Czy nasz świat jest globalną wioską czy labiryntem, w którym możemy się zgubić? Dlaczego właściwie mam czynić takie rozgraniczenie? Sądzę, że oba te określenia są słuszne. W tak wielkiej wiosce jest miejsce na wiele labiryntów, w których mogłabym się zgubić.

Ludzie konstruują swoje życie opierając się głównie na opinii innych, nie swoich przemyśleniach. Najbardziej widoczne jest to w przypadku wszelkich trendów lansowanych przez środki masowego przekazu. Społeczeństwo nie akceptuje jednostek, które nie chcą dostosować się do panującej mody lub przyjąć "powszechnie obowiązujących" poglądów. Ludzie zaczynają żyć tak, jak "trzeba', czyli tak, jak żyją inni. Aby być "na czasie" trzeba ubierać się jak wszyscy, zachowywać, jak wszyscy, lubić to, co "każdy lubi" i, co najgorsze, myśleć jak oni. Takie postępowanie prowadzi do utraty własnych przekonań, porzucenia ideałów i zejścia z wybranej drogi. To właśnie jeden z "wioskowych" labiryntów, lecz ten ma "jedyną słuszną" trasę przejścia.

W najgorszej sytuacji są ludzie młodzi. W końcu dopiero kształtujemy swoje poglądy, a już z każdej strony bombarduje nas strumień "zrób tak…", "słuchaj tego…" czy innych "najlepszy jest…". Media narzucają młodzieży abstrakcyjny system wartości i wizerunek człowieka doskonałego. W pewnym momencie nie wiemy już, kim naprawdę jesteśmy, przykro nam tylko, że tak wiele brakuje nam do "doskonałości", wydaje się nam, że jesteśmy nienormalni. W końcu, ponaglani płynącą ze wszystkich stron propagandą, wkraczamy w labirynt i z całych sił usiłujemy dogonić "normalnych".

Za doskonały przykład absurdalnej propagandy uważałam zawsze kreowanie ideału ciała mężczyzny i kobiety. Kobieta idealna powinna być, przynajmniej według mediów, a szczególnie reklam, jak najbardziej podobna do modelek - chuda niemal do granicy anoreksji, o długich nogach i twarzy prosto spod skalpela. Wiele nastolatek pod wpływem takich reklam popada w kompleksy i próbuje się upodobnić do "ideału" nawet kosztem swojego zdrowia. Mężczyzna natomiast winien być umięśniony i wysportowany, nie przeszkadza też "gangsterska" biżuteria. Na szczęście chłopcy mniej się przejmują telewizyjnymi ideałami.

Kolejną sprawą jest moda. Jeśli ktoś nie ubiera się tak, jak nakazują źródła propagandowe, nie zostanie przyjęty do żadnego grona. Jeśli nie podąża się za modą, jest się postrzeganym przez wielu jako człowiek gorszy, głupszy i nie warty zainteresowania. Uganianie się za modą nie sprzyja tolerancji. Gdy ktoś ubiera się inaczej, należy do jakiejś subkultury lub po prostu ma swoje własne upodobania często jest krytykowany lub odrzucany. To dla wielu bardzo duża przykrość. Sądzę, że takie postępowanie w sprawie tak mało naprawdę ważnej, jak ubranie, może w końcu spowodować katastrofalne skutki - nietolerancję, agresję i segregację ludzi na lepszych i gorszych.

Wielu ludzi, gdy wiedzą, że są w mniejszości, w ogóle nie przyznaje się do własnych poglądów. Boją się, "co ludzie powiedzą". Na świecie jest tak wiele konfliktów, bo ludzie nie słuchają się nawzajem. W życiu młodego człowieka jest zbyt wiele opinii rówieśników, propagandy mediów i rad, bądź poleceń rodziców, a za mało czasu na własne przemyślenia. Pod wpływem tylu głosów, młodzi ludzie zaczynają się gubić w labiryncie, z którego nie ma wyjścia. Ciągle szukamy swojej drogi, ale rzadko komu się to udaje. Metodą prób i błędów usiłujemy dociec, co tak naprawdę jest ważne, staramy się zbudować swój pogląd na świat.

Mogłabym dalej wyliczać przykłady, ale wniosek jest już jasny. Świat jest globalną wioską, bo w gruncie rzeczy cała ludzkość ma podobne problemy. Jest zarazem labiryntem, którego poszczególne odgałęzienia oznaczają skutki naszych wyborów, tak niestety często będących efektem mody i kompromisu. Musimy odnaleźć się w globalnej wiosce, a jednocześnie nie zgubić w labiryncie. Nie jest to łatwe, ale warto spróbować. W końcu najlepsza jest zawsze nasza własna droga.