Kiedy czytamy dzieła literackie poświęcone czasom wojny czy okupacji wtedy nieodłącznie czujemy przerażenie, że takie straszne rzeczy miały miejsce. Ludzi katowano i dręczono psychicznie oraz fizycznie. Wszystko to pozostawiło trwałe ślady i nawet po upływie jakiegoś czasu złe wspomnienia wracały. Większość ludzi miała powody do odczuwania rozpaczy z takiego stanu rzeczy. Niektórzy nawet przyzwyczajali się do obozowej rzeczywistości i w nic nie ingerowali. Stawali się zlagrowani i nie potrafili dążyć do zmiany w sferze ducha.

Z pewnością naturę ludzką można w znacznym stopniu skazić. Pokazano to wyraziście w obozach koncentracyjnych. Ludzie tak bardzo napatrzyli się na obrazy przemocy, że po jakimś czasie to już nie robiło na nikim wrażenia. Zobojętniano na wszelki ból i nie było miejsca na żadne odruchy serca. Skumulowano tam tak wiele przejawów zła, że zaczęto je traktować jako coś zwyczajnego i normalnego. Taką prawdę o tamtych czasach przekazuje nam zarówno i Tadeusz Borowski jak i Gustaw Herling-Grudziński. Piszą oni o skażeniu duszy ludzkiej i zmianie w osobowości. W efekcie dopuszczano się straszliwych rzeczy. To więźniowie czasami byli najgorszymi oprawcami dla swych współtowarzyszy. Trudno to pojąć, czy zrozumieć, ale przecież wtedy panowały zupełnie inne warunki. Więźniowie z niemieckiego obozu czy sowieckiego łagru marzyli o najedzeniu się do syta, czy możliwości przespania się w czystej pościeli. Jednak te proste życzenia były nierealne.

Ludzie musieli cały czas walczy o przetrwanie i nie mieli czasu na jakiekolwiek dywagacje moralne. Jeśli trzeba było posunąć się do odrzucenie swoich bliskich to robiono to. Kobiety były zdolne do porzucenia własnych dzieci. O takiej sytuacji pisze przecież Borowski w tekście "Proszę państwa do gazu". Zdesperowani, okaleczeni psychicznie ludzie zatracili wszelkie pozytywne uczucia i odruchy. Ich charakter bardzo się zmieniał. W ich duszach nie było miejsca na miłość czy współczucie. Do tego doprowadziła ich okropna męka. Większość biernie czekała na swój tragiczny koniec. Dostosowali się do narzuconych z góry warunków i nie przeciwstawiali się okupantom. Tylko nielicznym udało się zachować swoje człowieczeństwo i pozostać wiernym wyznawanym wartościom etycznym.

Także w powieści "Inny świat" widzimy wiele metod na deprawowanie człowieka. Właściwie system totalitarnej przemocy był tak zorganizowany, że jednostka wcześniej czy później musiała się ugiąć. Już potworny głód i ciężka praca fizyczna były wystarczającym powodem do poddania się. Jednak do tego dochodziła jeszcze niechętna postawa współwięźniów, a nawet donosicielstwo. W tych warunkach tylko tacy ludzie jak Kostylew byli w stanie walczyć o własną godność. Jednak za swoją zdecydowaną postawę zazwyczaj zapłacili straszliwą cenę.

Tak więc miał rację Fiodor Dostojewski, gdy twierdził, że w stopniu niewyobrażalnym można zatruć duszę człowieka. Pokazały to czasy wojny, kiedy do głosu doszła nazistowska ideologia. To właśnie ona wywarła ogromny wpływ na sposób myślenia człowieka. Zbrodnie były sankcjonowane przez prawo, nic więc dziwnego, ze ludzie bez oporów wyrządzali innym krzywdę. Skażona natura ludzka godziła się już na obecność zła w świecie. Literatura wojenna nie pozostawia żadnych złudzeń, co do możliwości trwałego zniszczenia wewnętrznego ładu w człowieku. Wtedy postawiono człowieka przed trudnym wyborem. Jeśli chciał ktoś zachować życie to musiał zapomnieć o wartościach.