Spis treści:

Sklepiki szkolne - historia

Historia sklepików szkolnych rozpoczęła się w latach 60. XX wieku. Wyglądały one jednak wówczas zupełnie inaczej niż te, które pojawiły się nieco później. Wiele z nich funkcjonowało wtedy w ramach spółdzielni uczniowskich, a zatem sprzedawały w nich dzieci oraz młodzież.  

W czasach PRL-u w asortyment sklepików szkolnych nie był szczególnie bogaty. Można było kupić w nich przede wszystkim artykuły papiernicze, takie jak zeszyty i przybory do pisania, ale także jedzenie. Były to przede wszystkim bułki, ręcznie robione kanapki, najczęściej z kiełbasą lub marmoladą, ciasta oraz słodycze na wagę, np. blok czekoladowy, andruty, wafle, ryż preparowany, chałwę, pierniczki czy cukierki. W niektórych sklepikach dostępne były również popularne w latach 60. i 70. słodkości: pakowane herbatniki, czekolada “Jedyna”, wafelki Prince Polo czy płaskie czekoladki Wawelu w opakowaniach przypominających karty do gry.  

1663157282-forum-0428580199
Sklepik szkolny w latach 70. /Marek Szymanski/Forum


Prawdziwy rozkwit sklepików szkolnych nastąpił dopiero w latach 90., gdy po upadku PRL-u do Polski zaczęły napływać na dużą skalę różnego rodzaju produkty z zagranicy, w tym słodycze, których wcześniej nie można było dostać w kraju. Wówczas witryny szkolnych punktów handlowych nabrały barw i można było w nich dostać niemal każdą przekąskę, o jakiej tylko się zamarzyło.  

Świadomość dotycząca szkodliwości przetworzonej żywności była wówczas dużo niższa niż dziś, a wszystko, co było nowe i zagraniczne szybko stawało się obiektem pragnień, szczególnie dzieci. To właśnie dlatego w gablotach szkolnych sklepików królowały wtedy wszelkiego rodzaju kolorowe przysmaki, których skład pozostawiał jednak wiele do życzenia.  

Do tego większość z tych słodkich i słonych przekąsek można było kupić już za kilkadziesiąt groszy, dlatego dzieci, które zazwyczaj nie dysponowały wysokim kieszonkowym, chętnie je kupowały. W tych czasach, jeśli dostało się od rodziców 2 złote, to było się prawdziwym bogaczem. Za tę niewielką, jak na dzisiejsze warunki, sumę można było kupić co najmniej kilka produktów.

Przeczytaj również: QUIZ: Bajki z lat 90. Pamiętasz tych bohaterów kreskówek?

Pieczywo oraz słone i słodkie przekąski

Artykułem, który można było znaleźć w niemal każdym sklepiku szkolnym i który cieszył się szczególnie dużą popularnością, była zwykła bułka z mąki pszennej. Co było w niej takiego wyjątkowego? Przede wszystkim jej niezwykła świeżość, bo zazwyczaj taka bułka była dopiero co przywieziona z piekarni, a zatem mogła być jeszcze ciepła! Zazwyczaj najpierw wyjadało się z niej mięciutki środek, a na koniec zostawiało chrupiącą część zewnętrzną. Taką gorącą bułeczkę można było kupić już za ok. 30 gr i najeść się nią, a do tego pieniędzy zostawało jeszcze na jakieś słodycze lub napój.   

Prócz zwykłych bułek, zawsze można było dostać w sklepikach szkolnych również drożdżówki - z marmoladą, serem, budyniem lub czekoladą, jednak to wcale nie one były tym, co uczniowie wśród przekąsek z pieczywa uwielbiali najbardziej. Królowały wtedy przede wszystkim produkty inspirowane amerykańską kuchnią, czyli pizzerinki i hot dogi. Nie przypominały one jednak ani wyglądem, ani smakiem tych, które możemy kupić obecnie, natomiast ich produkcja była dość... improwizowana.

Hot dogiem nazywano wówczas niewielką bagietkę wydrążoną w środku, do której wlewano sporą ilość najtańszego keczupu i wkładano najgorszej jakości parówkę, wyjętą z ciepłej wody. Pizzerinka składała się natomiast z połówki bułki lub niedopieczonego ciasta, na które kładziono zazwyczaj jeden plaster sera, czasem z dodatkiem szynki lub pieczarek i obficie oblewano keczupem. Oba te dania, jak można się domyślić, nie odznaczały się szczególnymi walorami smakowymi, jednak mimo tego były bardzo chętnie kupowane przez dzieciaki. W niektórych sklepikach można było nawet poprosić sprzedawcę o podgrzanie ich w mikrofalówce!

Chrupki i czipsy z dodatkami

Choć pierwsze w Polsce czipsy ziemniaczane już w połowie lat 80. zaczęła produkować firma ITI, to większą popularność zyskały one dopiero początkiem lat 90. Wówczas stały się prawdziwym hitem, dlatego szybko zdominowały gabloty sklepików szkolnych. Ci, którzy chodzili wówczas do szkoły, na pewno pamiętają najbardziej znane wówczas chrupki Maczugi, kukurydziane Flipsy i podobne do nich mocniej przyprawione kuleczki o nazwie Pipi. Szczególną popularnością cieszyły się wówczas także chrupki Chio w kształcie małych hot dogów, pizz i hamburgerów. Znane i lubiane były także czipsy Lays, Star Foods, Pringles i Mr. Snacki, a oprócz nich uczniowie kupowali również prażynki.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Monika Stangret (@mika_9422)


Po roku 2000 producenci chipsów i chrupek znaleźli jeszcze lepsze sposoby na zachęcenie dzieciaków do ich kupowania. Do ich paczek dołączane były wtedy różnorakie dodatki i gadżety, z których większość była kolekcjonerska. W momencie największej popularności japońskiego serialu animowanego Pokémon w czipsach można było znaleźć tzw. tazosy, czyli krążki z postaciami z bajki. Kolejne chrupki reklamowały się kartami z popularnymi piłkarzami, a jeszcze inne nawet prawdziwymi banknotami, które można było wyłowić z opakowania podczas jedzenia i wydać je na kolejne przysmaki! Dużą popularność zyskały wówczas również chrupki Cheetos, do których producenci zdecydowali się dodać saszetki z kolorowymi sosami, w których można było maczać ulubione chrupki.

Przeczytaj również: Zabawy na trzepaku i z kluczem na szyi. Jak wyglądały wakacje w PRL-u?

Lody na topie

Ze szkolnym sklepikiem większość z nas kojarzy przede wszystkim jeden rodzaj lodów, a mianowicie... ciepłe lody! Składały się one z podanej w wafelku słodkiej pianki, która polana była zastygniętą czekoladą. Wyglądem przypominały one nieco lody włoskie, jednak prócz tego, z lodami nie miały nic wspólnego, ponieważ nie były zimne. Ich niezwykle słodki i sztuczny smak wielu pamięta do dziś, a choć były one nieszczególnie zdrowe, to u wielu rodziców znajdowały uznanie, ponieważ nie powodowały bólu gardła, co - ich zdaniem - było przecież domeną zwykłych, zimnych lodów.

Prawdziwym hitem sklepików szkolnych przez pewien czas były również tzw. pałeczki lodowe, nazywane także lodowymi soplami. Składały się one z zamrożonej w podłużnym, wąskim woreczku smakowej wody. Loda należało wysuwać z opakowania i lizać, jednak najczęściej nim zdążył się on rozpuścić ustach, tracił smak, a liżącemu pozostawał w dłoniach przezroczysty, jak kostka lodu, sopel.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Magda Uszyńska (@fridolin_fridolin53)


Wśród innych lodów, które można było kupić w sklepikach szkolnych, popularnością cieszyły się także sięgające historią czasów PRL-u lody Bambino i przypominające kształtem misia lody Panda. W późniejszych latach furorę robiły także nieduże i kosztujące 10-20 gr lody wodne Lulki oraz Kredki, a kilka lat po tym, także barwiące język Kolorki. Przez pewien czas w szkołach królował również lód Gibek, który wyginał się we wszystkie strony, a także lody różnych smaków o nazwie Inne, mające formę małych, lodowych kuleczek, zamkniętych w kartonowo-plastikowej puszcze, z której wysypywało się je prosto do ust.

Lizaki i gumy za kilka groszy

W szkolnych sklepikach zawsze był największy wybór gum i lizaków. Każdy, kto chodził do szkoły w latach 90. i  po roku 2000 na pewno pamięta turecką gumę Turbo i holenderskiego Donalda. Obie prezentowały się bardzo podobnie. Pod papierkiem pierwszej z nich można było znaleźć obrazki z motocyklami i autami, w drugiej - krótkie historyjki obrazkowe o znanym kaczorze. Rekordy popularności biła wówczas także niezwykle kwaśna guma Shock, która miała wykręcać twarz.  

Wszyscy uczniowie z tamtych czasów na pewno kojarzą też gumy kulki, które pakowano po dziesięć sztuk, jednak każdy kupował je po jednej, bo płacił wtedy zaledwie 5-10 gr. Nikomu oczywiście nie przeszkadzał wówczas fakt, że smak gumy kończył się już po niecałej minucie od włożenia jej do ust.

W tych czasach popularna była również Hubba Bubba i szczególnie uwielbiane przez dzieci gumy w kształcie papierosów - dzięki nim można było chociaż przez chwilę poczuć się dorosłym. W późniejszych latach pojawiły się również zamienniki zwykłych miętowych gum do żucia, które miały formę bardzo cienkich listów, które po włożeniu do ust momentalnie się rozpuszczały, by odświeżyć nasz oddech.  

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Dziecinstwo_90s (@dziecinstwo_90s)


W szkolnych sklepikach uczniowie chętnie kupowali też różnego rodzaju lizaki. Można było tam znaleźć m.in. lizaki z gumą w środku, lizaki-gwizdki, lizaki, które strzelały w ustach, a także takie, które można było zanurzać w opakowaniu pełnym kwaśnego proszku. Ich szczególnym plusem była niska cena, ponieważ najczęściej nie kosztowały one więcej niż 20-30 gr.

Przeczytaj również: QUIZ: Slang młodzieżowy w PRL-u. Już przy 2. pytaniu może być kłopot

Słodkie i gazowane napoje

Oczywiście wizyta w sklepiku szkolnym nie mogła obejść się bez kupna napoju. Najpopularniejszym i najtańszym z nich był tzw. sok z woreczka. Niewielki, napełniony napojem worek przebijało się dołączoną do niego plastikową rurką i już można było cieszyć się smakiem soku. Prócz niego kupowało się również soczki w kartoniku i marchwiowe soki w szklanych butelkach – Kubusie i Smakusie, które, gdy piło się je za często, mogły odbarwić skórę na żółto.  

Oczywiście dużą popularnością cieszyły się także napoje najpopularniejszych koncernów Coca-Cola i Pepsi, ale dostępne były również tańsze odpowiedniki słodkich, gazowanych napojów, z czego najpopularniejszym był Lift, występujący w kilku różnych smakach.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Dziecinstwo_90s (@dziecinstwo_90s)


Napój można było zrobić sobie również samemu, jeśli w szkolnym sklepiku kupiło się sprzedawaną w saszetkach oranżadę w proszku. Mało kto korzystał jednak z niej w ten sposób. Większość uczniów po prostu wyjadała słodki proszek palcem. W podobny sposób spożywało się również sproszkowane oranżady, które sprzedawano w długich plastikowych rurkach - ich zawartość wsypywało się wprost do ust, przechylając do góry specyficzne opakowanie. Choć bywało również tak, że klasowi dowcipnisie próbowali wciągać proszek nosem... Oczywiście ku uciesze swojej publiczności.

Inne popularne słodkości

Mówiąc o słodyczach ze sklepików szkolnych, nie sposób nie wspominieć o kultowym greckim wafelku nazwie Koukou Roukou (zapisywany też jako Kukuruku), w którego opakowaniu można było znaleźć kolekcjonerskie naklejki. Większość z pamiętających ten przysmak osób na pewno do dziś potrafi zanucić melodię ze spotu reklamowego, którego słowa dzieci przerabiały w kilku różnych wersjach:

  • „Kukuruku jest trujące, rakotwórcze i śmierdzące”;
  • „Kukuruku jest śmierdzące, bo kosztuje dwa tysiące, nadziewane heroiną i od tego dzieci giną.”;
  • „Kukuruku jest śmierdzące i kosztuje dwa tysiące. Lech Wałęsa raz spróbował i od razu zwymiotował”.


Wśród innych hitów ze szkolnych sklepików znajdowały się także różnego rodzaju draże, w szczególności Korsarze, żelki Trolli w kształcie płaskich pasków oprószonych kwaśną posypką lub gumowych, wampirzych szczęk. Popularnością cieszyły się także żelkowe malinki, zegarki na rękę z pudrowych cukierków, monety z masy czekoladopodobnej, czeko-tubki, krówki-ciągutki, nazywane również mordoklejkami, a także łamiszczęki, czyli duże, niezwykle twarde cukierki w kształcie kulek, które w trakcie ssania odsłaniały kolejne warstwy kolorów i smaków. 

Przeczytaj również: Jakie zmiany czekają uczniów w nowym roku szkolnym? Nie wszystkie cieszą

Sklepiki szkolne dziś - „rozporządzenie sklepikowe”

Dziś sklepiki szkolne na pewno już nie uderzą nas taką feerią barw i rozmaitości, jak w latach 90. oraz 2000. i to wcale nie ze względu na to, że większość produktów, które wówczas zapełniały gabloty, dziś nie jest już dostępna. 1 września 2015 roku w życie weszło rozporządzenie Ministra Zdrowia (nazywane „rozporządzeniem sklepikowym”), o wymaganiach dotyczących tego, co może być sprzedawane dzieciom i młodzieży w placówkach oświatowych.  

Decyzję o wprowadzeniu takich ograniczeń podjęto ze względu na jakość produktów, które były sprzedawane w sklepikach szkolnych. Większość z nich zawierała duże ilości cukru, tłuszczu, soli, barwników oraz niezdrowych substancji chemicznych, a jak oceniono, sprzedawanie tego typu produktów w szkołach kształtowało wśród młodych ludzi niewłaściwe nawyki żywieniowe, które przyczyniały się do wzrostu otyłości w tej grupie wiekowej.

forum-0436180015
W 2015 roku w sklepikach szkolnych musiały pojawić się zmiany /Lukasz Dejnarowicz/Forum


Od tego czasu w sklepikach szkolnych mogły być sprzedawane jedynie produkty o niskiej zawartości cukru, tłuszczu i soli oraz z odpowiednią ilością składników odżywczych. W praktyce były to m.in. pełnoziarniste lub razowe kanapki z warzywami i owocami, ale bez sosów; sałatki i surówki; niezawierające cukru produkty mleczne i zbożowe; a także warzywa oraz owoce. Do picia woda lub napoje bez cukru i substancji słodzących, koktajle owocowe i warzywne, herbata, napary owocowe oraz kawa zbożowa.

Wielki upadek sklepików szkolnych

Po wprowadzeniu nowego rozporządzenia sklepiki szkolne zaczęły upadać. Większość uczniów, szczególnie tych ze starszych klas, zamiast kupować w nich zdrową żywność, zaczęła wychodzić na przerwach do zlokalizowanych blisko szkoły sklepów, w których miała miała dostęp do każdego rodzaju produktów, również tych niezdrowych. Młodsze dzieci natomiast same zaczęły przynosić do szkół słodkie i słone przekąski oraz napoje. Z powodu zakazów w niektórych szkołach dochodziło nawet do handlowania przez uczniów drożdżówkami i słodyczami na własną rękę.

1 września 2016 r. weszło w życie nowe rozporządzenie dotyczące sklepików szkolnych, które poluzowało nieco wymagania co do sprzedawanej w szkołach żywności, dzięki czemu oferta szkolnych punktów handlowych mogła zostać nieco poszerzona. Zwiększono wtedy m.in. wartości maksymalnej zawartości cukru, tłuszczu oraz soli w sprzedawanych produktach; dopuszczono do sprzedaży inne rodzaje pieczywa oraz drożdżówki o odpowiednim składzie; a także wyrażono zgodę na słodzenie napojów przygotowywanych na miejscu oraz sprzedaż bezcukrowej gumy do żucia oraz gorzkiej czekolady. Zmiany te nie poprawiły jednak znacząco sytuacji sklepików szkolnych, ponieważ mając tak ograniczony wybór, uczniowie nadal wolą przynosić sobie przekąski z domu lub korzystać z pełnej oferty pobliskich sklepów.

oprac. Joanna Cwynar

 

Rozwiąż nasze quizy:

QUIZ ortograficzny. Czy wiesz, jak zapisać te rzadko używane wyrazy?

Bardzo trudny QUIZ z wiedzy ogólnej. Nieliczni zdobywają 100 proc.

QUIZ: Byłeś uczniem w PRL? Z łatwością odpowiesz na te pytania, choć przy 9. może być różnie