Wypracowanie chciałabym zacząć od wyjaśnienia zasad wolności słowa. Posłużę się tutaj informacjami, jakie znalazłam w różnych źródłach, m.in. w Internecie.

Najprościej wolność słowa można zdefiniować jako prawo obywatela do wyrażania swoich opinii tak w mowie, jak i w piśmie. Wolność słowa łączy się najczęściej z prawem obywatela do informacji. Prawo do wolności słowa gwarantuje obywatelom konstytucja, prawo międzynarodowe i różnego rodzaju międzynarodowe konwencje, np. Powszechna Deklaracja Praw Człowieka, Konwencja Praw Dziecka, Konwencja o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności itp. Wszystkie te dokumenty zgodnie stwierdzają, że każdemu człowiekowi przysługiwać musi prawo wyrażania poglądów i prawo swobodnej wypowiedzi. Człowiek ma prawo szukać informacji, zdobywać je z dowolnych źródeł i dowolnie rozpowszechniać zarówno pisemnie, jak i ustnie. Ale również w formie drukowanej, artystycznej, czy jakiejkolwiek innej. I nie mogą tu mieć znaczenia granice państwowe. Jeśli chodzi o poszukiwanie informacji to prawo to przejawia się w umożliwieniu człowiekowi uzyskania prawdziwych informacji, np. w radio czy telewizji. Chociaż konstytucja mówi o wolności wyrażania poglądów i opinii w związku z prawami osobistymi jednostki, to tak naprawdę wiążą się one głównie w prawie prasowym poprzez wolność druku i prasy. Chodzi zatem w głównej mierze o wolność środków przekazu. Wolność słowa jest więc jednym z najważniejszych warunków funkcjonowania demokracji i pluralizmu politycznego. Konstytucja gwarantuje zakaz uzależniania publikacji określonych tekstów od zgody organów państwowych. Ale reguluje też zasady uzyskiwania koncesji na prowadzenie stacji radiowej czy telewizyjnej. Osobnym przejawem wolności wypowiedzi jest wolność twórczości artystycznej, czy badań naukowych.

Czy wolność słowa ma zastosowanie zawsze i we wszystkich przypadkach? Jest rzeczą oczywistą, że nie. Wydaje mi się, że nie tylko dorośli, ale i moi rówieśnicy zdają sobie sprawę z tego, w jakich sytuacjach prawo do wolności wypowiedzi przestaje obowiązywać. Weźmy taki przykład: stoimy na przystanku autobusowym wśród innych ludzi. Czy wolno nam krytykować, czy też obrzucać obelgami stojące tam osoby tylko dlatego, że nam tak podoba? Może w świetle definicji wolności słowa wyda się to nie do końca zrozumiałe, ale nie wolno nam tego robić. a to dlatego, że nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. W tym momencie mamy już do czynienia z prawem do nietykalności. Bardzo często słyszymy o kolejnych procesach, jakie wytaczają sobie politycy z pierwszych stron gazet, właśnie za naruszenie nietykalności, za obrazę. Obrażając innych ludzi łamiemy prawo. Wydaje mi się zresztą, że żeby o tym wiedzieć wcale nie trzeba być specjalistą od praw człowieka. To chyba oczywiste, że nie wolno obrażać innych ludzi. Choćby dlatego, że sami nie chcielibyśmy być obrażani. Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe, mówi przysłowie. I to powinniśmy wziąć sobie do serca.

Jesteśmy też zobowiązani do dbania o zachowanie porządku publicznego. I tutaj znów prawo do swobodnego wyrażania poglądów, prawo do wolności, nie daje nam zupełnej swobody w działaniu. Należy przecież zachowywać się stosownie do miejsca, w którym jesteśmy. Bo czy przyszłoby nam do głowy krzyczeć, czy głośno rozmawiać w kościele? Nie. Czy, będąc w muzeum, będziemy podawać się za kustosza i opowiadać ludziom, że wszystkie eksponaty są fałszywe? Nie. Byłoby to rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji i wprowadzanie zamętu. Takie zachowanie, w razie wykrycia, groziłoby sądem. Nie możemy też wypisywać nieprawdziwych, czy obelżywych haseł na murach, czy ścianach budynków w miejscach publicznych. No chyba, że ktoś ma swój własny mur, to może sobie na nim napisać, co mu się żywnie podoba. Jeśli natomiast jest to tzw. własność publiczna, nikt nie ma takiego prawa. Musimy myśleć o prawach innych ludzi, nie tylko o własnych. Moim zdaniem wystarczy odrobina rozumu, żeby rozróżnić sytuacje, które są zgodne z prawem, od tych niezgodnych.

Nie tak dawno zespół Pudelsi nagrał utwór pt. "Wolność słowa". Szybko pojawiły się określenia, że to kronika wydarzeń politycznych podana w formie satyry na środowisko. W tekście, który nawiązuje bezpośrednio do dziecięcej wyliczanki, wymienia się polityków z nazwiska i wiąże ich z różnego rodzaju sytuacjami, niekoniecznie prawdziwymi. Można się zastanawiać, czy miało to na celu tylko rozbawienie publiczności. Teledysk do piosenki naśladuje formułę wiadomości telewizyjnych, wszystko jest zatem podane w formie z założenia jak najbardziej poważnej. Bo czy Wiadomości albo Fakty robią sobie żarty z polityków? Nie tym zajmują się kabarety. W przypadku Pudelsów i ich piosenki można podyskutować o granicach wolności słowa, o tym, gdzie one przebiegają.

Ciekawym problemem wydaje mi się również kwestia prawa do tajemnicy. Czy jeśli zdradzę komuś sekret mojej koleżanki, który ona mi w zaufaniu powierzyła, to łamię to prawo? Coś mi mówi, że tak, dlatego że rozpowszechniłam informację, o której nie mogłam nawet powiedzieć, że o niej wiem. Okazuje się, że nie trzeba być dorosłym, żeby łamać prawo, nawet nieświadomie. Nieznajomość prawa szkodzi, mówili starożytni. I jest w tym wiele słuszności. Bo nieznajomość prawa nie może tez być usprawiedliwieniem popełniania nieprawnych czynów. Dlatego zawsze trzeba pomyśleć, zanim się cos zrobi.

A zatem prawo do swobodnego wypowiadania się, zwane potocznie wolnością słowa, nie oznacza, że możemy pleść, co nam ślina na język przyniesie. To prawo do wypowiadania opinii, ale w granicach prawa państwowego i praw innych ludzi.