Przychodzi Sebastian do Protagorasa

Kiedy dostałem to zlecenie, pomyślałem, że to już lekka przesada. Mogę zrobić wywiad z Michałem Wiśniewskim, mogę zrobić wywiad z Andrzejem Lepperem, mogę zrobić wywiad nawet z panią od matematyki, ale nie wyobrażałem sobie, jak mogę tego dokonać, żeby porozmawiać z kimś, to nie żyje od dwóch i pół tysiąca lat. Ale - od czego jest wyobraźnia. Wszystkich, którzy ostrzyli sobie zęby na kącik małego spirytysty, tego z góry ostrzegam: wszystko wymyśliłem (choć najpierw przeczytałem odpowiedni kawałek pierwszego tomu "Historii filozofii" Władysława Tatarkiewicza, żeby nie było, że cokolwiek zmyśliłem tak bez sensu - to spekulacja, ale merytorycznie jest bez zarzutu. Zapraszam do lektury.).

Protagoras: Witam pana, panie...panie

Sebastian: Sebastianie. Jestem Sebastian Mokrzycki.

Protagoras: Miło mi, panie Sebastianie, Protagoras.

S: Witam, to wielki zaszczyt poznać pana.

P: z tym poznaniem to ja bym nie przesadzał, niech pan nie zapomina, że jestem jedynie efektem pańskiej wyobraźni,

S: Pamiętam, pamiętam - jakże mógłbym zapomnieć... Jednak dla potrzeb szkoły (polonistka zadała nam właśnie takie ćwiczenie stylistyczne) muszę przynajmniej udawać, że jest pan prawdziwy. Zatem, panie Protagorasie, chciałbym zagaić o specyfice pańskiej specjalizacji.

P: Czyli - porozmawiajmy o sofizmie, tak?

S: Z ust mi pan to wyjął, dosłownie. Bo kto to właściwie jest: sofista?

P: Najkrócej rzecz ujmując: wędrowny i płatny nauczyciel. Tak nazywano wszystkich tych, do których oddawano dzieci na wychowanie. Sofista nie ma zasad ściśle określonych - to już szersze znaczenie tego słowa. Sofista ma w ręku takie narzędzia jak logika i gramatyka, dzięki czemu jest w stanie przeprowadzić każdy wywód do końca tak, by dowieść racji każdego, kto go o to poprosi. Skutek takiego działania jest taki, że sofista nie uznaje żadnej prawdy - prawda dla niego nie istnieje, są tylko efekty logicznych kombinacji. W związku z tym, że logika jest potężnym narzędziem, wyników takich poczynań może być nieskończenie wiele.. Ja, jako sofista, mogę te rozmowę poprowadzić tak, byś ani przez chwilę nie był pewien, czy mówię, to co mówię jest prawdą, czy tylko takim ćwiczeniem logicznym.

S: Czyli sofista to taki człowiek, który nie ma żadnych zasad moralnych?

P: Oczywiście, że mam zasady. Moją zasadą jest giętkość i elastyczność. Życie jest nieustanną grą. Trzeba wiedzieć, jaką pozycję przyjąć, żeby uniknąć śmiertelnego, groźnego ciosu.

S: Ależ to właśnie brak zasad! ...

P: Mój drogi, nie masz racji. To jedyna istniejąca zasada.

S: Nikt nie powiedział, że będzie łatwo... Nie musimy się przecież zgadzać, ja tylko pytam... I tu zadam kolejne pytanie. Otóż znam pana najsłynniejsze powiedzenie: "człowiek jest miarą wszechrzeczy". Tak właściwie to co miał pan na myśli mówiąc te słowa?

P: Najgrubiej rzecz ujmując znaczy to tyle, że to, czego powinieneś się nauczyć jako człowiek to jest wiedza o samym sobie. Jeśli znasz własne możliwości, potrafisz ocenić je względem innych ludzi, jeśli zdajesz sobie sprawę, że tak musisz kierować swoim życiem, żeby wyciągnąć z niego jak najwięcej użyteczności, wtedy osiągniesz sukces, wtedy masz szansę nie przegrać swojego życia. Jeśli natomiast będziesz się upierał przy sztywnych zasadach nie będziesz jak trzcina na wietrze, ale jak wielkie drzewo, które niby jest wielkie i silne, ale przecież nie potrafi dokonać tego, co maleńka trzcina, czyli wyprostować się po największej burzy. Dąb zostanie strzaskany, trzcina szybko prostuje głowę.

S: Trochę mi to przypomina nauki mojego sensei aikido, nie ukrywam, że mówi dokładnie to samo...

P: No, ale to nie wszystko w tym mierzeniu świata ludzką miarą. Przede wszystkim chcę powiedzieć, że nie to twoje odczucia budują twój świat. Dlatego, siłą rzeczy, jest on inny od mojego. Wrażenia, jakie odnosisz, sprawiają, że widzisz jednak inny dom, niż ja, jesz inna gruszkę niż ja, wąchasz inny kwiat niż ja. Nasze zmysły, ich wrażliwość, sprawiają, że potrafimy odbierać świat na wiele różnych sposobów.

S: Chce pan przez to powiedzieć, że każdy z nas ma jakby własny świat? Że ja żyję w innym świecie niż pan,. ponieważ odbieram go w inny sposób niż pan?

P: Dokładnie to mam na myśli.

S: Czyli, że to krzesło, na którym pan siedzi, wcale nie jest tym samym krzesłem, którym jest dla mnie?

P: Jest zupełnie inne - nie dostrzegasz tego samego, co ja dostrzegam, inaczej odbierasz jego kolor, kształt, inaczej się na nim układasz, inaczej dostosowuje się do niego twoje ciało - jesteś ode mnie mniejszy, niższy i lżejszy - dlatego dla ciebie to zupełnie inne krzesło niż dla mnie.

S: Zaraz zaraz... To właściwie zupełnie tak, jak w "Matrixie"?

P: Wyobraź sobie, że się dobrze przygotowałem do tej rozmowy - to podstawa sofistyki, dobre merytoryczne przygotowanie. Mimo że w moich czasach technika stałą na zupełnie innym poziomie niż z w twoich, ale właściwie problem wyglądał tak sami. Może teraz wydaje ci się, że przez efekty specjalne - w tym przypadku komputerowe - efekt działania tej zasady względności doświadczenia, ale samo doświadczenie jest faktem od wielu lat. Jeśli nie masz na swoim koncie jakiegoś doświadczenia, jeśli nie doświadczyłeś na własnej skórze czegoś, wtedy nie możesz się na jego temat wypowiedzieć. Jeśli natkniesz się na coś, na co do tej pory nie miałeś szansy się natknąć, nie będziesz umiał nic z tym fantem zrobić - nie powiesz, co to jest, to choć widzisz (choć nawet czasem możesz tego nie zobaczyć, bo nie wiesz, że to widzisz, bo nie rozpoznajesz tego, czego nie znasz), ponieważ nie istnieje w twojej głowie pojecie, którym mógłbyś je określić. Wszystko, co możesz zrobić takim przypadku, to porównać to, co widzisz i czego nie znasz z tym, co dobrze znasz.

S: Ale - to jest właśnie dowód na to, że świata nie da się poznać za pomocą ogólnych pojęć?

P: Właśnie tak. Ogólne pojęcia są jedynie złudzeniem, które daje poczucie bezpieczeństwa, ale złudnego. Bo poznanie może być tylko i wyłącznie subiektywne.

S: O, czyli mogę puszczać mimo uszu wszystko, co dzieje się na lekcjach? Bo wiedza zawarta w podręcznikach również próbuje dokonać zamachu na moje subiektywne doświadczenie.

P: Trochę przesadzasz, mój drogi - czym innym jest przecież twój odbiór rzeczywistości a czym innym wiedza przyrodnicza. Jeśli wiedza, którą zdobywasz na lekcjach, jest wiedzą użyteczną, to powinieneś na nią przystać. Sam powiedz: czy wiedza o tym, że masz wlewać kwas do wody a nie wodę do kwasu, przydała się na coś?

S: Owszem, gdybym tego nie wiedział, poparzyłbym się na zajęciach praktycznych z chemii.

P: No właśnie, wiec taką wiedzę akceptujesz ze względu na jej użyteczność.

S: Więc mogę powiedzieć, że nie chcę się uczyć polskiego, bo nie zamierzam zostać polonistą?

P: Sam chyba zdajesz sobie sprawę, że to już lekka przesada. nie przyda ci się? Przynajmniej będziesz wiedział, do czego piją reklamy telewizyjne...

S: Ta konkluzja nie cieszy mnie zbytnio, może zatem przerwiemy tę rozmowę w tym miejscu. Dziękuję serdecznie.

P: I wzajemnie.