Trudno o dokładne opisanie uczucia miłości. Z pewnością jest to jedno z doznań, których szuka każdy człowiek. Zresztą i do tych, którzy jej nie szukają także przychodzi - sama we właściwym czasie. Pisarze i poeci zawsze wiele mówili o miłości. "Kiedy naprawdę zapragniesz miłości - będzie ona czekać na ciebie" powiedział Oskar Wilde. Miłość kojarzy się nam zwykle z pełnią radości, lecz gdy sami jesteśmy szczęśliwi łatwo także nam unieszczęśliwić innych ludzi. Zwykle bowiem za miłością podąża zazdrość, jak opisał to Erich Maria Remarque: "Zazdrość zaczyna się od powietrza, którym ktoś drugi oddycha". Czy możliwe jest znalezienie kompromisu między miłością i zazdrością? Czy miłość zawsze jest szczęśliwa? Często niestety nie.

Jako pierwszy argument potwierdzający, że miłość nie zawsze jest szczęśliwa, chciałabym przedstawić książkę "Hera moja miłość" autorstwa Anny Onichimowskiej. Główny bohater - Jacek Niwicki - ma szesnaście lat i jest zwykłym, młodym człowiekiem. Uczy się dobrze, jest miły i koleżeński, lecz nieco nieśmiały. Razem ze swoja dziewczyną często palą marihuanę. Zrywają związek, kiedy przestaje im się dobrze układać. Któregoś dnia cos się staje. Do pokoju nieobecnego wówczas Jacka wkrada się razem z kolegą jego brat Michał, który miał zaledwie trzy lata. Chłopcy "buszują" po szufladach i znajdują charakterystycznie pozwijane papiery. Jacek, jak często widział brat, często przytykał do ust jeden koniec a podpalał drugi. Ciekawy, do czego służy takie dziwne zachowanie i przedmioty, mały chłopiec powtarza zapamiętana czynność. Gdy później odnajdują go rodzice, jest już martwy. W tych pozwijanych papierkach znajdowała się marihuana. Pod jej halucynogennym wpływem dziecko wyobraziło sobie sznur, a powiesiło się na prawdziwym. Jacek załamał się, bo nie mógł wybaczyć sobie głupoty. Czuł się odpowiedzialny za śmierć braciszka. Przestał palić "trawkę", wręcz sama myśl o tym sprawiała, że dostawał mdłości. Nie trwa to jednak długo. Wkrótce poznał "Kometę" i wraz z nią zaczął używać amfetaminy i innych mocnych środków. Młody człowiek zaczął coraz bardziej się staczać. Wkrótce doprowadził się do całkowitego wycieńczenia i wylądował w szpitalu na odwyku. Zerwał też kontakty z kolejną swoją "narkotyczną" miłością. Sądzę, że powinien był jej wybaczyć i postarać się pomóc, jeśli naprawdę ją kochał. Ale czy spotkanie i wspólne życie "przy lufce" to miłość? Nie, to zbyt mocne określenie. Wielu ludzi używa słowa "miłość" właśnie na takie romanse i zauroczenia. Nie zdają sobie sprawy, że prawdziwe uczucie jest dużo trwalsze i silniejsze.

Za kolejny argument potwierdzający, że każda miłość jest trochę nieszczęśliwa, może służyć znany film "Armageddon" w reżyserii Michaela Baya. Dziewczyna (grana przez Liv Tyler) zakochuje się w młodym mężczyźnie (Ben Affleck), który pracuje z jej ojcem (w tej roli Bruce Willis) w ekipie nafciarzy na platformie wiertniczej. Ojciec naturalnie nie akceptuje takiego związku, ponieważ chce dla córki kogoś lepszego, niż zwykły robotnik. Jednak rozwój sytuacji rodzinnej popsuty zostaje przez katastrofę kosmiczną - w kierunku ziemi leci asteroida, która zniszczy planetę, jeśli nie zostanie przewiercona i wysadzona bomba atomową. Ojciec bohaterki wraz z jej ukochanym zgadzają się pomóc i lecą w kosmos. Następuje awaria i aby wykonać misję, na asteroidzie musi pozostać jeden z "nafciarzy". Poświęca się ojciec. Młody ukochany powraca na planetę jako bohater. Bohaterka równocześnie cieszy się z powrotu ukochanego i rozpacza po śmierci ojca. Z pewnością chciał dla niej jak najlepiej, ale teraz szczęście w miłości będzie przerywane wspomnieniami i bólem po stracie innej kochanej osoby. Oto prawdziwa miłość, którą tragedia może tylko wzmocnić.

Podobna kombinacja uczucia i poświęcenia pełni dużą rolę w akcji filmu "W matni" Jonathana Kaplana. Dwie bohaterki, nastoletnie Darlene Davis (grana przez Kate Beckinsale) i Alice Marano (w tej roli Claire Danes) zdały właśnie maturę i hucznie świętują. Żądna przygody Alice namawia Darlene na wspólną wycieczkę do Bangkoku. Gdy są w Tajlandii, poznają przystojnego Nicka Parksa, pochodzącego z Australii. Obie przyjaciółki są nim oczarowane. Ku zaskoczeniu bardziej przebojowej i energicznej Alice, Nick interesuje się nieprzystępną i cichą Darlene. Alice oczywiście czuje się urażona a nawet zazdrosna o przyjaciółkę. W końcu Nick proponuje dziewczynom krótką wycieczkę do Hongkongu. Tam okazuje się, że je wykorzystał - w bagażu nastolatek policja znajduje heroinę. Obie przyjaciółki zostają aresztowane i trafiają tymczasowo do więzienia. Warunki tam panujące są straszne. Nie maja żadnych szans na uwolnienie, kara wydaje się być ogromna. W ciągu całej akcji filmu bohaterki próbują wydostać się z więzienia lub przynajmniej złagodzić wymiar kary. Na ostatniej rozprawie otrzymują wyroki - niemal dożywotnie więzienie. Wówczas jedna z przyjaciółek decyduje się wziąć na siebie całą odpowiedzialność i podwójny wyrok w zamian za uwolnienie towarzyszki. Czy w przyjaźni możliwe jest aż takie poświęcenie? W końcu przyjaźń bliska jest miłości i również często nieszczęśliwa…

Z przykładami nieszczęśliwego uczucia spotykamy się oczywiście także w codziennym życiu. Podać tu można jako przykład przypadek pewnej osiemnastolatki. Cała historia zaczęła się pewnego poranka. Do domu, w którym mieszkała wraz z bratem i babcią przyszli policjanci i zaczęli zadawać pytania na temat brata. Zorientowała się, że policja dowiedziała się w jakiś sposób, że chłopak przechowuje narkotyki. Gdy tylko mogła, zawiadomiła o pościgu partnerkę swojego brata, chciała dowiedzieć się, gdzie są tabletki. Ale było już za późno - policja schwytała i aresztowała chłopaka. Dziewczyna była przerażona i zwierzyła się z problemu swojemu chłopakowi. Pocieszał on ja i starał się podnieść na duchu. Kilka dni później, ku zaskoczeniu dziewczyny, brata wypuszczono. Później okazało się, że odzyskał wolność dzięki fałszywym zeznaniom obciążającym… ukochanego siostry. Niesłusznie oskarżony o handel narkotykami trafił do aresztu. Dziewczyna była pewna jego niewinności, ale nie chciała również stracić brata. Ukochany pocieszał ją zza krat - podnosił na duchu, chciał żeby się nie przejmowała i wybaczyła swemu bratu kłamstwo. Ona wiedziała jednak, że tak naprawdę jest załamany, lecz nie chce jej martwić. Kochała obu i trudno było jej wybrać między bratem a chłopakiem. Jeśli zostałaby powołana na świadka na procesie, musiałaby w końcu coś powiedzieć. Doszła do wniosku, że jest gotowa na śmierć, gdyby przyszło jej wybierać. Trudno jej było poświęcić "tego jedynego" nawet dla dobra członka rodziny. Może przecież stracić miłość w imię rodziny lub na odwrót. Czy to sytuacja be wyjścia?

Miłość nie zawsze znajduje szczęśliwe rozwiązanie - ta teza jest prawdziwa. Argumenty to potwierdzają. Miłość nigdy nie jest prostym uczuciem. Tak naprawdę sądzę, że prawdziwa miłość sprawdza się w sytuacjach krytycznych. Nie mamy pewności, że zawsze będzie wygodna, ale mimo to każdemu zależy na Miłości. Paulo Coelho powiedział, moim zdaniem bardzo słusznie, że: "Miłość jest treścią naszego istnienia. Jeśli się jej wyrzekniemy, umrzemy z głodu pod drzewem życia, nie mając śmiałości, by zerwać jego owoc".