicza siła, która determinuje całe ludzkie życie. W Mitologii J. Parandowskiego czytamy, że Mojra - Przeznaczenie ciążyło nie tylko nad ludźmi, ale nawet nad bogami. Wraz z przyjściem człowieka na świat, zaczynała się rozwijać nić jego życia, uwaga - nić już istniejąca. To było jak odwijanie wełny z kłębka, albo odczytywanie dawno już zapisanej księgi. Od przeznaczenia nie było odwołania - musiało się wypełnić, a ucieczki od niego na nic się nie zdawały. Można się tu posłużyć historią tytana Kronosa, któremu było przeznaczone, że straci tron na rzecz własnego syna i zostanie przez niego zgładzony.

Kronos, małżonek Rei, chcąc uniknąć tego losu, połykał kolejne swoje dzieci, nie robiąc przy tym różnicy między dziewczynkami i chłopcami. Ale pewnego dnia przebiegła żona podała mu w pieluszkach nie niemowlę, ale kamień. Dziecko zaś powierzyła na ziemi opiece kuretów, swoich kapłanów, którzy zadbali, aby Zeus rósł zdrowo i szczęśliwie. Kiedy syn Kronosa był już gotów do walki, wypełniło się przeznaczenie. Po okrutnej walce Kronos zginął, a Zeus zasiadł na tronie olimpijskim. Udało mu się również "wydostać na świat" pięcioro swego rodzeństwa. Namówił matkę, by podała Kronosowi środek na wymioty i w ten sposób na ziemi znaleźli się: Posejdon, Hades, Hestia, Hera i Demeter. Przeznaczeniem Kronosa było więc zginąć z ręki swego syna, przeznaczeniem zaś Zeusa - rządzić światem.

Innym przykładem na nieubłagane ciążenie przeznaczenia nad życiem człowieka jest historia Edypa. Był on synem króla Teb, Lajosa, i Jokasty. Przed jego narodzinami wyrocznia przepowiedziała, że czeka go straszliwy los - zabije ojca, ożeni się z własną matką i będzie przyczyną niemal że zagłady Teb. Przerażeni i wstrząśnięci rodzice zdobyli się na rzecz straszną: noworodkowi przekłuto pięty i broczącego krwią pozostawiono w górach, licząc na to, że zostanie pożarty przez dzikie zwierzęta zwabione zapachem krwi. Na szczęście, a może na nieszczęście, dziecko znaleźli i przygarnęli pasterze. Zanieśli je na dwór koryncki, gdzie zasiadał Polybos i Merope - bezdzietni. Edyp - bo tak nazwano dziecko ze względu na opuchnięte pięty - był tu otoczony miłością i troskliwą opieką, "oczko w głowie" rodziców. Ale fakt, że dostał się na dwór w tajemniczy sposób, nie dał się ukryć. Nastoletni Edyp zwrócił uwagę, że czasem słyszy rzucane pod jego adresem słowa: "podrzutek", "znajda". Zainteresował się, dlaczego tak go nazywają. Aby zdobyć wiedzę pewną i ostateczną, Edyp udał się do wyroczni. Tam dowiedział się, że jego przeznaczeniem jest zabić własnego ojca i ożenić się z matką.

Bohater postanowił za wszelką cenę uniknąć swego straszliwego losu. Opuścił więc Korynt i wyruszył przed siebie. Traf - a raczej przeznaczenie chciało, że Edyp podążył w stronę Teb. Po drodze spotkał podróżnego, a że droga w tym miejscu była mocno zwężona, rozgorzał spór, który z podróżnych ma przejechać pierwszy. Skończył się on bójką i śmiercią napotkanego przez Edypa podróżnego.

Nasz bohater podążał dalej. Dotarłszy do Teb dowiedział się, że miasto nęka potwór - sfinks. Zadawał on zagadkę, której nikt nie potrafił odgadnąć, a następnie pożerał swoje ofiary. Zasiadający na tronie tymczasowo Kreon wydał rozkaz, że kto uwolni miasto od prześladowcy, otrzyma tron i rękę królowej Jokasty, wdowy po Lajosie, który niedawno zginął w podróży. Edyp podjął się tego zadania, odgadł zagadkę sfinksa i ożenił się z Jokastą.

Rozpoczęły się lata szczęśliwego życia Edypa. Miasto pod jego rządami kwitło, na świat przyszło czworo jego dzieci: Antygona, Ismena, Eteokles i Polinejkes. Nic nie zapowiadało tragedii - do czasu. Pewnego dnia Teby nawiedziła zaraza. Bogowie nie chcieli przyjmować składanych im ofiar. Na mieszkańców padł blady strach. Edyp wysłał więc Kreona do wyroczni, by poznać powody nieszczęść nawiedzających miasto. I Kreon przyniósł wiadomości: w Tebach przebywa straszliwy zbrodniarz - ojcobójca, który żyje w kazirodczym związku z własną matką. Dopóki przebywa w mieście, jego mieszkańcy nie zaznają spokoju. Gotowy na wszystko Edyp rozpoczął poszukiwania zbrodniarza. Każdy dzień, każda decyzja zbliżały go do katastrofy. Pierwsza zorientowała się Jokasta. Potem i Edyp poznał prawdę. Kiedy okazało się, że mimo wysiłków nie zdołał umknąć przeznaczeniu, wykłuł sobie oczy, by nie patrzeć na własną hańbę, i udał się na wygnanie. Towarzyszyły mu córki, które do śmierci się nim opiekowały.

Przeznaczenie ciążące na każdym z ludzi i bogów uwidacznia się też doskonale na kartach "Iliady". Bogowie owszem mogą brać udział w wojnie trojańskiej, stawać po stronie Trojan lub Greków, ale nie mają absolutnie wpływu na ostatecznie losy wojny. Jeśli zgodnie z wyrokami przeznaczenia Achilles ma polec w tej wojnie, polegnie i nie pomoże tu jakakolwiek interwencja jego matki, Tetydy. Nie zdołała go ona ukryć nawet na dworze Likomedesa, w przebraniu kobiety. Może mu jedynie pomóc, przynosząc wspaniałą zbroję wykutą przez Hefajstosa.

Zgodnie z wierzeniami starożytnych Greków życiem człowieka opiekował się trzy siostry - boginie: Kloto, Lachezis i Atropos. U J. Parandowskiego czytamy: "One to przędą nić żywota ludzkiego, którą w końcu najstarsza z nich, nieubłagana Atropos, przecina w godzinę śmierci. Platon wyobrażał je sobie jako potęgi wyższego porządku świata: siedzą w niebie, na tronie, w białych szatach, z wieńcami na głowach, zajęte pracą przędzenia przy dźwiękach harmonii sfer".

Mojrom składano liczne ofiary, bo właściwie w każdej uroczystej chwili życia błagano je o przychylność: podczas ślubu, narodzin dziecka, w godzinę śmierci. Wyobrażano je sobie często ze zwojem papirusu, na którym piszą one nieubłagane słowa przeznaczenia. Wyobrażano sobie, że Mojry przybywają do nowonarodzonego dziecka w trzecią noc po jego przyjściu na świat i stojąc nad kołyską wypowiadają jego los. Nie od niego odwrotu.

Wróćmy jeszcze do "Iliady", bo właściwie cała wojna trojańska jest wynikiem przepowiedni i wyroków przeznaczenia, które tym razem dotknęło Troję. Kiedy Hekuba, żona króla Troi Priama, miała urodzić syna, przyśniło się jej, że urodziła płonącą żagiew. Wróżbici wyjaśnili jej, że syn, którego urodzi stanie się przyczyną zagłady miasta. W tej sytuacji rodzice zdecydowali się porzucić dziecko w górach. Ale pasterzom żal się zrobiło ślicznego niemowlęcia i zaopiekowali się nim. Parys wyrósł na wspaniałego młodzieńca. Właśnie przebywał na łące, kiedy zjawił się przed nim Hermes i poprosił, by rozstrzygnął spór trzech potężnych bogiń, Hery, Ateny i Afrodyty, o jabłko z napisem "Dla najpiękniejszej". To jabłko rzuciła między nie bogini niezgody, Eris, kiedy bawiły się na weselu Peleusa i boginki Tetydy. Parys miał rozstrzygnąć spór, a boginie obiecały hojnie go wynagrodzić za wyrok przychylny dla nich: Atena chciała mu dać mądrość, Hera - władzę, Afrodyta obiecała mu najpiękniejszą kobietę na ziemi, Helenę. Parys przyznał jabłko Afrodycie i z radością uznał, że Helena do niego należy. Ale Helena była zamężna - jej mężem był król Sparty, Menelaos. Parysowi to jednak w niczym nie przeszkadzało. Udał się z wizytą do Sparty, tu uwiódł piękną Helenę i porwał ją. Oboje udali się do Troi, gdzie Parys został przyjęty jak przystało na cudem odnalezionego królewicza. Priam i Hekuba zaakceptowali nową "synową", ale w głębi duszy chyba każdy spodziewał się nieszczęścia. Nie trzeba było długo na nie czekać. Zraniony na honorze Menelaos zwołał wszystkich Achajów na wyprawę wojenną przeciwko Troi. Pod mury trojańskie podeszli i Achilles (który zgodnie z wyrocznią miał tam zginąć) i Odyseusz, NestorPatroklos, wielki przyjaciel Achillesa i wielu jeszcze innych bohaterskich Greków. Dowódcą wyprawy był Agamemnon, brat Menelaosa.

Wojna trwała aż 10 lat. zmagano się na przedpolach Troi, pod murami. Herosi staczali ze sobą pojedynki, potem odpoczywali. Homer opisał zarówno wydarzenia w obozie Greków, jak i nastroje wśród Trojan. ci ostatni byli pewni, że ich miasto jest nie do zdobycia, bo wyrocznia (!) mówiła, że dopóki wewnątrz murów znajduje się cudowny posąg Ateny, palladion, Troi zdobyć nie można. Zaradził temu przebiegły Odyseusz, który nocą, w przebraniu przedostał się za mury miasta i wykradł palladion ze świątyni. Mimo to Troja dobrze się broniła. Kiedy jednak zginął jej największy bohater, Hektor, nadzieje na wygraną znacznie osłabły w szeregach Trojańczyków. Ostatecznie Troja została zdobyta - przeznaczenie się wypełniło. Pożar strawił większą część miasta, sam Parys - "płonąca żagiew" zginął. A Helena? Jej uroda uśmierzyła gniew Menelaosa, który z powrotem przyjął żonę do swego domu.

Powyższe historie dowodzą przemożnego wpływu przeznaczenia na los człowieka. A co z wolną wolą? Czy naprawdę żaden z mitologicznych bohaterów na temat swego losu nie miał nic do powiedzenia? Myślę, że te historie dowodzą, że bohaterowie codziennie starali się wolną wolą posługiwać, walczyć z przeznaczeniem, pokonywać los. zmagania z losem są wpisane w każdą z tych historii, a przecież te zmagania to dobitny wyraz właśnie wolnej woli bohaterów. Przecież każdy z nich mógłby biernie czekać na wypełnienie przeznaczenia, a tymczasem oni walczą, starają się uniknąć nieszczęść.

Przeznaczenie i wolna wola to wartości, które się nawzajem wykluczają. A jednak w życiu mitologicznych bohaterów jedno i drugie odgrywa niebagatelną rolę.