Stosunki pomiędzy chłopstwem, prostym ludem, a szlachtą czy potem warstwami wyższymi, nigdy nie układały się po nici porozumienia. Brało się to już ze średniowiecznego feudalizmu , który to porządek społeczny panował w całej Europie, także w Polsce. Z biegiem lat zamiast polepszania się tej sytuacji ulegała ona ciągłemu rozjątrzaniu. Dochodziło co coraz mocniejszej polaryzacji stanowisk warstw społecznych. Ludzie na wsi coraz ciężej pracowali, płacili coraz większe podatki, podczas gdy szlachta obrastała w coraz to nowsze przywileje i prawa. Chłopa nie traktowano nigdy jako obywatela, nieraz nawet całkiem za istotę dziką, a zawsze ponad to jako "duszę" należącą do panów i arystokracji, na podobieństwo majątku, pola czy nieruchomości. Naturalną koleją rzeczy wykształciła się przez te wieki bardzo silnie zakorzeniona nienawiść chłopstwa do innych.

Wystarczyła wtedy mała iskierka, by doszło do zbrojnych wystąpień przeciw ciemiężycielowi.

Ciekawe jednak, czemu do takiego , na większą skalę, doszło u nas dopiero w roku 1848? Po ośmiu z górą wiekach rządów senioralnych? Odpowiedź może wyjść po analizie historii powszechnej przełomu wieków osiemnastego i dziewiętnastego. Przecież to czasy wybuchu nowych prądów myślowych, filozofii, nowego spojrzenia na niemal wszystkie dziedziny życia; czasy oświecenia, okres głoszenia haseł powszechnej równości wszystkich ludzi. To dzięki tym zjawiskom doszło do wydarzeń dających początek Stanom Zjednoczonym, we Francji obalono monarchię absolutną, w Polsce ustanowiono pierwszą na świecie Konstytucję. Ta rzecz jasna nie znosiła pańszczyzny, ale miała zamiar jakoś ulżyć ich niedoli poprzez zmniejszenie jej wymiaru.

Niestety, większość z jej ustaleń pozostała tylko na papierze - większość ludu bowiem zwyczajnie nie miała możliwości faktycznego uświadomienia sobie, że i jak ich status prawny funkcjonuje. Szlachta także, co zrozumiale z ich punktu widzenia, nie kwapiła się do uświadamiania swych poddanych w materii przysługujących im praw. Dopiero Tadeusz Kościuszko w roku 1794 ogłosił tzw. Uniwersał Połaniecki, który był bezpośrednim zwrotem do chłopów o to, by przyłączyli się do powstania w zamian za całkowite uwłaszczenie. Chłopi nie zawiedli, i szeregi powstańcze masowo zapełniły się napływowymi rekrutami. Problem w tym, że szlachta nadal nie bardzo chciała narażać się obcym wówczas władzom. Powstanie zatem zmuszone było upaść, choć do dziś jest niewątpliwie chlubnym elementem naszej historii.

Tymczasem idee równościowe zdążyły się już rozprzestrzenić, co pokazało chłopstwu, iż odwieczny porządek społeczny są także oni w stanie zmienić. Kiedy potem w zaborze austriackim doszło do podwyższenia pańszczyzny wybuchło kolejne powstanie. Władze zaborcze jednak zasiały wśród chłopów propagandę antypowstańczą, co było bardzo proste: wmówiono chłopom, iż gdy tylko powstańcy chcą ich wykorzystać do przejęcia władzy przez szlachtę, a potem pozbędą się ich i wszystko wróci do dawnego porządku. Doszło wówczas natychmiast do tragicznych i krwawych wystąpień chłopskich przeciwko powstańcom i polskiej szlachcie. Chłopom przewodził Jakub Szela - zbrojne bandy atakowały i paliły szlacheckie dwory, ludzi zaś bezlitośnie mordowano, ich majątki grabiono. Powstańcy byli wychwytywani i oddawani w cesarskie ręce. Sytuacji chłopskiej jednak nie zmieniło i to, gdyż ich powstanie stłumiła potem armia Cesarsko - Królewska. W efekcie zaś stosunki pomiędzy stanami w narodzie pogorszyły się jeszcze mocniej.

Wystarczyło jednak tylko pół wieku, by doszło do kolejnego zwrotu w relacjach inteligencja - chłopi. Nastała epoka zwana u nas Młodą Polską, a wraz z nią kuriozalna moda na bratanie się z warstwami niższymi. Zwało się to "ludomanią" i nijak nie wynikało z faktycznego zainteresowania inteligencji sytuacją chłopa, a jedynie znudzeniem i stagnacją życia, która pęd do egzotyki pozwoliła zmaterializować w fascynacja chłopskim folklorem i pięknem wiejskiej natury. Nastąpiła fala chłopsko - inteligenckich małżeństw - młodzi inteligenci widzieli w tym też jakąś namiastkę ucieczki przed szerzącym się w miastach kołtuństwem i filisterstwem.

To właśnie ową "chłopomanię" skrytykował potem Wyspiański w swym dramacie "Wesele". Zainspirowany prawdziwym ślubem Lucjana Rydla w roku 1900 dramatopisarz dał obraz , bardzo groteskowy ale i trafny, obu polskich warstw społecznych, ich zalet i wad, a przede wszystkim wykorzystał go do krytycznej oceny przyczyn braku porozumienia między nimi. To właśnie te antagonizmy , nie zagojone rany, oskarżenia i obawy są główną przyczyną braku solidarności przy staraniach narodowowyzwoleńczych.

Wyspiański bezlitośnie sarka na wspomnianą pustą modę na ludowość - "Czepiłeś się chamskiej dziewki?! (...) to wszystko hołota". Pan Młody ma wizję Hetmana Branickiego, który sugeruje mu, iż żeniąc się z chłopką poniekąd zdradza swój stan. Idzie tutaj dramaturgowi nie tyle o faktyczną zdradę stanu, ile o to, że czyni sobie tylko ze ślubu zabawkę, kolejną fanaberię, zamiast użyć swego stanu do solidnego pokierowania chłopami, gdyż tego im trzeba. Zresztą te zarzuty stawiane są także pozostałym przedstawicielom inteligencji - Gospodarz boi się chłopskiej zapalczywości i braku możliwości jej okiełznania, Poeta i Nos są za gubieni w biernej i minorowej modzie dekadenckiej. A z drugiej strony chłopi także myślą tylko o korzyściach materialnych, doczesnych, jak Gospodyni, bądź są zbyt młodzi (Jasiek) czy za mało świadomi kwestii państwowych (Czepiec).

Myślę, że do zrównania obu tych klas i tak by doszło naturalnym biegiem rzeczy. Póki co jednak nie wystarczyło nagłe hasło "zbratajmy się", gdyż to proces bardziej skomplikowany i wymagający lat. Między chłopami i resztą klas istnieje zbyt wiele gorących rozdziałów, by przeszły one w niepamięć w przypływie momentu. Minione wydarzenia odbiły się piętnem na stosunkach między urodzonymi wyżej i niżej. Fakt zaś, że dziś udało nam się stworzyć świat, gdzie te różnice odgrywają naprawdę minimalną rolę, trzeba uważać za bardzo istotne dokonanie cywilizacyjne.