Wyraz "tolerancja" zalicza się do grupy "słów-kluczy", które to aktualnie usiłujemy wykorzystywać w kształcie magicznych formułek stymulujących relacje interpersonalne. Termin ten wykorzystujemy w dość okrojonym znaczeniu, pojmując je jako pewną aprobatę dla odmienności. Stąd też coraz częściej prowadzi się dysputy na temat tolerancji względem jednostek o innej orientacji seksualnej, kobiet decydujących się na aborcję, czy też wielu innych ocierających się o coś niezgodnego z powszechnymi konwenansami i poczuciem dobrego smaku. Idąc tropem właściwej definicji, czyli wyrozumiałość, pobłażanie odmiennym przekonaniom, preferencjom, wierzeniom, czynom; dostrzeganie wszystkich możliwych perspektyw, a nie wyłącznie własnej. Bo czy zdolni jesteśmy przyzwalać na zachowania typu kradzieże, mobbing, morderstwa? Bo przecież to właśnie byłoby " pobłażaniem dla cudzych poczynań". Każdy z nas nosi piętno błądzenia i upadku, lecz przecież nie wolno nam tłumaczyć tolerancją zgody na powyższe poczynania.

Gdy kiedyś ktoś zapyta nas o to, czy jesteśmy tolerancyjni, z pewnością, większość z nas udzieli twierdzącej odpowiedzi. Paradoksalnie jednak, naród polski należy do jednych z najmniej tolerancyjnych na świecie! Niejednokrotnie słyszy się uszczypliwe komentarze odnośnie czyjegoś zachowania, aparycji, sądów.

Etymologia słowa "tolerancja", pochodzącego z łaciny, wskazuje na czasownik "tolero"- znosić, wytrzymywać. Zakłada więc ona jakiś minimalny zakres życzliwości względem drugiej istoty ludzkiej, mianowicie-znosić jego odrębność z cierpliwością. W rezultacie tolerancja jest jeden z przystanków na trasie do obojętności i marazmu. Najwyższa z wartości- miłość- wymaga pozytywnego zaangażowania się w celu zapewnienia dobra drugiej osobie. Nie może jednak istnieć tolerancja zła, bowiem zło jest niszczycielem jednostki i wspólnoty. Stąd też społeczeństwa wzbraniają się przed niegodziwością, formułując normy prawa karnego i organa sądownicze.

Ogólnie przyjęło się, że twórcami pojęcia "tolerancja" są John Locke i Wolter. Warto przy tym podkreślić, że już trzy stulecia przed nimi, zasada tolerancji znana i propagowana była przez polskiego myśliciela Pawła Włodkowica-rektora Krakowskiej Wszechnicy. Ów profesor znany jest ze swego dynamicznego wystąpienia na soborze w Konstancji w latach 1414-1418, przeciw polityce nawracania przemocą stosowaną przez Zakon Krzyżacki.

Jego słynna paremia "fides ex necessitate esse non debet" ("wiara nie może pochodzić z przymusu") urosła do rangi reguły życia publicznego ówczesnej i późniejszej Polski. Stąd też w owym czasie o Rzeczypospolitej mówiono jako "o kraju bez stosów", choć wiadomo, że od każdej reguły są wyjątki. Nie ulega jednak żadnym wątpliwościom, że wprowadzona wtedy praktyka tolerancyjna stanowi nasz polski wkład w rozwój europejskiej skarbnicy kulturowej. Szkoda tylko, że aktualnie Polacy jakby usunęli w cień dorobek przodków i wzbudzają swym postępowaniem niepewność, czy aby na pewno to w ich ojczyźnie zrodziła się tolerancja. Locke i Wolter w odpowiedzi na rozgrywające się wówczas w Europie wojny religijne i propagowane hasło : "cuius regio eius religio" ("czyja władza tego religia"), dążyli do wyjaśnienia niezbędności tolerancji, jak również żądali jej honorowania jako tej, która jest gwarantem nietykalności personalnej i ochrony ludzi o odmiennych przekonaniach, innym wyznaniu. Tolerancja pojmowana w ten sposób była jednoznaczna z brakiem prześladowań, ogólnym pokojem i w związku z tym, w fachowej literaturze figuruje pod hasłem "tolerancja negatywna." Negacja w tym sensie, znaczy tyle co nieobecność czegoś, brak, a w tej sytuacji brak prześladowań.

Tak Locke, jak i Wolter zakładali istnienie prawdy obiektywnej. Stąd też tolerancja tyczyła się wyłącznie ludzkich sposobów postępowania, nie zaś przekonań. Poglądy trzeba pozbawiać błędów. Należy więc doskonalić sposoby poznania i nie uciekać od rozmowy z ludźmi o innych poglądach. Nie wolno ich tylko piętnować z tego względu.

Bowiem to, że nie aprobujemy jakiegoś postępowania nie znaczy wcale, że jesteśmy nietolerancyjni. Podobnie jak to, że jeśli patrzymy na czyjeś zachowanie, przekonania, wiarę z wyrozumiałością, nie oznacza wcale, że podzielamy jego zdanie. Istotna jest w tym miejscu rozpiętość naszych reakcji. Pobłażanie nie jest w stu procentach trafnym określeniem tolerancji, pomimo że w taki właśnie sposób się ją interpretuje.

Zakładając, że ktoś wyraża inną opinię niż ja, ja zaś uchodzę za osobę tolerancyjną, to czy nie powinnam zatem walczyć o swe przekonania? Gdyby rzeczywiście tak miało być, zaś każda strona konfliktu złożona była z ludzi tolerancyjnych, to w gruncie rzeczy nie winni oni rozgłaszać swych opinii, bowiem byłaby to nie mająca przyzwolenia ingerencja w sferę poglądów innych. Jest to naturalnie-niedorzeczność!

Każdy człowiek posiada prawo wyznawania własnych poglądów, każdemu z nas przysługuje prawo zachowywania się wedle własnych preferencji, jak również nawoływania do racjonalności swych przekonań. Nie może jednak posługiwać się środkami w myśl zasady -"Cel uświęca środki". Zwalczanie przekonań, piętnowanie poczynań można akceptować w ramach tolerancji, jednak np. wysadzanie budynków szpitalnych, w których dokonywana jest aborcja lub eutanazja jest dopiero wyrazem nietolerancji, a nie sposobem jej okazywania.

Rzeczywiście rzecz ujmując, w każdym z nas zasiane jest chociaż maleńkie ziarenko tolerancji Utkwione jest ono jakby poza naszą świadomością, zaś decyzje, które musimy podejmować nie są łatwe, a to dlatego, że jesteśmy ich świadomi.

Jeśli założymy, że tolerancja nie może odnosić się do postaw, sposobów postępowania i działań niszczycielskich względem bliźnich i otoczenia, w którym funkcjonujemy, to siłą rzeczy narodzą się i wykrystalizują wciąż nowe kwestie. Momentalnie pojawia się pytanie, czy jakiś pogląd lub sposób postępowania jest, czy też nie jest destrukcyjny ; albo czy to co dziś zdaje się być niepotrzebne, nie okaże się niezbędnym w dalszym toku wydarzeń? Stąd też właśnie wieczne będą zapytania o to, czym jest tolerancja i co oznacza być jej wiernym? Jednak odpowiedzi na te kluczowe pytania musimy udzielić sobie sami, w głębi naszych serc.

Istota tolerancyjna winna głównie okazywać zrozumienie innym ludziom; musi dążyć do poznania motywów, które nimi kierują oraz okoliczności, które wywołały u nich przejawiane, konkretne zachowania; bowiem tolerancja pozornie tylko jest kwestią instynktu...w rzeczywistości należy do świadomości.