Bohatyrowicze, dn. 9 lipca 1879 r.

Szanowny Benedykcie!

Piszę ten list z sąsiedniej wioski. Z pewnością jesteś zaskoczony, iż otrzymałeś list od przedstawiciela rodziny Bohatyrewiczów, lecz sprawa, jaką pragnę tutaj poruszyć jest niezwykle istotna i wreszcie należałoby, przynajmniej ja tak uważam, otwarcie na jej temat porozmawiać.

Na początku, w imieniu całego mojego rodu, pragnę Ci szczerze podziękować, iż byłeś łaskaw darować nam karę, którą wcześniej byliśmy obarczeni. Stanowi to dla nas dużą pomoc, gdyż, jak sam wiesz, nie jesteśmy w posiadaniu zbyt wielkiego majątku ni, gospodarstwa.

Powodem, dla którego zdecydowałem się do Ciebie napisać, jest przypomnienie Ci, Drogi Benedykcie, więzi, jakie łączyły niegdyś nasze rodziny, zaś nie kwestie, które nas obecnie dzielą. Być może nasze, w przeszłości życzliwe sobie rodziny, zdołają znowu się pojednać i odnowić to, czym dawniej tak się szczyciliśmy - mówię tu mianowicie o naszej wzajemnej przyjaźni. Musisz wiedzieć, iż bardzo mi na tym zależy. Na pewno pamiętasz jeszcze, nasze dawne, wzajemne sąsiedzkie wizyty. Pamiętasz niezachwianą przyjaźń, jaką darzyli się nasi bliscy - Andrzej i Jerzy. Mówię o tym, gdyż ciężka praca, którą się zajmujesz, aby utrzymać swe gospodarstwo, zaczęła przysłaniać Ci zbytnio pamięć o wspólnych naszych dziejach z przeszłości, a o nich Szanowny Sąsiedzie nie godzi się zapomnieć.

W roku 1853, w czasie Powstania Narodowego, w czasie, gdy wszyscy, tak z dworu, jak i zaścianka stanęli do walki w wielkiej sprawie, w obronie niepodległości, równości, braterstwa oraz demokracji. A uprzednie przygotowania do walki, wspólne spotkania, wielkie plany, wzajemne służenie pomocą. Te wszystkie sprawy bardzo nas wówczas zjednoczyły. Nasi bracia, którym niestety nie dane było powrócić z boju. Represje w ojczyźnie, zesłania, nieustanna obawa przed utratą naszej drogocennej ziemi, doprowadziło niestety do tego, iż zatarły się w naszej pamięci wspólne ideały, a przecież tam w lesie ciągle istnieje mogiła, przecież w każdym momencie można tam pójść i złożyć hołd tym, którzy odeszli w powstaniu.

Tamta walka skończyła się naszą porażką, powstanie poniosło klęskę, ale sprawa pozostała, ciągle jest istotna, póki ojczyzna nie odzyska wolności, należy stawać do walki o nią. Każden z nas ma tą świadomość. Dzisiaj jednak, wyciągając nauki z błędów przeszłości, zdajemy sobie sprawę z tego, iż walka z bronią w ręku, to nie jedyny sposób. Pozostała nam wszystkim jeszcze praca. Ciężka, wycieńczająca, czasem nie dająca się znieść, lecz my nie czujemy przecież przed nią lęku. Zobacz tylko, ile jeszcze mamy wspólnego. Skoro dawniej szliśmy do boju razem, czemu nie umiemy tak i dzisiaj? Cel jest taki sam, zmieniła się jedynie metoda. Stańmy do walki wspólnie - Wy, Korczyńscy oraz My, Bohatyrowicze. Stawmy czoło nieprzyjacielowi, na rzecz wyzwolenia i naszej wielkiej przyjaźni. Społeczeństwo musi się jednoczyć w słusznej sprawie, ponieważ w innym razie ojczyzna nasza przestanie istnieć. W jedności i solidarności naszej tkwi przecież siła nie do pokonania.

O historii należy pamiętać i darzyć ją szacunkiem. Czy jakakolwiek mogiła ma sens, kiedy zostaje przez wszystkich zapomniana? Minione czasy odgrywają niezwykle istotną rolę w życiu każdego z nas., dlatego też zażegnanie tych wszystkich sporów między nami, będzie służyło tylko naszemu wspólnemu dobru. Zobaczysz, Drogi Benedykcie, iż przyniesie nam to mnóstwo korzyści. Twoje gospodarstwo jest rozlegle, masz wielki majątek, ale brakuje w nim ludzi do pracy. Natomiast Bohatyrowicze są niewielkie, pracy na roli wystarcza, a nawet jest jej zbyt mało dla tych wszystkich chętnych rąk, dla których jest to całe życie. Uważam, iż ponowne nasze pojednanie ułatwiło by naszym rodom prace, a w szczególności umocniło nasze siły podczas walk o niepodległość.

Mam nadzieję, iż tym pismem choć odrobinę pokazałem Ci, jak bardzo Bohatyrowicze chcieliby się z Wami pojednać. Wierzę, iż niedługo to nastąpi i spotkamy się przy jednym, sąsiedzkim stole.

Z wyrazami szacunku

Anzelm