Codziennie możemy obserwować spadające z nieba gwiazdy, czyli po prostu meteory. Błysk, który widzimy na naszym niebie jest efektem spalania się w ziemskiej atmosferze okruchów skalanych, tak zwanych meteoroidów. Czasem zdarzy się, że do naszej atmosfery dostaną się większe ciała, które spadają na ziemię. Nazywamy je meteorytami. Największe wśród nich poprzez kolizję z powierzchnią ziemi utworzyły zagłębienia w formie kraterów. Każdego roku na Ziemię spada około miliona ton bardzo małych okruchów pochodzących z kosmosu.

METEORYTY

W starych dziennikach spotykamy często wzmianki o różnych kamieniach, które spadają z nieboskłonu. Wzmiankowały o tym fakcie chińskie kroniki. Jednym z najstarszych takich zjawisk, które zostały zanotowane w formie wzmianek, gdy opisywano wydarzenia historyczne, był kamienny deszcz, który padał z nieba w czasie bitwy nad rz. Egos Potamos w starożytnej Tracji w 476 roku p.n.e. W przeszłości odnajdywane skały, które nie przypominały w żadnym względzie ziemskich stawały się obiektami wielkiego kultu. Szczególnym przedmiotem kultu został kamień znajdujący się w islamskiej świątyni w Mekce.

Corocznie spada na powierzchnię Ziemi blisko 2500 meteorytów, których średnia waga wynosi około 100 kilogramów. Niestety niewielka ich część jest odnajdywana, gdyż znaczna ich część spada do wód oceanów, w rejonach niezamieszkałych bądź ciężko dostępnych. Na terenie Polski największy opad meteorytów miał miejsce 30 stycznia roku 1868 w okolicach Pułtuska. Znaleziono wtedy około 6000 meteorytów. Inny również spory deszcz meteorytów w naszym kraju wydarzył się 12 marca roku 1935 pod miastem Łowicz. Spadło wtedy więcej niż 60 kilogramów różnorakich odłamków.

W wieku XX na różnych obszarach Ziemi znaleziono wiele różnych meteorytów. Ich spadaniu na Ziemię towarzyszy zazwyczaj fala uderzeniowa powietrza, która posiada ogromną siłę, ta zaś powoduje duże zniszczenia w rejonach kolizji.

30 czerwca 1908 roku we wczesnych godzinach rannych ludność środkowej części Syberii mogli zauważyć przelatujące ciało dużych rozmiarów, a dokoła niego istniała gazowa powłoka, która świeciła jasno, pomimo słonecznej pogody. Poruszało się ono z prędkością blisko 50 km/s. Na koniec nastąpił bardzo potężny wybuch, który był widzialny w promieniu aż 800 kilometrów. Utworzyła się przez to silna uderzeniowa fala balistyczna powalająca drzewa leżące w promieniu nawet kilkudziesięciu kilometrów. W terenie badania dotyczące tego wydarzenia zaczęto prowadzić dopiero w 1927 roku, gdy L. Kulik, badacz radziecki, zorganizował pierwszą wyprawę w rejon na którym nastąpiła kolizja. Uznano, iż meteoryt najpewniej uległ rozpyleniu, a potem wyparował do atmosfery. Ów meteoryt nazwano METEORYTEM TUNGALSKIEGO. Nazwa wzięła się od nazwy rejonu w którym go znaleziono.

Drugim dużym meteorytem był ten, który spadł na Ziemię 12 lutego roku 1947 na terenie wschodniej Syberii (góry Sichote Alin). Meteoryt spadł podczas słonecznego dnia i widziano go z odległości nawet do 300 kilometrów od punktu zderzenia. Już drugiego dnia zaobserwowano ogromne leje utworzone wskutek uderzenia. Znaleziono tam ponad 100 lejów. Właśnie w tych lejach odnaleziono setki fragmentów meteorytów o ogólnej wadze 37 ton. Największy z nich ważył bagatela 1745 kilogramów. Kamienne meteoryty posiadają tlenki żelaza, krzemu oraz magnezu. Średnio zawierają 42% tlenu i 21% krzemu, a także równo po 16% żelaza oraz magnezu. Reszta, czyli 5% to inne pierwiastki. System ten zbliżony jest do ziemskiej skorupy. Żelazne meteoryty posiadają 91% czystego Fe (żelaza), 8% niklu, a także niewielką domieszkę pozostałych pierwiastków. W pewnych meteorytach odnaleziono węglowodory proste i na bazie tego wysunięto hipotezę o rzekomo istniejących w bryłach śladach żywych organizmów.

KRATERY METEORYTOWE

Znamy kratery, które powstały w zeszłych epokach wskutek kolizji meteorytów. Najlepiej zachowały się w suchym klimacie dzikiej Arizony. Jeden z nich posiada średnicę powyżej 1200 metrów i otacza go wał wznoszący się na 37 metrów ponad otoczenie. Głębokość tego krateru równa się 175 metrów. Przypuszcza się, że meteoryt ten spoczywa około 400 metrów poniżej południowego wału krateru, a jego masę oceniono na blisko setki tys. ton.

Największym z poznanych do tej pory kraterów meteorytowych miał średnicę 3200 metrów. Odkryto go na terytorium Kanady, w części północno-zachodniej półwyspu Lablador.

Na obszarze Europy kratery meteorytowe odnaleziono na wyspie Saaremie.

ROJE METEORÓW

RÓJ METEORÓW - inaczej jest nazywany deszczem meteorów. Jest to zjawisko świetlne, które jest obserwowane na nieboskłonie w czasie przejścia Ziemi przez rój meteoroidów. Sprawia on wrażenie "spadających gwiazd". Rój meteorów rozbiega się z jednego punktu sfery niebieskiej zwanym radiantem.

RADIANT - to punkt bądź niewielki obszar na niebieskiej sferze, z którego następuje rozbieganie się obserwowanych dróg meteorów, które tworzą rój.

Największą deszcz meteorów jaki kiedykolwiek zaobserwowano miał miejsce 12 listopada roku 1833, kiedy w okresie 5-6 godzin zaobserwowano blisko 200 000 meteorów. W czasie ich największego nasilenia dochodziło do średnio 20 przelotów na sekundę. Rojom meteorów nadaje się nazwę od nazwy gwiazdozbioru, w którym leży ich radiant.

PERSEIDY - jest to rój meteorów, który jest związany z kometą Swifta-Tuttle'a. Maksimum ich intensywności ma miejsce 12 sierpnia.

RÓJ METEOROIDÓW - jest tozbiorowisko meteoroidów, które poruszają się dookoła Słońca stosunkowo blisko siebie po przybliżonych orbitach. W określonych warunkach towarzyszy mu rój meteorów.

ROJE METEORÓW I ICH RADIANTY

  • Kwadrantydy - radiant Wolarz
  • Lirydy - radiant Lutnia
  • Wirginidy - radiant Panna
  • Perseidy - radiant Perseusz
  • Geminidy - radiant Bliźnięta
  • Leonidy - radiant Lew
  • Orionidy - radiant Orion
  • Akwarydy - radiant Wodnik

SŁOWNIK METEORYTÓW

Poniższy słownik przedstawia krótką charakterystykę meteorów.

  • ALLENDE - to chondryt węglisty (CV3)

Opadł jako deszcz meteorytów dnia 8 lutego roku 1969 w meksykańskiej prowincji Chihuahua. Widać było jasny bolid rozpadający się na 2 części a każda z nich eksplodowała. Zebrano powyżej 2 ton głównie małych kamyków a największy z nich ważył około 110 kilogramów.

  • CANYON DIABLO - to żelazny, gruboziarnisty oktaedryt (lA)

Odnajdywany jest od roku 1891(pewne jego części są ciągle poszukiwane) dookoła znanego krateru meteorytowego w Arizonie, w Stanach Zjednoczonych. Największy z nich ważył 639 kilogramów. Do dnia dzisiejszego odnaleziono powyżej 30 ton.

  • DAR al GANI 372 - to zwyczajny chondryt (L6)

Odnaleziony w roku 1997 na terytorium libijskim na Saharze. Należy on do typowych przedstawicieli - L6. Jest jasnoszary oraz kruchy.

  • DAR al GANI 382 - jest to zwyczajny chondryt (L6)

Odnaleziony na terytorium libijskim na Saharze. Bardzo podobny do poprzedniego, lecz trochę bardziej zwietrzały, posiada za to ładniejszą obtopieniową skorupę.

  • El HAMMAMI - jest to zwyczajny chondryt (H)

Odnaleziono go na terytorium Mauretanii w roku 1997. Spadł on prawdopodobnie w styczniu roku 1995. Odnaleziono parę okazów, które ważyły w sumie 200 kilogramów.

  • ETTER - jest to zwyczajny chondryt (L5)

Został on wyorany w roku 1965, w sumie 153 kilogramów. Sklasyfikowano go najpierw jako H6. Należy on do ciemnych chondrytów.

  • GAO GUENIE - jest to zwyczajny chondryt (H5)

Spadł on w formie deszczu meteorytów dnia 5 marca roku 1960 na terytorium Burkina Faso (używa się też czasem nazwy Górna Wolta) na kontynencie afrykańskim, blisko granicy z państwem Ghany. Na początku odnaleziono 16 kamieni, największy z nich miał wagę 2,5 kilograma.

  • GHUBARA - jest to zwyczajny chondryt (L5)

Odnaleziono go w roku 1954 na terytorium Omanu na pustyni. Od zewnątrz zwietrzały, lecz dobrze się zachował metal oraz chondry.

  • GOLD-BASIN - jest to zwyczajny chondryt (L4)

Pierwszą jego część znaleziono w 1995 roku w Arizonie na terytorium Stanów Zjednoczonych.

  • GIBBON - jest to żelazny, drobnoziarnisty oktaedryt (IVA)

Odnajdywany od roku 1836 na pustyni Namib w obecnej Namibii na kontynencie afrykańskim. Znaleziono go już bardzo dużo ton. Przez to właśnie jest najłatwiejszym do pozyskania meteorytem.

A teraz obiecany bonus. Co prawda z innej beczki, ale za to bardzo interesujący.

Jest to historia tragicznego w skutkach wybuchu wulkanu Mont Pelée na Martynice.

Potężne zjawiska przyrody, wobec których człowiek staje się mały oraz bezradny

od zarania dziejów budziły w ludziach zarówno paniczny strach, jak i wielką ciekawość. Spośród nich na pierwsze miejsce wysuwają się zjawiska związane z działalnością wulkanów. Niepokoją one swoją skalą grozy oraz nieprzeniknioną tajemniczością niespodziewanych erupcji. To właśnie te czynniki, przyciągały i przyciągają nadal naukowców, badaczy, a także zwykłych ludzi do bulgoczących gorącą lawą ponurych wulkanów. Wielu z nich przypłaciło swoją chęć wiedzy śmiercią podczas erupcji wulkanicznych. Dla człowieka pierwotnego wybuch wulkanu z wylewem płynnej, gorącej lawy, która pali wszystko co napotka na swojej drodze. Pośród odgłosów potężnych, podziemnych grzmotów i wielkich płomieni ognia, musiał być naprawdę przerażającym zjawiskiem. Nie dziwi więc fakt, iż widziano w tym wszystkim rękę wszechpotężnych bóstw. Nawet w dzisiejszych czasach niektóre z wulkanów noszą nazwę świętej góry. Wulkan Mont Pelée, który będzie bohaterem tej pracy przez wiele setek lat nie dawał mieszkającym w jego pobliżu ludziom, żadnych podstaw do obaw o swoje zdrowie i życie. Praca ta ma na celu przybliżyć "sylwetkę" Mont Pelée, a przede wszystkim historię jego wielkiego wybuchu na początku ubiegłego stulecia. Jest to wulkan, który wyróżnia się spośród setek innych wulkanów na całym świecie, gdyż jego słynna erupcja dała podstawy do wydzielenia kolejnego typu wulkanu, ale o tym będzie mowa w dalszej części pracy.

POŁOŻENIE I NAZWA

Wulkan Mont Pelée wznosi się nad wybrzeżem Morza Karaibskiego w północno-zachodniej części wyspy Martynika, która należy do archipelagu Małych Antyli. Te ciągnące się łukiem o długości 4500 kilometrów wyspy są pochodzenia głównie wulkanicznego i stanowią naturalną granicę między Oceanem Atlantyckim a wspomnianym już Morzem Karaibskim. Na całym łuku wysp znajdują się liczne wulkany co świadczy o dużej aktywności tego rejonu. Zatem wulkanizm, sam w sobie nie jest w tym rejonie czymś wyjątkowym, jednakże nasz Mt. Pelée w związku ze swą słynną erupcją stał się najsłynniejszym wulkanem tego archipelagu i jednym z najbardziej znanych na całym świecie.

Genezy nazwy tego wulkanu należy szukać w języku francuskim, gdyż wyspa ta stanowi departament zamorski Francji i język francuski jest tutaj językiem urzędowym. A więc nazwa Mont Pelée oznacza po prostu " Łysą Górę".

MONT PELÉE PRZED 1902 ROKIEM

W 1792 zanotowano na Martynice niewielki wybuch, który był połączony

trzęsieniem ziemi. W 1851 roku w okolicach największego ze stożków wulkanicznych w części północnej wyspy, nazywanej Górą Pelée (Mont Pelée), odczuwano zapach siarkowych gazów. Nieduże ilości pary wydobywającej się z wulkanu były zauważone w roku 1899. Pomimo różnorodnych oznak, dających do zrozumienia, że wewnątrz wulkanu procesy wulkaniczne są aktywne i mogą doprowadzić do erupcji, miejscowa ludność uparcie utrzymywała, że dawny wulkan należy już do wygasłych. Silny swąd siarki świadczył jednak o żywej działalności solfatarów w głębi wulkanu. Co ciekawsze stoki tego wulkanicznego stożka, oddalone o 8 km od centrum miasta, przecięte malowniczymi wąwozami oraz pokryte bujną roślinnością , a także urokliwe jezioro kraterowe na jego szczycie, należały do ulubionych miejsc wycieczkowych dla mieszkańców ówczesnej stolicy Martyniki, miasta Saint Pierre.

WIELKA KATASTROFA W ROKU 1902

Pierwsze miesiące 1902 nie zapowiadały katastrofy która miała nastąpić. W końcu kwietnia zauważono nad szczytem słup pary oraz pyłów, który osiągnął wysokość powyżej 500 metrów. Dały znać o sobie pierwsze wstrząsy sejsmiczne, które doprowadziły do przerwania podmorskich kabli poprowadzonych do sąsiednich wysp należących do Małych Antyli. Nawet te niepokojące oznaki nie były w stanie przerazić mieszkańców Saint Pierre. Urządzali oni wtedy nawet wycieczki na szczyt góry, by móc z bliższej odległości obserwować bardzo ciekawe zjawiska. W środku starego krateru utworzył się mały, usypany z popiołów wulkanicznych stożek.

Nocą z 30 kwietnia na 1 maja zaobserwowano bardzo gwałtowne podniesienie się w jednym ze spływających z wierzchołka potoków poziomu wody. Popioły wulkaniczne poczęły opadać z utworzonych gęstych chmur.

W nocy z 2 na 3 maja kraterem wstrząsnęła seria silnych wybuchów. Nad szczytem wulkanu wyrosła ogromna chmura popiołu, a w zasypywanym przez pył miasteczku Saint Pierre zapadł półmrok.

Dnia 5 maja dały się słyszeć silne odgłosy potężnych eksplozji. Pochodziły one ze szczytu wulkanu. Rozerwany został brzeg jeziora powstałego we wnętrzu krateru. Woda zmieszana z mułem z dużym impetem poczęła spływać w dół niszcząc wszystko co stanęło jej na drodze.

Na terenie jednej z zalanych cukrowni zginęły 24 osoby. Lawina dotarła do morza, gdzie wywołała falę, która doprowadziła do zatopienia dwóch jachtów i zalania niżej położonych ulic ówczesnej stolicy. Saint Pierre wypełnili liczni uciekinierzy z położonych pod wulkanem wiosek. Tymczasem 6 maja wybuchy wulkanu były tak głośne, że wyraźnie były słyszalne na oddalonej o przeszło 160 km wyspie Gwadelupie. Rozpalony niczym piec krater, prócz rozżarzonych brył lawy w każdej sekundzie wyrzucał ok. 1000 metrów sześciennych popiołu, który grubą na kilkadziesiąt centymetrów warstwą zasypał całe miasto. Oszaleli ze strachu ludzie wybiegali na ulice, chowali się do piwnic i tłoczyli w kościołach. Przesyconym pyłem i oparami siarki powietrzem trudno było oddychać.

Wśród mieszkańców wybuchła panika. Ludzie zamierzali uciekać do położonego w środkowej części wyspy miasta Fort de France, jednak wszyscy zadawali sobie pytanie, co w takiej sytuacji uczynią władze. Te zaś na głowie miały ważniejsze problemy. Za kilka dni (10 maja) miały się odbyć wybory i nie chcieli oni dopuścić, by potencjalni wyborcy opuścili miasto przed dniem wyborów. By uspokoić mieszkańców powołano "komisję naukową" (składającą się z ... lekarza, farmaceuty i nauczyciela), która na dzień przed ostatecznym paroksyzmem złożyła oświadczenie, że mieszkańcom Saint Pierre nic nie grozi ze strony Mont Pelée.

Również wśród wielu kapitanów stacjonujących w porcie Saint Pierre statków nikt nie powziął decyzji by odpłynąć, jedynym wyjątkiem był Marino Leboffe, który był kapitanem włoskiego statku "Orsolina" . Nie zważając na fakt, iż jego statek załadował zaledwie połowę przewidzianego towaru, 7 maja w godzinach popołudniowych opuścił port i wypłynął na pełne morze. Tym, którzy usiłowali go zatrzymać (urzędnikom portowym) powiedział, że mimo iż nie wie nic na temat Mont Pelée, to gdyby wznoszący się nad jego rodzimym

Neapolem Wezuwiusz wyglądał tak samo, jak "ich" wulkan, to on na nic by nie czekał, tylko czym prędzej uciekał.

Nocą z 7 na 8 maja wybuchy wulkanu, po okresie chwilowego uspokojenia, znów się wzmogły. Mieszkańcy Saint Pierre ogarnięci powszechną paniką o świcie rzucili się w kierunku morza, widząc w tym jedyną możliwą szansę na ratunek. Mont Pelée ziajał ogniem, a zawisłą ponad miastem ogromną chmurę pyłu ciągle przeszywały potężne błyskawice.

W pewnej chwili wszystko jednak ucichło. Ludziom wydawało się, iż erupcja wygasa. I niespodziewanie, o godzinie 7.50 wulkanem, bez żadnego ostrzeżenia, wstrząsnęła ogromna eksplozja. Z krateru oraz zboczy wulkanu wystrzeliły w górę dwie olbrzymie, czarne chmury. Jedna z nich rozprzestrzeniając się zaćmiła dzienne światło tak kompletnie, iż mieszkańcy położonego około 20 km od Saint Pierre miasta Fort de France nie mogli dostrzec czegokolwiek w odległości większej, niż kilkadziesiąt centymetrów. Druga natomiast, niczym ściana ognia, z prędkością wynoszącą co najmniej 160 km/h zsunęła się po zboczu wprost na miasto Saint Pierre.

Zebrani na brzegu morza ludzie byli świadkami, jak ognista chmura poruszała się, albo raczej leciała na nich. W trzy sekundy dotarła do podmiejskich willi oraz sadów. W chwilę później, chmura uderzyła w Saint Pierre. W czasie około 90 sekund po eksplozji sprężone powietrze, które lawina pchała przed sobą, zrzuciło do morza cały tłum przerażonych ludzi.

Woda zawrzała w porcie. Stojące w nim statki wywracały się, tonęły, albo płonęły jak pochodnie. Marynarze, którzy usiłowali szukać ratunku w morzu, zostali żywcem ugotowani. W składach portowych eksplodowały tysiące beczek z rumem, a ich zawartość jak ognista rzeka spłynęła spalonymi ulicami miasta.

Doszło do totalnego zniszczenia. Saint Pierre zostało doszczętnie zburzone oraz spalone. Destrukcji uległy też prawie wszystkie statki. Ocalał jedynie parowiec "Roddam", który czekał w dalszej odległości od brzegu. To właśnie jego kapitan w kilka godzin później poinformował o tej katastrofie cały świat. Mimo wszystko i tu z 40 osobowej załogi przeżyło jedynie 12 osób. Sam zaś statek, na którym spłonęły wszystkie nadbudówki, pokryło 120 ton popiołu wulkanicznego.

Wśród ludzi zginęli niemal wszyscy mieszkańcy Saint Pierre, czyli około 30 tys. osób. Uduszeni, spaleni i zmiażdżeni przez chmurę gazów i rozżarzonego popiołu, której temperatura wynosiła przynajmniej około 800º. Jedyną ocalałą z mieszkańców osobą był przebywający wtedy w zagłębionej w ziemi celi miejscowego więzienia, której maluteńkie okno wychodziło na przeciwną wulkanowi stronę, młody murzyn, Auguste Ciparis.

Jego przetrwanie było niezwykłym przypadkiem, gdyż następnego dnia miał on być powieszony za zabójstwo policjanta. Jego ocalenie, mimo iż doznał rozległych poparzeń III-go stopnia, uznano za cudowne i postanowiono darować mu życie. Później podróżował on po całym świecie wraz z bardzo znanym amerykańskim cyrkiem "Barnum & Bailey", występując w replice swojej podziemnej celi jako "jedyny ocalały z milczącego miasta śmierci".

Oprócz niego przeżyły także dwie osoby, które znajdowały się na obrzeżach miasta, w związku z czym siła lawiny była tam mniejsza.

Los miasta podzieliły także inne okoliczne osiedla. Przetrwało jedynie nadmorskie małe miasteczko Le Carbet.

W 1902 roku jeszcze dwukrotnie powtórzyły się wybuchy w maju oraz sierpniu.

Podczas drugiego wybuchu w sierpniu, który objął południowe stoki wulkanu zniszczona została wieś Morne Rouge, gdzie ok.. 1000 mieszkańców straciło życie

W sierpniu 1902 roku z krateru zaczęła się wysuwać w górę potężna iglica andezytowa, która na początku listopada osiągnęła wysokość 1343 m. n.p.m. Dwa tygodnie później miała już wysokość 1495 m n.p.m. 31 maja 1903 roku andezytowa iglica osiągnęła swoją najwyższą wysokość, która wynosiła 1617 m n.p.m., stercząc prawie 400 metrów ponad szczyt wulkanu.

Jej ściany były niemalże pionowe, nachylenie wahało się od 75-90º

oraz pokryta była podłużnymi bruzdami wzdłuż których odrywały się odłamy skalne. Od końca maja 1903 r. iglica przestała się wznosić, a poddana działaniu wilgotnego i gorącego klimatu szybko ulegała wietrzeniu i rozpadała się w gruz skalny.

Przypuszcza się, że gęsta lawa andezytowa zastygła już w głębi przed osiągnięciem szczytu krateru.

Pod wpływem ciśnienia gazów od wewnątrz korek zatykający ujście krateru wznosił się w górę tworząc w końcu postać iglicy.

Niektórzy z wulkanologów twierdzą, iż komin wypełniła lawa z dawnej erupcji, który dzięki zluźnieniu w trakcie wielkiego wybuchu mógł być później wypychany pod ciśnieniem gazów

NUÉE ARDENTE

Zjawisko wulkaniczne, które było przyczyną tak wielkiej katastrofy, której uległo miasto Saint Pierre, nazywane jest przez wulkanologów jako pałająca lawina, gorąca chmura, spływ piroklastyczny. Francuski wybitny wulkanolog, profesor F.A. Lacroix nazwał ją z francuskiego "nuée ardente", a jej temperaturę, jak już było wspominane określił na 800º. Powstaje ona wtedy, gdy wyrzucany przez wulkan strumień gazów posiada nadmierne ilości pyłu oraz grubszych utworów piroklastycznych, tak, iż nie może się ona wznieść wysoko do atmosfery. Taka chmura, zamiast wzbić się w powietrze, pędzi niczym lawina skalno-pyłowa po zboczu wulkanu, wypalając wszystko, co stanie jej na drodze. Dla człowieka, który znajdzie się w jej zasięgu praktycznie nie ma możliwości ratunku.

Wbrew temu, co się wydawało w roku 1902, "pałające chmury" nie są wcale zjawiskiem wyjątkowym. Przeciwnie, są one w przypadkach erupcji wulkanów eksplozywnych, jak choćby amerykański wulkan St. Helens, włoski Wezuwiusz, japoński wulkan Unzen czy indonezyjski Merapi, zjawiskiem dość częstym, choć nie przybierającym przeważnie takiej skali, jak w przypadku Mont Pelée w 1902 r.

Wiadomo dziś, na podstawie przeprowadzonych w latach osiemdziesiątych badań, że to właśnie lawina piroklastyczna, a nie potok wulkanicznego mułu, jak uważano wcześniej, zniszczyła rzymskie Herculanum w czasie słynnego wybuchu Wezuwiusza w 79 r. Ofiarą spływu piroklastycznego były także Pompeje.

W drugiej połowie lat 90 lawiny piroklastyczne schodzące z wulkanu Sufriére Hills kompletnie zdewastowały wielką część powierzchni należącej do Wielkiej Brytanii wyspy Montserrat, która także należy do archipelagu Małych Antyli. Tylko dzięki odpowiednio wcześnie przeprowadzonej ewakuacji należy zawdzięczać to, że liczba ofiar była niewielka i wyniosła około 20 osób.

WULKAN TYPU PELÉE

Wybuchy te spowodowały, że wulkanolodzy zaczęli z większą uwagą przyglądać się Martynice. Bardzo szczegółowe obserwacje wszystkich wybuchów przeprowadził, wspominany już francuski wulkanolog, prof. F. A. Lacroix, który wydał monografię dotyczącą wybuchu Mt. Pelée. On także jako stały sekretarz Francuskiej Akademii Nauk wprowadził on do klasyfikacji czwarty typ wulkanu, tak zwany Typ Pelée.

Do typu Pelée włącza się ogólnie rzecz biorąc, kopuły lawowe, w których gorąca magma, gdy osiągnie ujście komina odznacza się lepką konsystencją, która powoduje, iż nie może się ona rozlać i gromadzi się wokół krateru. Taką sytuację mamy w przypadku kwaśnej magmy, która jest bogata w krzemionkę i tworzą się z niej andezyty oraz trachity. Temperatura takiej lawy nie przekracza 1200º Celsjusza. Wulkany tego typu charakteryzują się także gwałtownym przebiegiem eksplozji. Przepełniona różnymi gazami gorąca lawa osiąga bardzo wyjątkową ruchliwość, gdyż poszczególne jej części są pooddzielanie otoczkami gazów, dzięki czemu mogą się one poruszać prawie bez żadnego tarcia.

MIASTO PO ROKU 1902

W dwadzieścia lat później miasto St. Pierre zostało częściowo odbudowane, lecz nie osiągnęło dawnej liczby mieszkańców. Kiedy w 1929 roku nastąpiła erupcja popiołów z wulkanu zarządzono ewakuację miasta mając w pamięci żywą jeszcze w pamięci tragedię, jednak ta jak i następne wybuchy, które trwały do roku 1932 miały łagodny przebieg.

W Saint Pierre wybudowano muzeum wulkanologiczne, które działa do dzisiejszego dnia.

Historia Mont Pelée jest bardzo dobrym przykładem, świadczącym o tym, iż nigdy nie wolno lekceważyć jakichkolwiek oznak aktywności procesów wulkanicznych. Ukazuje ona jak wielka, potężna i bezlitosna jest siła wulkanu, który w ciągu kilku minut potrafi zmieść z powierzchni ziemi całe miasto. Ten tragiczny w skutkach wybuch, jak i inne erupcje zwracają naszą uwagę na ciągła potrzebę ulepszania systemów ostrzegawczych i sposobów zabezpieczania się przed podobnymi katastrofami. Niech ten pamiętny wybuch będzie dla wszystkich przestrogą, która pomoże uniknąć w przyszłości podobnych tragedii.

Bibliografia:

Maślankiewicz K., 1976, Wulkany i Człowiek, Warszawa Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne

Jean-Pierre Rothe, 1998, Trzęsienia Ziemi i Wulkany, Warszawa, Agade