Juliana Tuwima przez długi czas kojarzyłem z utworami pisanymi dla najmłodszych, dlatego zdziwił mnie jego utwór "Chrystus w mieście". Nie musi się go porównywać z innymi utworami, aby powiedzieć, iż zawarta w nim aura, w większym stopniu odpowiada wizerunkowi osławionych holenderskich "czerwonych uliczek", zapełnionych wzdłuż i w szerz dziesiątkami upadłych kobiet, niż sielankowym obrazom telenowelowym. Możliwe, że poeta chciał tą metodą przypomnieć o zbliżającym się starciu Chrystusa i Szatana. Z pewnością każdy obstawi wygraną Szatana, który rzecz jasna pokona Chrystusa i powróci do własnego piekielnego świata z kieszeniami wypełnionymi gotówką, gdyż wszyscy tak obstawiali. Tuwim ukazuje także wizerunek Magdaleny. Z całą pewnością nie da się jednak powiedzieć, czy autor nawiązał tu do postaci z Biblii. Myślę, że raczej nie. Kobieta pełni tu bowiem funkcję rzeźnika, który pojawia się, aby złożyć wizytę grzesznikom, bawiącym się na moście. Stanowi to pewnego rodzaju stępor psychologiczny, będący ciężkim młotem dotarcia do prawdy. Ugniata on znajdujących się w tym miejscu dewiantów. Psychika tych ludzi została zniszczona. Nikt nie prowadził z nimi rozmów. Wynikiem tego stało się oddawanie czci najzwyklejszemu rzeźnikowi. Z jakiego powodu urządzili sobie tańce na moście? Mając na uwadze "formę" naszych mostów, ludzie ci bawili się na nim umyślnie. Mieli nadzieję na spowodowanie przeciązenia, w rezultacie most uległby destrukcji. Mogłoby to uprościć wszystkim egzystencję, a wspomniani ludzie nie musieliby uginać się pod ciężarem własnych zawstydzających postępków. W Niebie, z pewnością zostaliby garbatymi aniołami, gdyż taki los spotyka grzesznych.

Reasumując, poeta chciał z pewnością uzmysłowić czytającemu przygnębiającą atmosferę, która coraz bardziej gęstnieje. Subtelnie przydusza socjopatę, jak dym skaża płuca nałogowo palących. W nozdrzach kumuluje zdradliwe opary, by później uczynić z ofiary straszliwego potwora, rozmazane oblicze rzeźnika. Gdzież w tej całej sytuacji znajduje się Bóg? Jest bardzo odległy, co oznacza ciążącą presję jego odnalezienia. Ponownie rodzi się konflikt. Któż pragnąłby być sługą w Niebie, jeśli można być panem w piekle?