Oczekiwań wobec literatury jest tyle, ilu jej odbiorców, toteż łatwiej jest powiedzieć, czego współczesny, świadomy czytelnik od literatury nie oczekuje, w co już nie wierzy i na co nie da się więcej nabrać. Lista zdemaskowanych, odrzuconych mitów literackich jest długa. Rozpoczynają ją proste odpowiedzi na trudne pytania, próby dowodzenia, że świat i człowieka da się opisać, zmierzyć i porozdzielać pomiędzy szufladkami łatwych klasyfikacji i wreszcie dogmatyczne sformułowania dotyczące kwestii dla człowieka najważniejszych. Takie dogmaty wyrządziły wiele złego, blokując umysły nieweryfikowalnymi "prawdami", uniemożliwiając własne, indywidualne rozumowanie, które mogłoby doprowadzić człowieka do uzyskania samoświadomości i znajomości własnego "ja". Ślepa wiara w dogmaty pogrąża ludzi w pustym samozadowoleniu i intelektualnym marazmie, zaś wmontowane w nie mechanizmy samozabezpieczenia (jeśli wierzysz - jesteś dobry i czeka cię nagroda, jeśli nie wierzysz - jesteś zły i czeka cię kara) nasuwają na myśl słynną metodę kija i marchewki, stanowiącą pogwałcenie ludzkiej wolności wyboru, czyli fundamentu człowieczeństwa. Stwierdzenie to z pewnością wydaje się być obrazoburczym, wręcz bluźnierczym, a przez to nieakceptowanym, zwłaszcza w kulturze która tak sprzyja utrwalaniu dogmatów, na przykład kultura islamu czy chrześcijańska. Zresztą przykład zdeklarowanej, katolickiej Polski, gdzie regularnie odbywają się procesy o naruszenie uczuć religijnych "prawdziwych Polaków", jest dość wymownym potwierdzeniem tej tezy.

Skoro nie oczekujemy od literatury jednoznacznych odpowiedzi, w oparciu o które moglibyśmy skonstruować czarno - biały obraz świata, to czego oczekujemy tak naprawdę? Pytań? Z pewnością, choć nie tylko. Niewątpliwie oczekujemy wskazówek, głosów wielu stron, które mogłyby stanowić fundament sądów, które w przyszłości wydamy. Potrzebujemy refleksji, ale nie pojmowanej jako autorytatywnie wypowiadane stwierdzenie, ale jako pewien przykład rozumowania, który obejmuje sobą umiejętność dostrzegania paradoksów rzeczywistości, zależności pomiędzy poszczególnymi jej częściami i takiego ich łączenia, które nie będzie zakłócane przez fałszywe przesłanki, wyrosłe z mitów kultury, własnych zahamowań czy obowiązującej konwencji społecznej. Taki rodzaj refleksji, podszytej ironią i przepełnionej humorem, a jednocześnie zyskującej wymiar wręcz filozoficzny odnajdziemy choćby w bardzo popularnym cyklu "Świat Dysku" Terry'ego Pratchetta, tworzącym, jak pisał krytyk, "historię ludzkiego szaleństwa". W dziele Pratchetta ironiczny komizm przeplata się z powagą godną najbardziej fundamentalnych kwestii dotyczących egzystencji ludzkiej, tworząc niezwykłą panoramę świata, panoramę złożoną w równym stopniu z pytań jak i z odpowiedzi. Rzecz w tym, że odpowiedzi te nigdy nie są proste i jeśli się pojawiają, to wynikają z nich kolejne pytania, na które odpowiedzieć już musi sam czytelnik.

Jak pamiętamy, nie zawsze tak było. Literatura pozytywistyczna dążyła do czegoś wprost przeciwnego - do jasnego i konkretnego ukazania pewnych właściwości opisywanych zjawisk, zaklasyfikowania ich i jednoznacznego ocenienia, a wszystko to w służbie jednej idei, mającej, według jej entuzjastów, uczynić świat lepszym. Niestety, ta pewna jednowymiarowość w ukazywaniu niektórych problemów połączona z dydaktycznym tonem całości sprawiła, że najbardziej cenione ówcześnie dzieła, takie jak "Nad Niemnem" Elizy Orzeszkowej, pomimo ich wartości czysto literackiej i estetycznej, tracą na aktualności, stają się anachroniczne i popadają w swego rodzaju "niełaskę" czytelników. Przed zapomnieniem bronią ich jedynie filologowie i historycy literatury, zawzięcie umieszczając te książki we wszelkich kanonach lektur szkolnych jako przykłady literatury zaangażowanej, w służbie słusznej idei. Nieprzypadkowo za największe dzieło tamtego okresu uchodzi dziś "Lalka" - powieść, w której autor postawił pytania godne nie tylko epoki, w której przyszło mu żyć, ale i odnoszące się i do naszych czasów. Wyraźnie ukazuje to pewną prawidłowość, rządzącą prawem pamięci o dziełach literackich, mianowicie tą, że niewymuszoną trwałość i "nieśmiertelność" zapewniają sobie i autorom te teksty, które odnoszą się do spraw uniwersalnych, dotyczących każdego człowieka, teksty, których autorzy pamiętali, że odpowiedzi na stawiane pytania będą zmieniać się z każdą epoką, z każdą nową konwencją, ale że same pytania zawsze pozostaną takie same. Wreszcie, nieśmiertelność posiądą ci autorzy, którzy zamiast wpisywać swoje myślenie w obręb przyjętych konwencją swoich czasów sposobów rozumowania o świecie przelewali na papier to, co było w nich ponadczasowe - swoją duszę, swoją wrażliwość, swoje emocje i uczucia, które będąc właściwe im, będą właściwe także tym czytelnikom, którzy po ich dzieła sięgną wiele, wiele lat później. Dlatego poezja Kazimierza Przerwy - Tetmajera zachwyca swoją refleksyjnością tak samo dziś jak niegdyś, zaś twórczość radykalnie programowych pisarzy, niegdyś hołubiona, popada w zapomnienie lub jest traktowana najwyżej jako literacka ciekawostka z epoki.

Chwilowe lub tymczasowe rozbłyski na literackiej konstelacji epok, pomimo iż świecą jasnym światłem, są zwykle efemeryczne i z czasem tracą na znaczeniu. Te efemerydy również wykazywały tendencję do ustanawiania się ostateczną instancją myślenia, zapominając, że od odpowiedzi ważniejsze jest dobrze postawione pytanie, pytanie, które wytrącając ze stanu błogiej nieświadomości rzeczy zmusza do samodzielnego poszukiwania odpowiedzi, przyczyniając się tym samym do poznania swojej własnej osoby, swojego "ja". Literatura zatem nie powinna być pytaniem i odpowiedzią w jednym, powinna być układanką, w której luki i niedomówienia wypełni swoim myśleniem sam czytelnik. Czyż nie taka jest istota twórczości Cypriana Norwida, który zupełnie zlekceważony przez sobie współczesnych odkryty został dopiero w czasach, które jako pierwsze otwarcie zakwestionowały istnienie jedynie słusznych prawd? Poezja Norwida jest pochwałą indywidualizmu, niezależności myślenia i tworzenia, bycia absolutnie sobą i tylko sobą, bycia niezafałszowanego i nie opartego na innych. "Nic od was nie wziąłem" - mówi w jednym z wierszy, zwracając się do wielkich mistrzów romantyzmu, dając jednocześnie dowód swojej pisarskiej samoświadomości i dążności do pełnej niezależności. Niestety, ludzie, którzy wciąż ślepo podążali za wielkimi indywidualnościami epoki romantyzmu lub realizowali ideologiczne plany naprawy świata, które wykształciła następna epoka, nie dostrzegali tego, który mówił im, aby nie oglądając się na otoczone niemalże boskim nimbem autorytety sami odnajdywali sens w czytanych i słyszanych słowach poezji.

Radykalne przewartościowanie, które z indywidualnego odbioru świata przez artystę uczyniło wartość najwyższą, przyszło dopiero na przełomie XIX i XX wieku, wraz z epoką modernizmu i jego wielością kierunków artystycznych, zaś najpełniej objawiło się i rozwinęło w epoce ponowoczesności, która totalnie zaprzeczyła jakiejkolwiek jedności doświadczenia. Pamiętać należy, iż odejście od ustalonych wzorców przedstawiania rzeczywistości w sztuce (realizmu w malarstwie i literaturze) wiązało się początkowo ze skandalami - dość wspomnieć reakcje, jakie towarzyszyły pokazom prac impresjonistów, które przecież z dzisiejszej perspektywy żadnego skandalicznego wrażenia nie wywierają. Ale to był ledwie początek rewolty, polegającej na przeniesieniu prymatu z prób przedstawiania rzeczywistości obiektywnej na jej indywidualne postrzeganie. Świat, którzy przestał być taki sam dla mnie i dla innych ludzi stał się automatycznie światem ciekawszym, światem bardziej wielowymiarowym, światem nieskończonych wariantów, których odkrywanie i rozumienie jest jednym z najwspanialszych wyzwań człowieka współczesnego. Dlatego od literatury współczesnej mało kto oczekuje tego, aby usiłowała ona przedstawiać świat takim, jakim wydaje się być obiektywnie, zaś próby takiego ukazywania rzeczywistości obarczone są dużym ryzykiem niepowodzenia. Od literatury oczekuje się nie obrazowania świata, ale jego interpretowania i wciągania w tą zabawę interpretacyjną jej czytelników. Powieść nie jest już "zwierciadłem które obnosi się po gościńcu", jak chciał tego pewien wybitny powieściopisarz doby realizmu. Powieść jest raczej pryzmatem poprzez który świat rozszczepia się na multum barw, soczewką, która zniekształcając pozwala jednocześnie lepiej dostrzec ukryte aspekty. Jak inaczej wytłumaczyć olbrzymi sukces prozy Thomasa Pynchona, który dokonując na kartach swych książek destrukcji znanego nam jednorodnego świata, ukazuje jego wielowymiarowość, niemożliwą do ogarnięcia. A skoro uświadamiamy sobie, że świat jest już niemożliwy do jednorazowego ogarnięcia, to zadajemy sobie pytanie: czy jednoznaczne odpowiedzi, udzielane wcześniej przez literaturę, nie były kłamstwem? Być może nie były, ale też nie są już prawdą.

Dlatego od literatury oczekuję tych właśnie rzeczy - indywidualizmu, pozwalającego spojrzeć na rzeczywistość okiem innego; pytań, zmuszających mnie do myślenia nad sobą i odpowiedzi, z których rodzą się kolejne pytania; refleksji, która nauczy mnie, jak czytać świat i jego elementy w ich wzajemnych relacjach. Jedno tylko nie zmienia się na przestrzeni dziejów - od literatury wymagamy też prawdy, choćby była to prawda trudna, wieloznaczna lub wewnętrznie sprzeczna, gdyż bez prawdy literatura staje się tylko pustą grą słów, nic nie znaczącym bełkotem, odciągającym nas od sensu naszego istnienia a zatem zabijającym naszego ducha., obudowującym nas szczelnym murem wyrażeń bez znaczenia.