W cyklu trenów Kochanowski dokonuje rozrachunku z filozofia życiową oparta na filozofii stoickiej, popularnej także w czasach odrodzenia. Stoicyzm to szkoła filozoficzna, która zrodziła się w kręgu kultury ateńskiej trzy wieki przed naszą erą. Stoicyzm opierał się na przekonaniu, ze wszystko to, co jest zgodne z rozumem, musi też być zgodne z samą naturą, zaś wszystko to, co zgodne jest z natura musi być jednocześnie dobre. Zadaniem człowieka jest rozpoznać, co jest zgodne z rozumem i natura, a posiądzie wówczas cnotę. W filozofii stoickiej jedyną i najważniejszym dobrem moralnym była właśnie cnota, rozumiana jako rozpoznanie dobra. Zaś samo rozpoznanie miało wystarczyć do czynienia dobra, człowiek, który wie, co jest zgodne z natura, będzie postępował słusznie i moralnie. Z tych rozważań wyłonił się postulat umiaru we wszelkich przejawach życia, prowadzący wręcz do obojętności. Ideałem stoików był rozumny mędrzec, który nie ulega emocjom, kieruje się wyłącznie rozsądkiem. Obojętność i zgoda na wyroki losu miały towarzyszyć nawet najtrudniejszym chwilom w zżyciu człowieka, a więc nawet utracie najbliższych.

Założenia epikureizmu były pod wieloma względami podobne, Jan Kochanowski był zwolennikiem oby tych systemów starożytnych filozofii i dawał temu wielokrotnie wyraz w swej twórczości. Z jego utworów wypływa postulat życia z umiarem i rozsądkiem, tak zwana idea "złotego środka". Spokój i opanowanie winny towarzyszyć człowiekowi w każdej sytuacji.

Jednak śmierć ukochanej córki jest zdarzeniem zbyt okrutnym, by móc je przyjąć w spokoju, by nie poddać się rozpaczy i zwątpieniu. W trenach zostaje ukazany kryzys światopoglądowy, załamanie się idei stoickiego znoszenia ciosów. "Tren XVI" jest skargą na los. Podmiot liryczny został okrutnie doświadczony przez los, stracił ukochaną osobę, strata jest bezpowrotna, nie można już nic zrobić, to poczucie bezsilności jest powodem rozpaczy. Jest to okazja do rozważań na temat zmiennych kolei losu, kaprysów fortuny, która jednego dnia może przemienić bogacza w żebraka, a biedaka w bogacza. Przeznaczenie dosięga każdego, a przeciw jego wyrokom człowiek jest bezradny. Takie rozumowanie jest argumentem na rzecz stoicyzmu, skoro nie można nic zrobić, niw ma sensu się zamartwiać. A jednak podmiot liryczny czuje straszne cierpienie, pogrąża się w rozpaczy. Jednocześnie rozważa ten swój stan dość logicznie i świadomie, zastanawiając się, dlaczego tak jest, dlaczego nie potrafi zdobyć się na spokój, obojętność i dystans. Pewnym usprawiedliwieniem jest dla niego przykład Cycerona, zdeklarowanego zwolennika stoicyzmu, który jednak nie zniósł śmierci córki, Tulii, pogodnie i z opanowaniem. Jest to dowód na to, ze nawet stoicy nie są zdolni do tłumienia uczuć:

"Przecz z płaczem idziesz Arpinie

wymowny

Z miłej ojczyzny? Wszak nie Rzym

budowny(...)".

Nawet Cyceron, który głosił, ze cierpienie jest okazja do doskonalenia się w cnocie, rozpaczał w chwili cierpienia. Nawet wygnanie z miasta stanowiło dla niego powód do płaczu. Emocje zawładnęły jego życiem, odsuwając na bok głos rozsądku. Sytuacja podmiotu lirycznego jest analogiczna, on również otrzymał cios od losu, ranę tak silną, ze podważyła stoickie ideały, które wyznawał dotąd.

Wniosek jaki wylania się z całego cyklu odnosi się do natury ludzkiej, która jest złożona i nie poddaje się logicznemu rozumowaniu. Człowiek jest częścią natury, a jego życie musi się składać z chwil szczęścia i cierpienia, są mu one pisane i nie może być inaczej. Nie da się uniknąć nieszczęścia, nie można też stłumić uczuć. Pod tym względem dyskredytuje stoicki postulat rozsądnego roztrząsania kwestii emocjonalnych. Rozum i serce to nieodłączne składowe ludzkiej natury, nie można być człowiekiem i wyeliminować jedna z nich.

"W dostatku będąc, ubóstwo chwalemy,

W rozkoszy - żałość lekce szacujemy,

A póki wełny prządce zstaje,

Śmierć nam za jaje."

Tren XVI

Nie można mówić o nieszczęściu, żyjąc w dostatku i rozkoszy, propagowanie stoickiego znoszenia ciosów nie ma sensu, ponieważ człowiek szczęśliwy myśli i czuje zupełnie inaczej. Kiedy nic mu nie dolega, chwali opanowanie i rozsadek, ale kiedy zapomina o nich, kiedy fortuna odwraca od niego uśmiechnięte oblicze.

Po raz kolejny wysuwa się tu horacjańska idea "złotego środka", jednak już w innym świetle. Tu jawi się ona jako potrzeba równowagi miedzy rozumem i sercem. Z emocjami nie można walczyć za wszelką cenę, nie należy się im tez całkowicie poddawać.

Na treny można spojrzeć od tej właśnie strony, od strony rozważań filozoficznych i światopoglądowych. Nie jest to czysty głos rozpaczy, człowiek cierpiący i ogarnięty jedynie myślą o stracie nie byłby zdolny do tak precyzyjnych wywodów i przemyśleń, na dodatek ujętych w kunsztowna i przemyślaną formę poetyckiego cyklu. Nie zmienia to faktu, ze to śmierć córki poety była bodźcem do tego rodzaju rozrachunku. Filozofia, która wyznawał, okazała się zawodna, nie wystarczała w chwili prawdziwego nieszczęścia. Jednak ostatecznie podmiot liryczny odzyskuje wiarę i spokój. Odnajduje on pocieszenie w myśli, ze jego dziecko przeniosło się do lepszego świata, nie zaznawszy ziemskich cierpień. Z kryzysu odnajduje wyjście w wierze chrześcijańskiej.

Treny wpisują się wiec w do liryki filozoficznej, podobnie jak wcześniejsze utwory Kochanowskiego są próba odpowiedzi na pytanie o drogę do szczęścia. O właściwy stosunek do świata.