Minęło już 75 lat od wybuchu Powstania warszawskiego. Te dwa miesiące, sierpień i październik to bardzo ważny dla Polaków okres, lecz nie każdy mówi o nim w pochlebnych słowach. Jedni uważają, że było to 63 dni chwały, a inni, że było to 63 dni piekła. Z biegiem lat dyskusja na ten temat pozostaje nierozstrzygniętą, dlatego czerpiąc z własnej wiedzy, artykułów i podręcznika do historii postaram się przeanalizować Powstanie warszawiaków przeciw Niemcom.

 

Jak wiemy z kart historii, 31 lipca 1944 roku do dowódcy Armii Krajowej generała Tadeusza Bora Komorowskiego dotarła wiadomość o pojawieniu się czołgów radzieckich na Pradze. Pod naciskiem generała Leopolda Okulickiego, musiał wydać rozkaz rozpoczęcia powstania dnia następnego o godzinie 17:00, tak zwanej „Godzinie W”. Jednym z głównodowodzących, obok generałów Komorowskiego i Okulickiego był pułkownik Antoni Chruściel, pod dowództwem którego znalazło się 35 000 żołnierzy AK (Armii Krajowej), oraz 700 żołnierz NSZ (Narodowych Sił Zbrojnych). Niestety nie była to w pełni sprawna armia, gdyż większość żołdaków była bardzo słabo uzbrojona. Jednym ze znanych mi powodów było wysyłanie broni na wschód, gdzie oddziały AK walczyły z Ukraińską Powstańczą Armią. Działania zbrojne ustały w lipcu 1944, więc na niedługo przed powstaniem. Przeciw słabo uzbrojonej armii AK Niemcy pewni szybkiego stłumienia powstania skierowali około 16 000 żołnierzy wermachtu. Wraz z biegiem powstania wysłali dodatkowe 25 000 żołnierzy pod dowództwem generała SS Ericha von dem Bacha-Zelewskiego. Co smutne, Erich z pochodzenia był Polakiem, pochodzącym ze szlacheckiej rodziny Żalewskich. Wojska Niemieckie były dobrze wyszkolone, dysponowały czołgami, samolotami i bombami samobieżnymi tzw. „Goliatami”

Oczywistym jest, że żołnierz Niemiecki był doskonale wyposażony. Najnowsze dzieła technologii rusznikarskiej, wygodne, dobrze skrojone mundury, dobrze chroniące hełmy, manierki i ładownice.

 

Przez pierwsze 4 dni Polacy działali w błyskawicznym tempie, wydzierając kolejne dzielnice zaskoczonym Niemcom. AK'owcy opanowali Śródmieście, Stare Miasto, Powiśle, Żoliborz, Dolny Mokotów oraz część Woli. Niestety, kluczowe punkty miasta, jak Dworzec Gdański, Poczta Główna, mosty na Wiśle, czy Praga pozostały poza zasięgiem powstańców. Piątego dnia sierpnia Niemcy otrząsnęli się z początkowego szoku i przystąpili do kontrataku. Himmler wydał rozkaz zniszczenia miasta i wymordowania ludności cywilnej. Od tamtej pory było tylko gorzej i gorzej, a Naziści sukcesywnie dążyli do stłumienia powstania. Finalnie ponad 90% miasta zostało zniszczone. Dokładnie 63 dnia powstania, czyli 2 października 1944 roku przedstawiciele Armii Krajowej nie mogli nic więcej zrobić wobec braku broni, amunicji, żywności, leków i perspektyw prowadzenia dalszej walki. Podpisano akt kapitulacyjny, według którego walczący powstańcy mieli być traktowani jak alianci i zostać osadzeni w obozach jenieckich. Reszta mieszkańców, czyli około 550 000 została wysiedlona. Większość z nich przewieziono do obozu przejściowego w Pruszkowie. W walkach zginęło 18 000 powstańców. Na skutek mordów, bombardowań i ataków zginęło 200 000 warszawiaków.

 

Sytuacja PPP (Polskiego Państwa Podziemnego) po zakończeniu powstania jawiła się w ciemnych barwach. Armia Radziecka z dnia na dzień zbliżała się coraz bardziej. Akcja Burza mająca na celu pokazanie ZSRS, że ziemie okupowane od 1939 są teraz w rękach Polaków, oraz wymusić na Sowietach zaakceptowanie niepodległego, polskiego rządu nie przyniosła zamierzonego efektu. Niepodległość Polski stała pod dużym znakiem zapytania. Głównodowodzący mieli również nadzieję, że sukces Powstania Warszawskiego władze Sowieckie nie będą mogły zakwestionować wkładu Polaków w wyzwoleniu, co utrudni wprowadzenie komunizmu w Polsce.

 

 

 

Armia Krajowa musiała się liczyć z tym, że pomoc z zewnątrz jest niezbędny do sukcesu powstania. Generałowie musieli wiedzieć, że co dziesiąty żołnierz jest uzbrojony. Taka armia nie jest w stanie wygrać powstania, szczególnie z tak potężną armią, jak armia III Rzeszy. Stosunek do powstania rządu emigracyjnego był raczej negatywny. Dzień przed wybuchem powstania do Warszawy przybył Podporucznik Zdzisław „Jan Nowak” Jeziorański – kurier rządu na emigracji. Określił podejście rządu do Powstania warszawskiego w czterech punktach:

 

  1. Polska wojnę w sensie politycznym przegrała. Kraj znajduje się w całości pod okupacją sowiecką. Alianci działają na zasadzie podziału strefy wpływów w Europie i zon okupacyjnych. Polska została włączona do sowieckiej strefy wpływów.

     

  1. Alianci w obronie Polski nie zaryzykują swego sojuszu z Rosją

  1. Warszawa nie może liczyć na zrzucenie Brygady Spadochronowej.

  1. Warszawa nie może liczyć na poważne zrzuty broni i amunicji.

     

 

Z tego co napisałem do tej pory można dojść do pewnej sprzeczności. Mówi się, że klęska powstania jest winą Stalina. Nie wysłał pomocy, chociaż Armia Czerwona znajdowała się blisko Warszawy. Z drugiej strony mówi się, że powstanie wybuchło po to, by zapobiec przejęciu stolicy przez Armię Czerwoną. Tu nasuwa się myśl. Dlaczego Stalin miałby pomagać w powstaniu wymierzonemu przeciw jemu samemu? Dowództwo AK mogło łatwo domyślić się co planuje Stalin, ponieważ ponad pół roku przed wybuchem powstania Churchill, Roosevelt i właśnie Stalin zdecydowali o losach Polski, o czym rząd emigracyjny doskonale wiedział. Do powstania mogłoby nie dojść, gdyby rząd emigracyjny sprawował faktyczną władzę w kraju. Przez niedomówienia i brak wymiany informacji. Co więcej powstanie wybuchło za wcześnie. Po pierwsze AK była nieuzbrojona i nieprzygotowana do walki. Gdyby więcej czasu przeznaczono na dozbrajanie i szkolenie żołnierzy sprawy mogłyby potoczyć się zupełnie inaczej. Ofensywa Radziecka trwała od ponad 2 miesięcy, a Niemcy z pewnością broniliby Wisły za wszelką cenę. Można przyjąć że Armia Czerwona nie wkroczyłaby do miasta bez uprzedniego zaopatrzenia się w paliwo, żywność i amunicję. Powyższe argumenty zabijają całą nadzieję na pomoc Sowieckiej Armii w powstaniu. Sam Generał Komorowski dał się ponieść fałszywym wieściom o Armii Czerwonej na Pradze i zbyt wcześnie wydał rozkaz o rozpoczęciu powstania.

Według mnie powstanie wybuchło za wcześnie, przez niekompetencje Głównodowodzącego. Powstanie pochłonęło tysiące ofiar, a poświęcenie dzielnych warszawiaków poszło na marne.

 

Oczywistym jest, że powstanie było mentalnym zwycięstwem nad okupantem. Dzisiaj bohaterscy żołnierze AK, obrońcy stolicy są symbolem walki o wolność, poświęcenia, nadludzkiego wysiłku i nadziei. Walczyli o wartości droższe niż ludzkie życie – o niepodległość.

Pomimo negatywnego wydźwięku mojej pracy uważam że ich poświęcenie zasługuje na największy szacunek. Każdy Polak powinien być dumny z tych bohaterów narodowych.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Podsumowując. Moim zdaniem wybuch powstania warszawskiego 1 sierpnia 1944 nie miał sensu. Warszawa jak i jej mieszkańcy ponieśli ogromne straty, nie otrzymując prawie żadnych korzyści. Porównując AK i wermacht można dojść do wniosku, że była to walka Dawida z Goliatem. Niestety wydarzenia potoczyły się inaczej niż w Biblii i Powstanie warszawskie zakończyło się sromotną klęską. Tysiące młodych ludzi, którzy mieli przed sobą całe życie zginęło. Warszawa została zrównana z ziemią. Według mnie była to zbyt wysoka cena za pokazanie okupantowi, że Polska wciąż walczy. Szlachetna ideologia, czy wyzwoleńcze zapędy polityczne nie przekraczają wartości ludzkiego życia.