W III. cz. "Dziadów" Adam Mickiewicz wypowiedział się na temat sytuacji Polski i powstania w sposób najbardziej dobitny i jednoznaczny. Przedstawił tam również pewien tym bohatera, jednostki, która powinna poprowadzić ów naród do zwycięstwa. Postacią tą jest Konrad - najbardziej znany bohater romantyczny. W tej części "Dziadów" oglądamy go jako postać wybitną, ale i dramatyczną, rozdartą wewnętrznie.

Konrad reprezentuje Polaków, którym leży na sercu los ojczyzny i poznajemy go w chwili, kiedy zostaje uwięziony przez carską policje. Jest to wynikiem procesu, jaki był przeprowadzony w tym czasie na działaczach stowarzyszeń: Filomatów i Filaretów, które główną swą działalność prowadziły w Wilnie. Carat upatrywał w tych grupach zagrożenie dla swojej władzy oraz oskarżał ich o antyrosyjską działalność konspiracyjną. Dlatego też postanowiono je rozwiązać, a działaczy zesłać na Syberię, albo w gdzieś w głąb Rosji. Konrad właśnie trafia po takich aresztowaniach do więzienia. Trafia tam jednak jako romantyczny kochanek Gustaw. Wtedy zachodzi w nim przemiana. Zrozumiał, że nie miłość do kobiety jest najważniejsza, ale miłość do ojczyzny. Dlatego też pisze swe imię - Gustaw i przekreśla je, a pod spodem pisze imię Konrad. Wtedy to umiera romantyczny kochanek, a rodzi się bohater narodowy. Postanawia w pojedynkę wyswobodzić kraj z okupacji i dać mu wolność.

Kiedy czytamy tę opowieść widzimy jak wielkie jest rozdarcie Konrada, i jak wielkie trapią go niepokoje. Jest związane z odpowiedzialnością, jaką na siebie wziął. Poza tym, wyczuwa też swoją niemoc wobec zaplanowanych celów, wie, że może mu się nie udać, chociaż porównuje się do Boga i stawia prawie na równi z nim. Kulminację tego obserwujemy chociażby w "Wielkiej Improwizacji". Konara tak bardzo kocha swą ojczyznę, że jest w stanie uczynić wszystko. Dlatego też w żaden sposób nie może zrozumieć, dlaczego Bóg pozwala na taką krzywdę dotykającą jego rodaków. Stąd tak ostre wystąpienie Konrada, które uznawane jest za największy bunt przeciwko Bogu, jaki do tej pory pojawił się w literaturze. Dlatego też Konrad wyrzuca Bogu jego postępowanie i mówi, że Mądrością on może i jest, ale na pewno nie jest Miłością, jak sam mówi:

"Kłamca, kto ciebie nazwał miłością,

Ty jesteś tylko mądrością."

Konrad wierzy, że Bóg jednym skinieniem mógłby zmienić sytuację Polski - dać jej wolność, ale nie chce tego uczynić z niewiadomych względów. Konrad uważa, że to z powodu niesprawiedliwości jego sądów, które w jakiejś mierze przyczyniły się do kryzysu w państwie polskim, poeta pisze:

"Nie patrzysz jak w zawiłe zrównanie rachunku;-

Jeśli miłość jest na co w twym świecie potrzebną

I nie jest tylko omyłką liczebną.."

W monologu Konrada Bóg jawi się nam jako ktoś zły, tyran wręcz, który odnajduje przyjemność w gnębieniu narodu polskiego. Bohater posuwa się coraz dalej, obwinia Stworzyciela za wiele klęsk i niepowodzeń, które dotknęły Polskę. W pewnym momencie jest już tak rozsierdzony, że Bóg w żaden sposób nie reaguje na jego wyzwiska i krzyki, że w amoku i gorączce prawie nazywa Boga Carem, ale tym czasie mdleje z wycięczenia, a słowo to dopowiada diabeł:

" Krzyknę, żeś Ty nie ojcem świata, ale...

(carem)".

W podobny sposób, można by powiedzieć, zachowują się ludzie w dzisiejszych czasach. Często spotykamy się z faktem, że ktoś bluźni przeciwko Bogu. Wznosi do niego pretensje o coś, co się wydarzyło złego. Obwinia Boga, że to z jego winy, że ton spowodował wszystkie nieszczęścia, które spadają na człowieka, bo skoro jest wszechmocny, to również zło jest w jego władaniu. Dlatego obserwujemy dzisiaj odejście ludzi od kościoła, od Boga.

W taki też sposób myśli bohater "Dziadów". Nie widzi on w Bogu dobroczyńcy, do którego mógłby wznosić modlitwy o pomoc. Upatruje w Bogu przeciwnika, który robi wszystko by zaszkodzić jemu, jego rodakom. Postanawia, że poradzi sobie sam, że Bóg nie jest mu do niczego potrzebny, jak mówi

"Jam tu, jam przybył, widzisz, jaka ma potęga!

Aż tu moje skrzydło sięga". (...)

Ja mistrz!

Ja mistrz wyciągam dłonie! (...)

Depcę was, wszyscy poeci

Wszyscy mędrcy i proroki."

Jednak szybko uświadamia sobie, że nie poradzi sobie w pojedynkę z całą armią carska, a jeszcze w dodatku za przeciwnika postawił sobie Boga. Pogłębia to jego dramat i wewnętrzne rozdarcie, gdyż bardzo chce ratować Polskę, ale nie ma na to siły.

Największym grzechem i błędem Konrada jest jego pycha. Stawia się na równi z Bogiem, czego ten nie może tolerować. Dlatego też Konrad nie uzyskuje żadnej odpowiedzi od Wszechmocnego, ponieważ na to nie zasługuje. Jak wiemy Bóg odpowiada pokornemu księdzu Piotrowi zsyłając na niego wizję losów Polski. Konrad popełnił grzech i nie może dostąpić tego zaszczytu. Taką postawę bohatera romantycznego krytykował chociażby inny wielki poeta romantyzmu Słowacki, który wskazywał, że sama jednostka, choćby najsilniejsza, nie poradzi sobie samotnie w walce z wrogiem.

Konrad jest pewien swej potęgi, nie czuje się słaby. Jednak czytelnik z pewnością ma świadomość tego, że Konrada się myli. Jest tak zaabsorbowany swą istotą, swym mistycznym uniesieniem, że wygaduje takie rzeczy, których nigdy nie byłby w stanie spełnić.

Podobnie dzisiejszy człowiek często ma wrażenie swej wielkości, uważa się za równego Bogu, bo jest bogaty i wpływowy, ale kiedy spada na niego nieszczęście, wtedy widzi, że jest nic nie znaczącym człowiekiem, bo tylko Bóg może sprawić cud.

Widzimy więc, że ten wielki egocentryzm i egotyzm - indywidualizm, doprowadza Konrada do klęski jego postawy. Jego jednostkowa moc jest jakby powtórzeniem mitu Proteuszowego. Objawia się to właśnie w tym, że pycha przemawiająca przez Konrada pozwala mu wierzyć, że jest w stanie oswobodzić naród i dać mu wolność. Z taką postawą wiąże się inny ważny element znamienny dla bohatera romantycznego - a mianowicie samotność. Ktoś traki, jak Konrad wierzący w swą jednostkowość wyrasta ponad społeczeństwo, ponad innych. Traci z nimi kontakt, bo uważa siebie za kogoś lepszego, artystę i mistyka. Twierdzi, że nikt nie może zrozumieć jego wielkości, dlatego jest skazany na samotność. Nie ma z kim porozmawiać, a jedyny adekwatny rozmówca, który zdaniem Konrada jest mu równy, to Bóg, ten jednak odmawia rozmowy z tak pysznym i egocentrycznym bohaterem. Konrad wybiera samotność, bo uważa, że tylko w taki sposób jest wstanie znaleźć siłę i moc do samotnej walki. Poza tym, nikt nie może mu pomóc, bo taki jest model bohatera romantycznego - musi działać sam.

Dziś również obserwujemy taką sytuację. Wielu ludzi traci kontakt z otoczeniem, przyjaciółmi. Zamyka się w domu, bo uważa, ze świat zewnętrzny, inni ludzie nie są mu do niczego potrzebni. Może tak być do póki wszystko z takim człowiek jest w porządku, ale co, kiedy choćby zachoruje? Wtedy nie ma nikogo, kto mógłby się nim zająć, pomóc. Dlatego też widać tu powinowactwa do postawy Konrada. Postawił się tak wysoko ponad społeczeństwem, że nie może już nikogo poprosić o pomoc w walce dla ojczyzny, a przecież nie jest on jedyną osobą, której zależy na odzyskaniu niepodległości. Gdyby zebrał więcej osób, nie musiałby się zadręczać, że nie może nic zrobić. Wspólnymi siłami mogliby zdziałać więcej. W taki sposób argumentuje też Prezes z "Kordiana" Juliusza Słowackiego, który odwodzi powstańców od zamachu na cara, którego dokonać chce Kordian, postanawia to zrobić w pojedynkę, ale tchórzy i zostaje schwytany.

Jednak bohater romantyczny nie może tego uczynić, musi toczyć bój w swej duszy i zmagać się z przeciwnościami. Pragnie chwały i zwycięstwa, które będzie mógł przypisać tylko sobie. Jak mówi w "Wielkiej Improwizacji":

"Chce czuciem rządzić, które jest we mnie;

Rządzić jak Ty wszystkimi zawsze i tajemnie (...)

Ja chcę mieć władzę, jaką ty posiadasz,

Ja chcę duszami władać, jak Ty nimi władasz (...)

Daj mi rząd dusz!"

Widzimy tu jak wielkim egoistą jest Konrad. Stawiając się na poziomie Boga, pragnie uzyskać taką władzę jak posiada sam Bóg. Wydaje się, że dla niego najważniejsze jest właśnie to, by mieć ogromną moc, by zaspokoić swą żądzę władzy, a los Polski to rzecz drugorzędna, bo gdyby było inaczej to chciałby walczyć wspólnie z innymi powstańcami. Razem mogliby coś zdziałać, ale Konrad nie chce dzielić się swą władzą i ewentualnymi zasługami - traci na tym i on, ale i Polska.

Widzimy jak wielki był dramat tej postaci. Z jednej strony rozdzierała go myśl o Polsce, o rodakach, którzy wywożeni są na Sybir, o narodzie, który utracił wolność; z drugiej strony zaś nie mógł przemóc własnych ambicji, chęci władzy. Taka postawa z pewnością zaszkodziła Polsce, choć i dzisiaj możemy nie raz zaobserwować takie sytuacje w polityce, a więc widzimy, że przesłanie dzieła Mickiewicza w ogóle się nie zestarzało.