Polacy nigdy nie pogodzili się z zaborami i próbowali wywalczyć niepodległość przez cały czas ich trwania. Jednak ani zbrojne powstania narodowe, ani praca organiczna nie zapewniły jej zdobycia. Trzeba było czekać, aż pojawią się odpowiednie warunki do tego, by odebrać zaborcom zabraną wolność i ziemię.

Taka sytuacja powstała w 1918 roku, kiedy Rosja przeżywała chaos po obaleniu caratu, Austro-Węgry rozpadły się, a Niemcy zostały pokonane na froncie zachodnim podczas I wojny światowej. 11 listopada 1918 roku Polacy przejęli władzę w Warszawie, a data ta została przyjęta za moment odzyskania niepodległości. Powstało duże państwo złożone z ziem okupowanych przez ponad sto lat przez trzech zaborców.

Kwestie ustrojowe

Koniec I wojny światowej przyniósł ogromne zmiany w sytuacji ustrojowej państw Europy. Monarchie upadły, a na ich miejsca powstały państwa republikańskie. Taką samą drogą poszli Polacy. W nocy z 6 na 7 listopada powstał w Lublinie Tymczasowy Rząd Ludowy Republiki Polskiej, na czele którego stanął socjalista Ignacy Daszyński. W Warszawie funkcjonowała jeszcze Rada Regencyjna, ale nie miała poparcia w społeczeństwie i oddała władzę Józefowi Piłsudskiemu. Wkrótce podobnie uczynili także członkowie rządu Daszyńskiego.

Powstał rząd Jędrzeja Moraczewskiego, który 22 listopada 1918 roku wydał dekret stwierdzający, że Polska jest republiką, a do czasu zwołania sejmu, władzę ustawodawczą i wykonawczą będzie posiadał Piłsudski jako Tymczasowy Naczelnik Państwa.

28 listopada premier wydał dekrety o zwołaniu wyborów na 26 stycznia 1919 roku i o ordynacji wyborczej. Prawo głosowania miał każdy obywatel (w tym także kobiety), który ukończył 21 lat. Wybory miały być powszechne, tajne, równe, bezpośrednie i proporcjonalne. Oznaczało to, że każdy głos ma takie samo znaczenie. Było to więc zupełnym zerwaniem z zasadami wcześniejszych wyborów tzw. kurialnych, w których uprzywilejowana była arystokracja i najbogatsi obywatele, a głosować nie mogły kobiety.

Wybory odbyły się w wyznaczonym terminie, ale tylko na ziemiach dawnego Królestwa Polskiego i Małopolski, ponieważ na pozostałych terenach nie było do tego warunków ze względu na trwające działania wojenne. W efekcie wybrano 432 posłów.

Największym zadaniem, jakie ich czekało było uchwalenie konstytucji. Najważniejszy akt prawny w państwie nie mógł jednak zostać napisany z dnia na dzień. Wymagało to czasu, a przecież jak najszybciej musiały zostać nakreślone przynajmniej ogólne zasady funkcjonowania państwa. Dlatego uchwalono tzw. Małą Konstytucję (20 lutego 1919 roku). Zmniejszyła ona władzę Piłsudskiego, jaką posiadał na mocy dekretu z 22 listopada 1918 roku, ale i tak jego pozycja była najsilniejsza, chociaż musiał swoje decyzje konsultować z parlamentem i ministrami.

Projekt konstytucji był gotowy w lipcu 1920 roku, ale ponieważ sytuacja Polski była bardzo trudna ze względu na zbliżającą się do Warszawy Armię Czerwoną, postanowiono odłożyć głosowanie. Po wielkim zwycięstwie w bitwie warszawskiej powrócono do prac nad ustrojem. Początkowo kompromis wydawał się nieosiągalny. W lepszej sytuacji była prawica, która wygrała pierwsze wybory i chciała przeforsować swoje rozwiązania. Jednak nieco je zmieniła, idąc na kompromis z lewicą, ponieważ posłom zależało na szybkich uchwaleniu konstytucji. Miało to się stać jeszcze przed plebiscytem na Górnym Śląsku (20 marca 1920 roku). Chodziło o to, aby pokazać Górnoślązakom, że Polska nie jest tzw. państwem sezonowym, a Polacy potrafią decydować o własnym kraju.

Politycy stanęli ponad sporami i 17 marca 1920 roku uchwalili konstytucję przez aklamację. Dzieliła ona władzę na ustawodawczą (sejm i senat), wykonawczą (prezydent i rząd) oraz sądowniczą. Prawica bojąc się, że prezydentem zostanie Piłsudski, mocno ograniczyła uprawnienia głowy państwa. Przewagę nad nim miał jako parlament, który jako jedyny mógł podejmować decyzje o najważniejszych sprawach. Sejm (złożony z 444 posłów) miał największy zakres władzy, ponieważ senatorowie (było ich 111) nie mieli inicjatywy ustawodawczej ani nie posiadali prawa do wydania wotum nieufności wobec rządu i poszczególnych ministrów. Parlament był wybierany na 5-letnią kadencję.

Prezydent był wybierany na 7 lat, ale nie bezpośrednio przez naród, lecz przez połączone składy sejmu i senatu czyli Zgromadzenie Narodowe. Funkcja to ograniczała się na dobrą sprawę do reprezentowania Polski za granicą. Rola prezydenta w polityce wewnętrznej była bardzo ograniczona. Każdy jego akt prawny musiał mieć kontrasygnatę właściwego ministra. Wprawdzie mógł rozwiązać parlament zanim upłynie jego kadencja, ale potrzebował do tego poparcia 3/5 senatorów. Można było postawić go przed Trybunałem Stanu, o czym decydowało 3/5 posłów.

Problemy gospodarcze

Pierwsze lata po odzyskaniu niepodległości były okresem wielkich trudności we wszystkich dziedzinach życia. Wielkie wyzwania stały przed osobami kierującymi polską gospodarką. Głoszone przez Niemców i Rosjan hasła o tym, iż Polska jest państwem, które wkrótce upadnie, a jego ziemie wejdą w skład państw sąsiednich, nie sprzyjały inwestowaniu w budowę nowych zakładów przemysłowych przez prywatnych przedsiębiorców.

Innym problemem było zdobycie ogromnych pieniędzy na produkcję i zakup broni, ponieważ w pierwszych latach po odzyskaniu niepodległości Polska musiała toczyć wojny i to na kilku frontach. Państwo zaczęło po prostu drukować pieniądze. W pierwszym okresie było to pożądane bo wzrastała opłacalność eksportu, a przez to opłacalność produkcji i rynki zbytu. Jednak wywołało to inflację, a później hiperinflację, która dodatkowo pogorszyła sytuację gospodarczą.

Najpierw odczuli to zwykli ludzie, którzy z dnia na dzień tracili swoje oszczędności, ponieważ ich siła nabywcza ciągle malała. Poza tym ceny rosły szybciej niż zarobki, co dodatkowo przyczyniało się do ubożenia ludzi pracujących.

Dużym problemem gospodarczym II Rzeczypospolitej była kwestia reformy rolnej. Ludność oczekiwała, że państwo odbierze ziemię właścicielom ogromnych terenów i podzieli ją pomiędzy bezrolnych i małorolnych chłopów. Już 10 lipca 1919 roku sejm przyjął uchwałę o zasadach reformy rolnej, w której określono górną granicę posiadania ziemi od 60 do 180 ha. Wyjątek stanowiły ziemie na wchodzie Polski, gdzie to granica miała wynosić 400 ha. Jednak uchwała nie weszła w życie.

Sprawa powróciła w momencie ofensywy bolszewickiej w lecie 1920 roku. Posłowie zdecydowali, że muszą rozwiązać ten problem, aby zdobyć poparcie chłopów. 15 lipca 1920 roku uchwalono więc reformę rolną przyjmując za maksymalny stan posiadania ziemi od 180 do 400 ha. Właściciele ziem, które miały przejść na własność państwa mieli otrzymać za nie połowę rynkowej wartości. Pod adresem uchwały padły oskarżenia, że jest niezgodna z konstytucją, gwarantującą ochronę własności. Spowodowało to zawieszeni wykonywania parcelacji i znów rozpoczęły się partyjne spory o to, jak ma ona przebiegać.

Innym problemem był chaos wywołany inflacją i istnieniem różnych środków płatniczych. Od 1923 roku inflacja przestała sprzyjać rozwojowi gospodarki i zaczęła ją hamować. Dlatego nowy premier Władysław Grabski otrzymał zadanie przeprowadzenia reformy skarbowo-walutowej, która miała uchronić polską gospodarkę od całkowitej zapaści.

Rozpoczęto ściągać zaległe podatki, podniesiono ich stawki, markę polską zastąpiono złotym polskim. Po kilku miesiącach udało się ustabilizować złotówkę, co wpłynęło na wzrost gospodarczy i zmniejszenie bezrobocia. Oczywiście nie rozwiązało to wszystkich problemów, ponieważ Polska potrzebowała wielkich inwestycji i modernizacji przemysłu, a na to nie było wystarczających pieniędzy. Ale mimo tego reforma Grabskiego była wielkim sukcesem i to w dodatku przeprowadzonym własnymi siłami bez pożyczek zagranicznych.

Osłabienie złotówki w 1925 roku pozwoliło osiągać większe zyski poprzez eksport. Wywożono także węgiel, korzystając ze strajków jakie ogarnęły Wielką Brytanię. W efekcie ilość osób bez pracy ponownie wyraźnie się zmniejszyła.

Jednak polska gospodarka nie mogła się rozwijać własnym tempem ze względu na krach na nowojorskiej giełdzie. W latach 30. gospodarka amerykańska była już mocno związana z europejską (z wyjątkiem ZSRR) i kryzys w USA musiał odbić się także negatywnie na sytuacji gospodarczej Europy, a tym samym także Polski. Rozpoczął się w 1929 roku i trwał u nas dłużej niż w USA, bo do 1935 roku.

Spowodowane było to tym, że Polska była w dominującej części krajem rolniczym, a ceny artykułów rolnych bardzo spadły na światowych giełdach. Pociągnęło to za sobą kryzys w przemyśle i zwolnienia z pracy robotników. Pewne oznaki wychodzenia z kryzysu pojawiły się w 1933 roku, ale na wzrost cen artykułów trzeba było czekać do 1936 roku.

Kryzys uświadomił rządzącym, jak potrzebne jest rozbudowanie przemysłu i zapewnienie ludziom pracy. W tym celu opracowano czteroletni plan inwestycyjny. Wicepremier Eugeniusz Kwiatkowski chciał doprowadzić do rozbudowy przemysłu i w lutym 1937 roku padło hasło budowy Centralnego Okręgu Przemysłowego (COP). Jego centrum miało znajdować siew tzw. "trójkącie bezpieczeństwa" w widłach Wisły i Sanu. O wyborze tego miejsca zadecydowało to, że był zamieszkały przez 18 procent społeczeństwa oraz położony w strategicznym punkcie Polski. Nie bez znaczenia była także bliskość złóż surowców.

Dzięki pożyczce francuskiej udało się narzucić szybkie tempo budowy nowych fabryk i zakładów. Powstały w tym czasie: kombinat metalurgiczny w Stalowej Woli, fabryki zbrojeniowe w Radomiu i Sanoku, zakłady samolotowe w Mielcu i Rzeszowie, chemiczne w Dębicy i Niedomicach, a także elektrownia wodna w Rożnowie.

Budowa COP-u miała przyczynić się do uprzemysłowienia rolniczej Polski i zapewnienia pracy Polakom. Ten drugi cel miał ogromne znaczenie ponieważ w 1935 roku w całym kraju dochodziło do krwawych strajków i demonstracji, które były efektem fatalnej sytuacji gospodarczej. COP miał w dużym stopniu rozwiązać ten problem.

Kultura, sztuka i oświata

Polska kultura rozwijała się przez cały XIX wiek, mimo że Polska znajdowała się pod zaborami. Oczywiście nie w każdym z nich miała jednakowe warunki i nie w każdym z nich jednakowo rozkwitła. Dziedzictwo zaborów odnosić się będzie także do niej. W zaborze niemieckim walka o polskość była walką o obronę polskich interesów gospodarczych, o polski język, a kwestia sztuki stała na dalszym planie. W efekcie w momencie odzyskania niepodległości Wielkopolska była terenem, na którym praktyczne nie istniał analfabetyzm, a poziom cywilizacyjny i gospodarczy był najwyższy z wszystkich ziem polskich. Zabór rosyjski był tą częścią, w której sytuacja Polaków była najtrudniejsza. Brutalna rusyfikacja nie stwarzała odpowiedniego klimatu do rozkwitu życia kulturalnego.

Inaczej wyglądała sytuacja w Galicji, gdzie Polacy mogli cieszyć się szeroką autonomią. Tam nie wychodziły polskie gazety, książki, kwitło życie kulturalne, dlatego także zaczęli zjeżdżać tam najwybitniejsi twórcy polskiej sztuki.

Ogromny wpływ na utrzymanie międzyzaborowej więzi między Polakami miał Kościół katolicki. Pomógł on przetrwać najtrudniejszy okres i wzmocnić poczucie przynależności do jednego wspólnego narodu.

Z wyjątkiem ziem zaboru pruskiego, dużym problemem odrodzonej Polski był analfabetyzm. W Galicji wynosił on 34 procent, a na Polesiu aż 78 procent. Najgorzej sytuacja wyglądała w zaborze rosyjskim, gdzie nie było obowiązku szkolnego. Już w lutym zajęto się tą sprawą i wprowadzono na całym obszarze Polski powszechny obowiązek szkolny dla dzieci od 7 do 14 lat. Poważnie rozbudowano szkolnictwo wyższe. Obok istniejących już wcześniej uniwersytetów w Krakowie, Lwowie i Warszawie oraz politechniki lwowskiej, powstały uniwersytety w Poznaniu i Wilnie oraz Katolicki Uniwersytet Lubelski. W Krakowie powstała Akademia Górniczo-Hutnicza, a we Lwowie Wyższa Szkoła Handlu Zagranicznego.

Prawdziwy rozkwit przeżywał ruch wydawniczy. Wreszcie Polacy mogli wydawać prasę bez cenzury zaborców. W efekcie w 1925 roku wychodziło już ponad 1600 tytułów, a w 1937 roku było ich prawie 3600. Najważniejsze z nich to: "Czas", "Kurier Warszawski", "Gazeta Warszawska", "Ilustrowany Kurier Codzienny" i "Słowo".

Gazety przedstawiały mozaikę II Rzeczypospolitej. Były wśród nich popularne pisma brukowe, jak i stojące na najwyższym poziomie pisma naukowe. Prasa była tubą polityki, więc wszystkie główne partie miały swoje organy prasowe. Prasa spełniała ważną rolę środka komunikacji, a jednocześnie była medium literackim. Swoje artykuły zamieszczali w niej m.in. Julian Tuwim, Tadeusz Boy-Żeleński czy Jan Lechoń.

Polska literatura i sztuka nabrała w wolnym kraju nowego znaczenia. Zniknął już temat numer jeden, jakim była problematyka niepodległościowa i patriotyczna. W literaturze i sztuce mogły rozwinąć się inne wątki. To przechodzenie do nowych tematów odbywało się stopniowo wraz z wkraczaniem na literackie salony młodszego pokolenia.

Dzięki odzyskaniu niepodległości lepsze warunki do rozwoju znalazła sztuka. Duże sukcesy mieliśmy w dziedzinie teatru, malarstwa i muzyki. Takie postacie jak Ignacy Paderewski, Artur Rubinstein, Karol Szymanowski należały w tamtym czasie do największych twórców muzyki na świecie.

Państwu zależało na promowaniu polskiej kultury i sztuki, ponieważ miało to olbrzymie znaczenie prestiżowe. Dlatego właśnie powstało Ministerstwo Sztuki i Kultury, które miało tworzyć artystom warunki do rozwoju. W dwudziestoleciu międzywojennym Polska sztuka udowodniła, że nie opiera się jedynie na tych samych problemach co przez cały wiek XIX i w warunkach niepodległości potrafi rozwinąć się i sporo wnieść do kultury europejskiej i światowej. Był to kolejny argument przeciwko tym, którzy uważali, że Polska jest państwem sezonowym, a Polaków narodem, który nie potrafi stworzyć i budować własnego państwa i tożsamości.

Struktura narodowościowa

Polska w czasie XX-lecia międzywojennego należała do krajów średnio zaludnionych. Na terytorium 388,6 tysięcy kilometrów kwadratowych mieszkało 27,2 miliona ludzi. Tylko 66 procent z nich to Polacy. Pozostała część obywateli to mniejszości narodowe. Największą z nich byli Ukraińcy (16,3 procent), Żydzi (9 procent) a następnie Białorusini (5,5), Niemcy (2,2), Litwini (0,2) oraz osoby innego pochodzenia (0,8).

Ukraińcy dominowali w województwach południowo-wschodnich. Stanowili zwartą grupę, która miała własne partie polityczne i instytucje kulturalne i oświatowe.

Na ziemiach północno-wschodnich zamieszkiwali Białorusini, których stopień świadomości narodowej był mniejszy niż Ukraińców. Duże znaczenie mieli Żydzi, którzy potrafili się zorganizować i walczyli o równouprawnienie. Ich życie społeczne koncentrowało się wokół gmin wyznaniowych.

Stosunkowo mały odsetek Niemców w skali całego kraju, miał duże znaczenie na Śląsku i Pomorzu. Zwłaszcza

w miastach. Często dochodziło do konfliktów polsko-niemieckich. Zdecydowanie mniejszy odsetek stanowili Czesi, Słowacy, Rosjanie i Tatarzy.

Polska na arenie międzynarodowej

Polska polityka zagraniczna nie miała łatwego zadania w okresie II Rzeczypospolitej. Wprawdzie w latach 1918 - 1921 Polsce udało się obronić przed Rosją i odebrać Wielkopolskę oraz część Górnego Śląska Niemcom, ale było to efektem kryzysu, jaki przeżywały oba te państwa w tamtym czasie. Było natomiast wiadomym, że przezwyciężą problemy i będą starały się odzyskać to, co straciły w latach 1914 - 1921. Obrona przed tymi dążeniami była kluczowym zadaniem polskiej dyplomacji. Wrzesień 1939 roku pokazał, że zadania tego nie udało się wykonać, mimo sporych wysiłków.

Głównymi kierunkami polskiej dyplomacji były sojusze z Francją i Wielką Brytanią. Miały one szachować Niemcy i wzmocnić prestiż Polski na arenie międzynarodowej. Gwarancje pomocy tych państw w razie napaści na Polskę miały nie dopuścić do przyszłej wojny, a jeśli miałoby do niej dojść, to zgodnie z nimi Polacy mogli liczyć na szybką pomoc ze strony sojuszników.

Jak w praktyce owe sojusze wyglądały i jaka była ich wartość, boleśnie przekonali się nasi przodkowie we wrześniu 1939 roku, kiedy Hitler napadł na Polskę, a nasi sojusznicy ograniczyli się jedynie do wypowiedzenia Niemcom wojny, ale nie udzielili nam żadnej pomocy.

Chociaż koncepcja federacyjna Józefa Piłsudskiego nie została wcielona w życie i nie powstały takie państwa jak Białoruś czy Ukraina, które miały być związane z Polską sojuszem, to Piłsudski chciał powrócić do tego projektu budując blok zwany Międzymorzem. Miał on się składać z Litwy, Łotwy, Estonii, Rumunii i Czechosłowacji. Byłby przeciwwagą dla Rosji.

Pomysł był słuszny, ale wykonanie stało się niemożliwe. Litwa nie chciała współpracować z Polską, bo dzieliła je sprawa Wilna, które Polacy zajęli wbrew wcześniejszym postanowieniom. Sytuację polsko-czechosłowacką komplikował spór o Zaolzie, które Czesi zbrojnie przyłączyli do swojego państwa, wykorzystując kłopoty Rzeczypospolitej. W dodatku Czechosłowacja nie chciała narażać się Rosji i bała się, że w związku z Polską zostanie zdominowana politycznie i utraci swoje znaczenie. Rumunia, z którą mieliśmy najlepsze stosunki nie odgrywała większego znaczenia na forum międzynarodowym i nie była wystarczająco silnym partnerem, aby móc razem z nim budować przeciwwagę dla Rosji. Tak więc w tym aspekcie polska polityka zagraniczna poniosła porażkę.

Jeszcze większą porażką, która oznaczała wybuch II wojny światowej było dopuszczenie do nawiązania bliskiej współpracy Niemiec z Rosją. Polska starała się balansować pomiędzy tymi dwoma potęgami, ale na dłuższą metę nie było to zadanie do zrealizowania. Jednak w tym przypadku trudno było wybrać lepszą drogę, ponieważ zacieśnienie współpracy z którymkolwiek z tych państw w gruncie rzeczy oznaczało utratę suwerenności i stopniowe coraz większe uzależnienie. Na to nie chcieli zgodzić się Polacy, którzy zaledwie kilkanaście lat wcześniej odzyskali niepodległość i traktowali ją jako rzecz najważniejszą.

Stosunki polsko-niemieckie przez długi czas były napięte. Ich efektem była wojna celna. Nie przyniosła ona oczekiwanych skutków Niemcom, które ją rozpoczęły. Dlatego postanowiono zrezygnować z niej. Nawiązanie poprawnych stosunków z Niemcami przyczyniło się do osłabienia polsko-francuskiego sojuszu. Francuzi poczuli się oszukani przez polskiego sojusznika, tymczasem Polacy wielokrotnie składali propozycję ściślejszej współpracy. Nie było jednak należytego odzewu ze strony francuskiej.

Po części sukcesem polityki zagranicznej Polski było sprowadzenie do kraju inwestorów. Nie był to jednak sukces pełny, bo spora część kapitału zagranicznego została wycofana z Polski w trakcie wielkiego kryzysu i już nigdy nie powróciła nad Wisłę. Trzeba jednak dodać, że nie było to zadanie proste, ponieważ kapitałów potrzebowały w tamtym czasie wszystkie państwa i to nie tylko europejskie, ale nawet same Stany Zjednoczone. Polska nie mogła porównywać się z nimi pod względem atrakcyjności, dlatego skazana była na porażkę w wyścigu o inwestorów.

W polskiej polityce zagranicznej ogromne znaczenie miały takie postaci jak Ignacy Paderewski i Józef Beck. Ten pierwszy nie tylko był wspaniałym pianistą i kompozytorem, ale wielkim mężem stanu i gorącym patriotą. Odzyskanie niepodległości było w dużej mierze dziełem jego długoletnich wysiłków, na które nie szczędził ani energii, ani pieniędzy. Było go na to stać, ponieważ był jednym z najlepiej opłacanych artystów na świecie. Odegrał dużą rolę podczas konferencji pokojowej w Paryżu oraz w początkowych latach istnienia II Rzeczypospolitej.

Józef Beck był ministrem spraw zagranicznych w latach 1932 - 1939 i bliskim współpracownikiem Józefa Piłsudskiego. Jego przemówienie z 5 maja 1939 roku przeszło do jednych z najważniejszych w historii Polski. W odpowiedzi na rosnące żądania Hitlera odpowiedział twardo, co obrazuje poniższy fragment: "Pokój jest rzeczą cenną i pożądaną. Nasza generacja, skrwawiona w wojnach, na pewno na pokój zasługuje. Ale pokój, jak prawie wszystkie sprawy tego świata, ma swoją cenę wysoką, ale wymierną. My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę. Jest jedna tylko rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest honor."

Duże znaczenie miały także jego przemówienia na forum Ligi Narodów. Wprawdzie była ona organizacją, która poniosła klęskę i nie przeszkodziła w wybuchu kolejnej wielkiej wojny, ale dzięki wystąpieniom na jej forum reprezentanci Polski dawali znać o swoim kraju i podnosili jego prestiż.

Oceniając polską politykę zagraniczną lat 1918 - 1939 trzeba przyznać, że zrobiła prawdopodobnie wszystko, aby obronić niepodległość. Jednak los naszego kraju nie zależał już tylko od polskich dyplomatów. W sytuacji, w której zostaliśmy opuszczeni przez sojuszników, a Niemcy i Rosja dążyły do kolejnych zdobyczy terytorialnych, nie mieliśmy wiele do powiedzenia.

Jedyną alternatywą było podporządkowanie się któremuś z tych dwóch wielkich mocarstw. Jednak mając w pamięci 123-letni okres, w trakcie którego Polski nie było na mapach świata, żaden polski polityk nie zdecydowałby się na taki krok. Przemówienie Becka zdobyło akceptację społeczeństwa, które również nie wyobrażało sobie podporządkowania siebie silniejszym sąsiadom. Polacy mogli wybrać albo utratę wolności, albo wojnę. Wybrali wojnę.