Na tle wszechobecnego dekadentyzmu wyraźnie odróżnia się swoją wymową i obrazowaniem poezja Leopolda Staffa. Poeta zafascynowany był początkowo filozofią Nietzschego i postulowana przez niego potęgą woli, siły człowieka, mogącego zapanować nad światem. Taką wizję człowieka i świata zawarł poeta w tomiku "Sny o potędze", będącym zaprzeczeniem tendencji dekadenckich w ówczesnej poezji polskiej. Apoteozę czynu, pracy nad własną wielkością, które przedstawia same w sobie ogromną wartość, zawarł w bardzo znanym wierszu "Kowal", którego sens można sprowadzić do popularnego powiedzenia "każdy jest kowalem własnego losu". Bohaterem wiersza jest kowal- postać niezwykła, nietzscheański nadczłowiek, który w kuźni przypominającej warsztat Hefajstosa wykuwa swoje silne serce. Wielkość człowieka jest jego obowiązkiem, słabość- śmiertelnym grzechem.

Całą bezkształtną masę kruszców drogocennych,

Które zaległy piersi mej głąb nieodgadłą,

Jak wulkan z swych otchłani wyrzucam bezdennych

I ciskam ją na twarde, stalowe kowadło.

Grzmotem młota w nią walę w radosnej otusze,

Bo wykonać mi trzeba dzieło wielkie, pilne,

Bo z tych kruszców dla siebie serce wykuć muszę,

Serce hartowne, serce dumne, silne.

Lecz gdy ulegniesz, serce, pod młota żelazem,

Gdy pękniesz, przeciw ciosom stali nieodporne:

W pył cię rozbiją pięści mej gromy potworne!

Bo lepiej giń zmiażdżone cyklopowym razem,

Niżbyś żyć miało własną słabością przeklęte,

Rysą chorej niemocy skażone, pęknięte.

W późniejszej twórczości Staff zwraca się jednak w stronę poetyki dekadenckiej. Arcydziełem tego nurtu jest niezwykły wiersz, który nawet monotonią brzmień oddaje apatyczny, przytłaczający nastrój końca wieku. Wiersz ten pełen jest typowych dla dekadenckiego krajobrazu elementów- dzwoniących w oddali kościelnych dzwonów, mgły, deszczu, snującej się przez świat Osmętnicy. "Deszcz jesienny" wykorzystuje w swej poetyce chwyty malarskie, kolorystyczne (szarość mgieł, czerń nocy, biel), dźwiękowe- rytm wiersza oddający monotonię kropli deszczu, a także znaczeniowo-obrazowe poprzez przywoływanie wizji ponurych, melancholijnych, tworzących cmentarną atmosferę smutku i przygnębienia. W takim świecie żyć musi człowiek. Światem tym jest spalony ogród, martwa skała, obraz tak przerażający i wyzuty z wszelkiej nadziei, że nawet siła zła- Szatan owładnięty rozpaczą i przerażeniem płacze nad swoim dziełem. Zło świata przerosło nawet jego.

Podobnie jak Kasprowicz Staff również odwraca się od przytłaczającej beznadziei dekadentyzmu. Pocieszenie znajduje w afirmacji życia i piękna boskiego dzieła- w filozofii franciszkańskiej. Jej najpiękniejszy wyraz dał w wierszu "Przedśpiew" z tomu "Gałąź kwitnąca". Wyraża w nim przekonanie, że wszystko co dobre- sztuka, piękno przyrody wywodzi się z miłości- boskiej i ludzkiej. Sztuka- moc kreacji przybliża człowieka do Boga, nadaje jego życiu mądrość, piękno i sens. Życie, niezależnie od tego, jakie jest- stanowi wartość samą w sobie, bo jest darem od Stwórcy. W "Przedśpiewie" odwołuje się poeta do Terencjusza i stoickiej zasady- nic, co ludzkie nie jest mi obce. Dlatego cierpienie, ból, zawód i rozczarowania są nieodłącznym elementem życia ludzkiego, one również składają się na jego sens i wyjątkowość. Poeta- świadom swojej niezwykłej mocy- daru od Boga określa się jako:

Czciciel gwiazd i mądrości, miłośnik ogrodów,

Wyznawca snów i piękna i uczestnik godów,

Na które swych wybrańców sprasza Sztuka boska:

Znam gorycz i zawody, wiem, co ból i troska,

Złuda miłości, zwątpień mrok, tęsknot rozbicia,

A jednak śpiewać będę wam Pochwałę Życia-

(...)

Kochałem i wiem teraz, skąd się rodzą pieśni;

Widziałem konających w nadziejnej otusze

I kobiety przy studniach brzemienne, jak grusze;

Szedłem przez pola żniwne i mogilne kopce,

Żyłem i z rzeczy ludzkich nic nie jest mi obce.

(...)

I pochwalam Tajń życia w pieśni i w milczeniu,

Pogodny mądrym smutkiem i wprawny w cierpieniu.