Motyw ludowości jest bardzo ważny dla poezji i sztuki romantycznej. Wielu pisarz przedstawia w swych utworach motywy zaczerpnięte z tej tradycji. Wydaje się jednak, że najlepiej widać to na przykładzie dzieł Adama Mickiewicza. W jednym ze swych wczesny wierszy pochodzącym z tomu "Ballady i romanse" mamy właśnie takie nawiązania.

W balladzie "Romantyczność", która jest uznawana za manifest poezji romantycznej, ukazana jest Karusia oglądająca ciało swego zmarłego kochanka Jasieńka. Nikt inny, poza nią go nie widzi. Zebrany lud wierzy jednak dziewczynie, tylko jeden starzec twierdzi, ze dziewczyna majaczy, ze jest chora psychicznie. Również narrator ujawnia swe poparcie dla biednej dziewczyny. Starzec jednak wciąż twierdzi, że dziewczyna nie może nic widzieć, gdyż duchy nie istnieją. Wtedy ponownie ujawnia się narrator i w raz z ludem stwierdza, że dziewczyna nie widzi, ale czuje, a to jest ważniejsze od wzroku. Emocje i uczucia przemawiają mocniej niżeli empiryczne dowody. Cała ballada kończy się najbardziej chyba znanym wersem z poezji romantycznej: "Miej serce i patrzaj w serce", który mówi o tym, że powinniśmy równie mocno "spoglądać" zmysłami, jak i "sercem i uczuciami". Ja mówi narrator: "Czucie i wiara silniej mówi do mnie, Niż mędrca szkiełko i oko". Według romantyków świat zbudowany jest zarówno z takich elementów, które postrzegamy zmysłami, ale i również z takich, których nie zobaczymy, jeśli nie będziemy umieli doznawać uczuć. Tylko w taki sposób możemy zobaczyć świat i w całej okazałości.

W kolejnym utworze pt. "Świteź" mamy ukazaną historię jeziora, z którego każdej nocy wydobywają się różne dźwięki i odgłosy. postanowiono więc zbadać cóż takiego kryje się w głębi jeziora i zarzucono sieci. Kiedy wyciągnięto sieci okazało się, że złapała się w nie kobieta, która mieszka na dnie jeziora. Opowiedziała ona historię o pewnym mieście, którego król ruszył na odsiecz innemu miast, wtedy to podstępni Rusini, wiedząc, że w mieście nie ma wojska, zaatakowali. Mieszkańcy miasta prosili Boga o śmierć, by nie zostać shańbionym. Wtedy to miasto zostało zalane ogromna wodą, ale ludzie zamienili się w rośliny. Od tamtej pory każdy Rusin, który dotknął takiego człowieka-roślinę umiera.

W podobnym tonie utrzymana jest ballada "Świtezianka". Każdej nocy pod pięknym modrzewiem spotyka się para młodych ludzi. Chłopiec prosi dziewczynę wyznając jej miłość, by zamieszkała z nim w jego domu. Dziewczyna chętnie się zgadza, a młodzieniec nie domyśla się podstępu. Kiedy chłopak wraca do domu z jeziora ukazuje mu się piękna kobieta, która wzywa go do siebie, ten zauroczony jej urodą kieruje się w jej stronę. Wtedy dostrzega, że to ta dziewczyna, której wyznawał miłość i przysięgał wierność. Spotyka go surowa kara za złamanie obietnicy: zostaje zaklęty na zawsze pod modrzewiem, pod którym się spotykali.

Do ludowego obrzędu dziadów odwołuje się poeta w II. Cz. "Dziadów". Jest to stara, pochodząca z Litwy tradycja, której przedmiotem było odprawianie tajemniczego misterium ku pamięci osób zmarłych. Początkowo były to spotkania jawne, kiedy jednak zapanowało chrześcijaństwo zakazano kultywowania tej tradycji uznając ją za pogańską. Od tego czasu obrzędy odprawiano potajemni w opuszczonych domach koło cmentarzy lub w pustych kaplicach.

Obrzędy dziadów organizowano w pełnej tajemnicy, zbierano się w nocy, w wyznaczonym miejscu. Nie palono nawet świec, by nie zdradzić się przed niepożądanymi osobami, całe spotkanie odbywało się więc w ciemności.

Przygotowywano wpierw stół, suto zastawiony różnymi potrawami, które przeznaczone były dla zgłodniałych w zaświatach duchów. Kiedy wszystko było już gotowe, okna i drzwi pozamykane, Guślarz - przewodniczący całej uroczystości - rozpoczynał uroczystość wywołując pierwsze duchy, w czym pomagał mu chór zebranych ludzi.

Na początku przywoływano zawsze duchy lekkie, posiadające małe przewinienia. Zwykle po niedługiej chwili duch się pojawiał i rozpoczynał swoją opowieść, mówił o swoich przewinieniach poczynionych za życia na ziemi. Mówił, czego potrzebuje do zbawienia. Po wysłuchaniu opowieści ducha, zebrana ludność podejmowała decyzję w jaki sposób może pomóc zbłądzonej duszy. W przypadku duchów słabych taka pomoc była zwykle możliwa, czasem wystarczyło dać do skosztowania gorczycę.

Później przywoływano duchy średnie. Ich przewinienia były poważne, ale nie najcięższe. Tutaj nie było pewności co do wyroku o możliwości pomocy. Zwykle można było pomóc takiemu duchowi, lecz nie było to regułą.

Po duchach lekkich przychodził czas na spotkanie z duchami, na których sumieniu ciążyły grzechy poważne. Ich pojawieniu towarzyszyły często dziwne i niepokojące zjawiska, np. pojawiały się nagle ptaki, słyszano różne głosy, błyski światła. Takie duchy nie mogły zazwyczaj otrzymać pomocy od ludzi, gdyż ich przewinienia były zbyt ciężkie. Skazane były na wieczne potępienie. Mogły być za to wielką przestrogą dla ludzi uczestniczących w obrzędzie.

Każde z takich spotkań z poszczególnymi duchami kończyło się słowami Guślarza: "A kysz! A kysz!"

Obrzędy te trwały przeważnie całą noc, aż do pierwszego piania koguta kiedy to zaczynało świtać. Wtedy Guślarz kończył Dziady i zebrani rozchodzili się do domów.

Kiedy czytamy "Pana Tadeusz" i obserwujemy życie w dworze Sopliców, nasuwa się nam z pewnością pytanie o to, jak wiele jest w ich codziennym życiu tradycji. Bo nie ulega wątpliwości, że Mickiewicz chciał przedstawić swoich rodaków jako naród gloryfikujący i sławiący to, co pochodzi od ich ojców. Jak mówi Bartek zwany Prusakiem:

"Ilekroć z Prus wracam chcąc zmyć się z niemczyzny

Wpadam do Soplicowa jak w centrum polszczyzny".

Pierwszym argumentem, który może potwierdzać tezę o tym, że w Soplicowie dbano o polskość i polską tradycję są wspomniane już słowa Bartka, który odnajdywał u nich ostoje polskości, i rzeczywiście, ich domy wypełniony był różnymi rzeczami, które kojarzyły się z Polską, jej historią. Poeta daje tego opis już w pierwszej księdze:

I też same portrety na ścianach wisiały.

Tu Kościuszko w czamarce krakowskiej, z oczyma

Podniesionymi w niebo, miecz oburącz trzyma;

(...)

Dalej w polskiej szacie

Siedzi Rejtan żałośny po wolności stracie.

(...)

Dalej Jasiński, młodzian piękny i posępny,

Obok Korsak, towarzysz jego nieodstępny.

Wszystko w u Sopliców przesiąknięte jest polskością. Choćby krótka chwila u nich pozwalała poczuć się jak w wolnym kraju, w wolnej Polsce. Na ścianach widniały obrazy i portrety wielkich polskich patriotów, którzy kiedyś przelewali krew za swój ukochany kraj. Najważniejsze miejsce jednak zajmuje zegar, wielki i dostojny, do którego podszedłszy Tadeusz "...z dziecinną radością pociągnął za sznurek, by stary Dąbrowskiego posłyszeć mazurek."