Szanowni państwo! Opowiem historię, która zdarzyła się bardzo dawno temu, za czasów mojej młodości. Jest to okres gdy byłem koniuszym u pana mego - króla Riwalena, władcy rozciągłych ziem lońskich - a służyłem tam już wtedy wiele lat. Mija już prawie trzydziesta zima jak król dowiedział się, że pod władaniem jego przyjaciela, króla Marka z ziem Kornwalijskich, doszło do wewnętrznych konfliktów. W towarzystwie swych najwierniejszych sług, pospieszył Riwalen na pomoc współwładcy. Po chwalebnym zwycięstwie, w geście wdzięczności, Marek postanowił oddać przyjacielowi za żonę swoją siostrę o nadzwyczajnej urodzie i wdzięku o imieniu Blancheflor. Ślub się odbył jeszcze w kraju rodzinnym panny młodej. Zaraz po nim, młodego małżonka doszła przykra wieść o ataku dawnego wroga Morgana na jego królestwo. Pospieszywszy do ojczyzny z brzemienną młodą żoną, pozostawił ją pod opieką marszałka dworu Rohałta, a sam wraz z najodważniejszymi baronami i rycerzami, ruszył do boju o wolność!

Dzielnemu władcy los przeznaczył przykre zadanie, gdyż nie wrócił już z tej wyprawy. Niegodziwy diuk Morgan stosując chwyt podstępny, dokonał mordu na królu Riwalenie. Całe królestwo zapadło w żałobę po tej stracie, gdyż wszyscy kochali i szanowali władcę - jedynie jego żona Blancheflor nie płakała po utracie męża, choć ta strata zmieniła ją z wesołej i żywiołowej kobiety, w smutną i posępną. W cztery dni po tej wielkiej tragedii, królowa porodziła wielce upragnionego potomka. Był to syn, któremu nadała imię Tristan - gdyż urodził się poprzez smutek i cierpienie. Nie nacieszywszy się nim, zaraz potem umarła. Małego księcia przygarnął wierny sługa Rohałt, który podając chłopca za swego syna, wychowywał wraz z innymi dziećmi.

Po siedmiu latach nadszedł czas aby zapowiadającego się na przystojnego młodego mężczyznę Tristana oddać na porządne wychowanie rycerskie. Tutaj właśnie pojawia się moja osoba w tej dramatycznej historii. Zadaniem powierzonym mi było wykształcenie młodego księcia lońskiego na godnego rycerza, a będąc pojętnym uczniem prędko chłonął wszystkie potrzebne mu umiejętności. Zdolność do władania rękojmią i łukiem miał niezwykłą, a jego ciosy były tak trafne, że przyrównywano je do precyzyjnych pchnięć Robina z Locksley - legendarnego łucznika. Jednak moja nauka i przebywanie z Tristanem nie ograniczała się jedynie do sztuk walki. Od dziecięcia przekazywałem mu wstręt do podstępu, kłamstwa i wszystkich przejawów wojennej zdrady, jako do najgorszych zachowań postępowania rycerskiego. Młody Książe wykazywał wszechstronne zdolności, tak że jak raz usłyszał piękną melodie grajka, tak się nad nią rozczulił, że przysiadł i niebawem sam pogrywał na instrumencie. Był to czas, kiedy tajemnicę o jego królewskim pochodzeniu znał tylko Rohałt, dlatego czcił młodzieńca jak króla, którym w rzeczywistości być powinien, i kochał jak rodzone dziecko.

Pewnego dnia nieszczęśliwego, grupa kupców norweskich podstępem poprowadziła łatwowiernego Tristana na statek, aby uczynić z niego zdobyczne ciało. Jako mi Tristan później opowiedział, dopiero po ośmiu dniach i tylu tez nocach, podczas których statek prowadzony był ciężkimi wichrami, porywacze pojęli swój fatalny błąd i uwolnili księcia wysyłając go w morze na czółnie przysięgi. Morze natychmiast rozprostowało swe fale a wiatry przybrały przychylny ton. Młodzieniec spał w spokoju, dopóki nie dobił do lądów Kornwalii, nie wiedząc jeszcze że kraj ten był ziemią rodzimą jego matki. Wykorzystując swoje niebywałe zdolności łowieckie zabłysnął wśród ludu i został zaprowadzony przed oblicze samego króla Marka - wuja, o którym jeszcze nie wiedział. Przez trzy wiosny wiernie służył temu władcy, będąc obdarowany takim zaufaniem, że nawet sypiał w królewskiej komnacie, z lutnią u boku, jako towarzyszką smutków. Pewnego roku wraz z nastaniem zimy, w Kornwalii zjawił się Rohałt, dawny stróż Tristana, w otoczeniu zacnych baronów lońskich. Przywiódł niepokojące wieści o szerzącym się bezprawiu na ziemiach dojrzałego już natenczas księcia, a zamiarem jego było przywołanie młodzieńca do sięgnięcia po swoje ziemie i obowiązek. Tristan dostał od swojego wuja najlepsze wyposażenie rycerskie wraz ze statkami, na których ruszył przez może, aby wyzwać i pokonać podstępnego Morgana. Pomimo zwycięstwa i powodzenia, mój wychowanek nie odczuwał szczęścia. Jego troski były poświęcone rozterce między służbą u Marka, który go potrzebował i obowiązku objęcia władzy w swoim zaniedbanym kraju. W końcu zdecydował się oddać władzę nad ziemią lońską wiernemu Rohałtowi i radzie baronów, a sam pospieszył do utęsknionego wuja.

Nie odnaleźliśmy tam jednak szczęścia, tylko rozpacz i łzy, a było to spowodowane niecnymi zamiarami króla irlandzkiego do corocznej wyprawy po łupieżcze zdobycze. Po stronie Irlandii stanął wielki i postawny Morhołt, którego samo imię wzbudzało w nas wszystkich szacunek i drgawki strachu. Jeden Tristan nie okazał strachu i podjąwszy walkę, zdobył zwycięstwo dla siebie, dla kraju i dla swojego wuja - zwalniając do od bezprawnego haraczu. Odwaga nie uchroniła młodego rycerza od poniesionych ran, które by6ły tak rozległe, że powaliłyby każdego innego śmiertelnika. Męskie ciało nie miało szans przeciwko potwornej truciźnie Morhołta. Ufając falom morskim, Tristan nakazał aby spuszczono go w czółnie w objęcia morza. Dryfował bez celu przez wiele dni, a my czekaliśmy na ziemiach Kornwalii niepewni czy żyw jeszcze, czy już po tamtej stronie. Ku radości wszystkich, Bóg podarował mu kolejną szansę, a magicznym lekarstwem okazała się Izolda Jasnowłosa, irlandzka księżniczka. Przypadkowi rybacy odnaleźli mojego młodzieńca płynąc za tajemniczym pogłosem pięknej muzyki, który doprowadził ich do nieprzytomnego Tristana, wyłowiwszy go zaprowadzili przed oblicze księżniczki. Izolda posiadła po swej matce tajemną zdolność wykorzystywania ziół do zaklęć i eliksirów, które ponoć nawet zmarłego mogłyby ożywić. Czy prawdą to jest - tego nie wiem, ale mojego Tristana z bliskich ramion śmiertelnej siły z pewnością wydarła. Po wielotygodniowej rekonwalescencji powrócił młodzieniec zdrów i piękny jak nowy, i opowiedział nam co mu się przytrafiło.

Lekkość ducha trwała bardzo krótko, gdyż przeciwko mojemu uczniowi postanowili wystąpić najgorsi baronowie Kornwalii, którzy znienawidzili młodzieńca za niezwykłą odwagę, męstwo i przychylność króla. Postanowili nie dopuścić do tego, aby starzejący się bezdzietnie Marek pozostawił swoje królestwo Tristanowi. Baronów było czterech, a kryli się pod tymi imionami: Andret, Gwenelon, GondoinDenoalen. Po wykryciu tej zdrady, król postawił ich przed najsurowsza karą, skazując na śmierć. A na Gwenelonie ja sam dokonałem pomsty tego występku… Zdrajcy posądzili siostrzeńca króla Marka o konszachty z diabłem, w ten sposób tłumacząc pomyślność jego losu z tak wielu pozornie beznadziejnych sytuacji. Postawiony przed sytuacją bez wyjścia, król przystał na warunki baronów, zgadzając się na pojęcie za żonę kobietę o złocistych włosach, której wcześniej nie znał - niewiastą okazała się wybawicielka młodego bohatera - Izolda. Rycerz postanowił sam przywieźć swojemu wujowi małżonkę o Jasnym Warkoczu. Wyposażony w bogato zaopatrzony statek z dobrami kupieckimi, w mojej obstawie, z setką najprzedniejszych żołnierzy, wyruszyliśmy w stronę odległym ziemiom Irlandii płynąc do Weisefort. Dotarłszy do tych ziem musiał rycerz zmierzyć się z gnębiącym ten kraj smokiem, w walce ponownie został śmiertelnie ranny ale nie padł na ziemię raniony smoczą trucizną, dopóki nie pokonał tego nieprzeciętnego rywala. Pomocy nie można było znaleźć, gdyż towarzysze Tristana nie wiedzieli u kogo szukać pomocy. Dopiero gdy przypadkiem podczas konnego spaceru natknęła się na rannego Izold Jasnowłosa mogła po raz kolejny udowodnić cuda jakie potrafią czynić jej magiczne napoje. Drugi raz uratowała życie młodemu wojakowi, a podczas jego rekonwalescencji dziewczyna dowiedział się o prawdziwym pochodzeniu tego dzielnego mężczyzny, w którym rozpoznała zarazem swojego wybawiciela od bezwzględnego łupieżcy Morhołta, jak i pięknie grającego na lutni muzyka, którego już raz udało jej się uratować. Stosując chytry podstęp i prosząc o pomoc Boga, udało się mojemu wychowankowi oczyścić z wszelkich win zarówno przed irlandzkim królem jak i przed zgromadzeniem jego baronów, tym samym zdobywając młodą piękność jako żonę dla swojego wuja. Przed ostatecznym odjazdem, matka przyszłej panny młodej wręczyła jej wiernej służce Brangien mały flakonik wina - był to magiczny napój miłosny, którego sporządzenie okazało się tak tragiczne w skutkach…

Kierują się już w stronę ojczyzny nastał nas ogromny żar słoneczny a nieba. Nie mając nic innego przy sobie do zaspokojenie pragnienia, Izolda i Tristan sięgnęli po mały flakonik i wspólnie wypili magiczny napój przeznaczony dla króla i jego panny młodej. Zaznając miłość, jednocześnie zaznali swoją śmierć. W sekundę spłynął na nich potok żarliwych uczuć i namiętności, tak że nie znać nić potężniejszego od tej siły miłosnej. Po dobiciu do Tyntagielu bardzo szybko odbył się ślub Izoldy z Markiem, ale młoda króla nie mogła zaznać szczęścia, gdyż dzieliła najszczersze uczucia z innym mężczyzną, który kochał ją równie szczerze i płomiennie. Choć wszystko było trzymane w tajemnicy, widać było jaką miłością do siebie pałają. Czujnością wykazali się czterej zdradzieccy baronowie, którzy przedłożyli królowi ową tajemnicę. Bez siebie kochankowie nie potrafili żyć i tak ich ciała jak duszę więdły pod wpływem trwającej rozłąki. Aby móc dzieli ze sobą choć krótkie chwile, spotykali się w graniczącym z zamkiem sadem. Baronowie udaremnili i te chwile radości szukając możliwości pogrążenia mojego księcia. Bóg jednak wkroczył w łaski młodych kochanków i nie dopuścił aby zdrajcom udało się zakłócić ich szczęścia. Idylla nie trwała długo i spryt małego karła Forcyna przerósł możliwości Tristana i doprowadził do wydania całej sytuacji, za co oboje młodych skazano na śmierć. Tu się kończy jedynie moją część historii, gdyż dalszą mógłby opowiedzieć sam Bóg, jako świadek dalszych chwil kochanków…