Największym bohaterem niemieckiej armii podczas II wojny światowej był Erwin Rommel. Świetnie dowodził armią walczącą w Afryce, za co otrzymał zaszczytny przydomek "lisa pustyni". Brał także udział w I wojnie światowej. Podczas drugiej został feldmarszałkiem.

Urodził się 15 listopada 1891 roku w Heidenheim, a zmarł 14 października w Herrlingen koło Ulm. Jego rodzina była znana z osiągnięć naukowych, ale on miał problemy z nauką. Uczył się w szkole oficerskiej i zdobył stopień podporucznika. W trakcie I wojny światowej zabłysnął jako dowódca. Podjął ryzykowną akcję przedarcia się na tyły wroga i wziął w niewolę wielu jeńców, wykorzystując element zaskoczenia. Jego służba oceniona została wysoko - został odznaczony Krzyżem Żelaznym I klasy i prestiżowym orderem Pour le Merite.

W czasie pokoju był komendantem szkoły piechoty, napisał także książkę "Piechota atakuje". Nie wstąpił do NSDAP, ale popierał Hitlera. Został nawet dowódcą batalionu ochrony Hitlera podczas jego pobytu w Polsce po rozpoczęciu II wojny.

W kampanii roku 1940 dowodził 7 Dywizją Pancerną, z którą odniósł sukcesy w wojnie przeciwko Francji. Stosował taktykę wbijania się klinem w szeregi wroga, a następnie atakowania jego tyłów z wykorzystaniem elementu zaskoczenia. Dzięki niej jego formacja siała postrach wśród Francuzów.

W styczniu 1941 roku otrzymał awans na generała wojsk pancernych, po czym został wysłany do północnej Afryki, gdzie miał stanąć na czele wojsk niemieckich, które miały wspomóc Włochów w walce z Anglikami. Właśnie jako dowódca Afrika Korps zdobył największe uznanie Niemców i szacunek przeciwników. Zabłysnął jako dowódca i specjalista w walce z użyciem oddziałów zmotoryzowanych. Zwycięstwa nad Anglikami sprawiły, że zdobył ogromną popularność w Niemczech i u samego Hitlera. 22 czerwca 1942 roku, jako najmłodszy, został awansowany na feldmarszałka.

Afryka nie była jednak głównym teatrem działań wojennych podczas II wojny. Gdy Niemcy przestali odnosić sukcesy na froncie wschodnim, odbiło się to także na wojskach walczących w Afryce. Rommel nie mógł liczyć na odpowiednie uzupełnienia ludzi i sprzętu, bo te w pierwszej kolejności trafiały na wschód Europy. Sytuacja pogorszyła się, gdy Anglicy pod wodzą generała Auchinlecka ruszyli do kontrofensywy. Afrika Korps poniósł dotkliwe straty. Rommel sporo ryzykował, ale jeszcze raz zaatakował i tym razem zdobył Tobruk, lecz bitwa pod El Alamein zakończyła jego marsz na wschód.

Klęska Niemiec pod El Alamein nie złamała jednak jego kariery, tym bardziej że nie dowodził on armią w początkowych dniach trwania bitwy. Wcześniej musiał wyjechać do Berlina, aby wyleczyć żółtaczkę. W pośpiechu wracał do Afryki, ale nie był już w stanie zatrzymać wielkiej ofensywy brytyjskiej. Afrika Korps musiał cofać się, a jakiekolwiek szanse na odzyskanie inicjatywy zostały przez Niemców stracone wskutek operacji "Torch". Był to desant połączonych sił angielskich i amerykańskich we francuskiej części Afryki Północnej (8 listopada 1942 ).

Hitler uznał, że Rommel bardziej będzie potrzebny we Włoszech. Następnie od grudnia 1943 roku dowodził niemieckimi wojskami we Francji, gdzie miał bronić wału atlantyckiego. Było to trudne zadanie. Zdecydował się maksymalnie utrudnić desant aliantów na francuskie plaże. W tym celu rozlokował dywizje pancerne, rozbudował artylerię, wybrał miejsca dla piechoty oraz zaminował teren przybrzeżny.

Wiedział jednak, że nawet najlepsze przygotowanie do odparcia próby desantu nie rozwiąże problemu. Zdawał sobie sprawę z przewagi połączonych sił amerykańsko-angielskich, którym można było zadać wielkie straty, ale trudno było je zmusić do rezygnacji z dążenia do zrzucenia desantu i otworzenia drugiego frontu. Rommel rozumiał sytuację Niemiec i zdawał sobie sprawę z tego, że prowadzenie wojny na dwa fronty przeciwko trzem wielkim potęgom - USA, Wielkiej Brytanii i ZSRR nie może okazać się skuteczne. Liczył się z tym, że uparta obrona zakończy się nie klęską, ale całkowitą katastrofą.

Dlatego próbował wywrzeć nacisk na Hitlerze, aby ten podjął próbę negocjacji i doprowadzenia do pokoju. Fuhrer jednak stanowczo odmawiał. Rommel związał się z niemieckimi oficerami o podobnych poglądach. Nie stał za zamachem na Hitlera, do którego doszło w kwaterze w Prusach Wschodnich, ale Hitler uznał, że brał udział w spisku i wydał na niego wyrok śmierci.

Spiskowcy, wśród których był hrabia Stauffenberg, który przemycił bombę do kwatery Hitlera, chcieli aby na czele Niemiec po zabiciu Hitlera stanął właśnie Rommel. Jednak nawet gdyby Hitler zginął 20 lipca, to i tak "lis pustyni" nie zająłby jego miejsca, bo został poważnie ranny kilka dni wcześniej, gdy jego samochód ostrzelały myśliwce aliantów.

Rommel nie zmarł jednak w wyniku tych ran. Jeden ze spiskowców w trakcie tortur podał nazwisko Rommla, jako osoby zamieszanej w spisek. Hitler nie chciał burzyć wielkiego mitu o wspaniałym dowódcy, dlatego nie nakazał go zabić jak innych członków sprzysiężenia. Dwaj generałowie zostali wysłani z misją do Rommla, aby sam popełnił samobójstwo. W zamian za to jego rodzina nie miała ponieść żadnych konsekwencji, a on zostałby pochowany z pełnymi honorami jako zasłużony żołnierz. Ranny Rommel zdecydował się połknąć truciznę, aby nie stanąć przed sądem i zaoszczędzić sobie bólu i upokorzeń, a także aby ratować rodzinę. 14 października 1944 roku popełnił samobójstwo i zgodnie z obietnicą został pochowany z należnymi mu honorami.