Rewolucja jest jednym z tych wydarzeń w życiu danej społeczności, które wywiera na nie niesłychany wpływ, tak iż jej skutki dają o sobie znać nawet setki lat po tym, gdy miała ona miejsce. Wystarczy tu za przykład potwierdzający prawdziwość tego stwierdzenia podać współczesną Francję, która jest dzieckiem zrewoltowanego tłumu obalającego Bastylię. Przyczyn wszystkich rewolucji należy upatrywać w pogarszających się warunkach życia jakiejś klasy społecznej oraz braku nadziei na poprawienie ich. Przybiera ona zwykle postać ostrych walk, w których krew leje się wartkim strumieniem. Biorąc to wszystko pod uwagę, nic dziwnego, że stała się ona przedmiotem rozważań wielu filozofów, myślicieli i pisarzy.

W literaturze polskiej pierwszym, który podjął ten wątek, był Zygmunt Krasiński w swym dramacie zatytułowanym "Nie-boska komedia". Wieszcz nie opisywał jakiejś konkretnej rewolucji, a raczej snuł rozważania na jej temat w ogóle, jakkolwiek starcie sił arystokratycznych z demokratycznymi wpisywało się w obraz życia społecznego pierwszej połowy dziewiętnastego wieku. Dla Krasińskiego była ona przede wszystkim buntem hołoty, pragnącej mordować:

"Czy widzicie, jak oni czekają niecierpliwie- szemrzą między sobą, do wrzasków się gotują- wszyscy nędzni, z rozczochranymi włosami, w łachmanach..."

Widział on w niej nie ucieleśnienie haseł wolności, równości i braterstwa, ale jakąś demoniczną destruktywność, siłę zmierzającą do zniszczenia fundamentów świata, siłę, która po dokonaniu swego dzieła nie będzie jednak w stanie zaproponować ludziom niczego nowego.

Ową wyłączną destruktywność rewolucji podkreśla ukształtowanie przestrzeni, w którym rozgrywa się akcja dramatu, na wzór - by tak rzecz - apokaliptyczny. Można rzecz, że wszędzie czuć zapach siarki, obóz rewolucjonistów przypomina Pandemonium - główna siedzibę szatana, a ludzie zachowują się jak zwierzęta. Krasiński nie omieszkał również zaakcentować kilkoma akcesoriami, tudzież swoistymi rytuałami, iż rzecz nie jest zupełnie abstrakcyjna. Wszakże czapki frygijskie były noszone przez zrewoltowany tłum francuski, a tańce wolności, co prawda nie wokół szubienic, stały się jednym ze znaków rozpoznawczych Wielkiej Rewolucji. Można tu także zauważyć, iż przywódca rewolucjonistów Pankracy, ma w sobie coś i z Dantona, i z Robespierre'a.

Krasiński głosi zatem, że nadzieja, iż dzięki rewolucji będzie możliwe zbudowanie raju na ziemi, jest zgoła fałszywa i oszukańcza. Co więcej jest ona komedią ludzką godzącą w ustanowiony przez Boga porządek i dlatego też przez Niego zostanie osądzona. Na obronę Krasińskiego można tu dodać, iż wcale nie gloryfikuje on obozu arystokratycznego, który raz to, iż jest skazany na zagładę, dwa, iż on również odgrywa swą ludzką komedię.

W ostatniej scenie tego dramatu ukazuje się postać Jezusa. Widząc go zwycięski Pankracy spada ze skały krzycząc: "Galilejczyku, zwyciężyłeś!". To Chrystus jest ostatecznym zwycięzcą, gdyż w nim rozwiązują wszelkie konflikty narosłe w trakcie rozwoju historii, wszelkie komedie ludzkie.

Zupełnie inaczej niż Zygmunt Krasiński na problem rewolucji zapatrywał się Juliusz Słowacki. Nic zresztą dziwnego, gdyż widział ją z perspektyw swej własnej filozofii genezyjskiej, która upatrywała w zmianie, w ginięciu starych, a powstawaniu nowych form, koniecznego procesu dziejowego, który prowadzi człowieka do Boga. W swym wierszu zatytułowanym "Uspokojenie" pokazuje, iż ów proces, owa "dziejba", nie jest domeną świata ludzi, ale każdego bytu, który w nim został pomieszczony. Dlatego też włączone weń zostają i warszawskie kamienice, i kolumna Zygmunta. Owa przemiana form bez względu na to, na jakim poziomie ontologicznym by się nie rozgrywała, stanowi osnowę rzeczywistości, która ma w swej istocie duchową naturę, a tylko nasza ograniczona percepcja sprawia, że tego nie dostrzegamy. Niż zatem dziwnego, iż Słowacki uważał, że nie należy zbytnio przywiązywać do zastanych form rzeczywistości, gdyż i tak zostaną one zniszczone. W takim świetle rewolucja jawi się zatem jako jeszcze jeden element koniecznego rozwoju świata, a zatem nie można rozpatrywać ją jako coś złego.

Jednym z najistotniejszych problemów, jakie porusza w swej powieści zatytułowanej "Przedwiośnie" Stefan Żeromski, stanowi kwestia rewolucji. Świadczy o tym choćby to, iż utwór otwiera opis wypadków rewolucyjnych w Baku, stolicy Azerbejdżanu, a zamyka scena, gdy Cezary Baryka staje na czele tłumu robotników idących na Belweder.

Wydarzenia przedstawione w tym utworze oglądamy z perspektywy Cezarego Baryki, młodego Polaka, który mieszka wraz ze swą rodziną w Baku. Gdy wrzenie rewolucyjne dociera do stolicy Azerbejdżanu, nasz bohater mu ulega. Hasła rewolucji - wolność, równość, sprawiedliwy podział dóbr - trafiają w jego duszy na podatny grunt. Początkowo zdaje się on nie dostrzegać drugiej twarzy rewolucji, nie widzi terroru i krzywdy ludzkiej. Jego własna matka jawi się mu jako reakcjonistka, gdyż odnosiła się do rewolucji sceptycznie. Powoli jednak jego młodzieńczy zapał zaczyna ostygać. Co ciekawe niemały wpływ na to ma obserwacja tego, jaki wpływ na wygląd jego rodzicielki mają dramatyczne wypadki w Baku. Z młodzieńczo wyglądającej, kwitnącej kobiety, przemienia się ona w rozdygotaną staruszkę. Zapewne najbardziej traumatycznym wydarzeniem jego życia był widok martwej matki, w dodatku ograbionej ze wszystkich precjozów, w tym nawet obrączki ślubnej. Ten właśnie moment uświadomił mu w pełni grozę i nieludzkość rewolucji. Innym ważnym wydarzeniem, które pozostawiło go na długo sceptycznym wobec rewolucji, był widok pięknej dziewczyny położonej na stosie trupów. Rewolucja nie zna litości, nie czyni wyjątków, zagarnia wszystko wszystkich swymi krwawymi rękami.

Po powrocie do niepodległe Polski nasz bohater styka się z komunistami, którzy marzą o wielkiej rewolucji proletariackiej na naszych ziemiach. Ich przywódcą jest Lulek. Ten człowiek nienawidzi wszystkiego, co w jakiś sposób wiąże się z kulturą szlachecką, bądź mieszczańską. Dla niego przedstawiciele tych klas społecznych to krwiopijcy, którzy żyją kosztem najuboższych. W jego opinii nie ma na to szans, aby oni zechcieli polepszyć dolę chłopów i robotników, dlatego też należy ich zmieść z powierzchni ziemi wraz z systemem władzy który reprezentują. Cezary wdaje się z nim w spór, który wygrywa, niemniej jednak bierze udział w manifestacji robotniczej, która kieruje się Belweder.

Trudno zarzucić Żeromskiemu, iż w swej powieści reprezentował interesy tych klas społecznych, przeciw którym występowali komuniści. On sprzeciwiał się temu, co rewolucja ze sobą nieodzownie niosła, a zatem przelewowi krwi i niszczeniu dotychczasowego dorobku kultury. Nie oznacza to jednak, iż nie dostrzegał tego, w jaki sposób byli traktowani robotnicy i chłopi w państwie polskim, w jaki sposób ich traktowano, w jaki sposób sprowadzano ich do roli bezwolnego narzędzia. Jednakże Żeromski poprawy tego stanu rzeczy upatrywał w ewolucji, w drodze powolnych zmian, które wcześniej czy później przyniosą efekt, a nie będą przy tym wiązały się z rozlewem krwi.

Temat rewolucji podjął również Stanisław Ignacy Witkiewicz w swym dramacie zatytułowanym "Szewcy". Nie obrazuje w nim jakichś konkretnych wydarzeń rewolucyjnych, raczej zastanawia się nad istotą rewolucji jako takiej, używając przy tym właściwych dla swego teatru groteskowy form.

Witkiewicz w "Szewcach" pokazuje niejako trzy rewolucję. Pierwszą jest ta, którą można by było nazwać faszystowską. Wywołuje ją Scurvy wraz ze swymi "Dziarskimi chłopcami" w obawie przed radykalizacja się nastrojów szewców. Wszystko udaje się znakomicie, a tytułowi bohaterowie dramatu trafiają do mamra.

Drugą rewolucję możemy nazwać proletariacką. Szewcy uwalniają się i pokonują swych ciemiężycieli. Szybko jednak się okazuje, że porządki wprowadzone przez nich mocno przypominają te, które zostały ustanowione przez poprzedni system, zaś sami nasi bohaterowie to zwykli karierowicze, którzy zdobywszy sobie wygodne posady zapomnieli o tym, o co walczyli.

Ostatnią rewolucja jest ta, którą przeprowadzili Technokraci pod przywództwem Abramowicza i towarzysza X. Pragną oni stworzyć nowe społeczeństwo, które oparte byłoby na cywilizacji technicznej, a w którym jednocześnie nie byłoby miejsca na żadne uczucia metafizyczne. Ideałem człowieka staje się tutaj, tzw. Hiper - robociarz, jednostka ludzka pozbawiona własnego zdania, nie potrafiąca myśleć samodzielnie, co najwyżej powtarzająca bezrefleksyjnie zasłyszane hasła i slogany.

Dla Witkacego zatem nie jest tym, do czego ludzkość powinna tęsknić, ona tak naprawdę niczego nie zmienia, co najwyżej jedna klasę rządzących zastępuje druga, wcale nie lepsza od poprzedniej.

O rewolucji traktuje również dramat Sławomira Mrożka zatytułowany "Tango". Jego tematem nie jest co prawda przewrót, który dokonał się w takim czy innym społeczeństwie, ale, jak sądzę, można dzieje kontrkulturowej rewolucji, której własnym rękami w swym małżeństwie dokonali EleonoraStomil, odczytywać także jako metaforę wielkich rewolucji społecznych.

W rodzina Stomilów wszelkie hierarchie zostały odwrócone. Pani domu, Eleonora, romansuje ze służącym nie kryjąc się przy tym zbytnio, gdyż uważa się za kobietę wyzwoloną, która ma prawo spełniać swe wszelkie zachcianki. Jej mąż przystaje na to, gdyż, po pierwsze, są nowoczesny małżeństwem, które nie zwraca uwagi na takie wsteczne wartości jak wierność, po drugie zaś, zdeklarowanemu libertynowi nie wypada obijać "mordy" służącemu, ani też robić wielkich scen zazdrości swej małżonce, gdyż są one w złym guście i pachną drobnomieszczaństwem. Także dziadkowie są nowocześni i wyzwoleni. Babcia obuta jest w trampki, natomiast dziadek daleki jest od jakiejś starczej wierności obyczajom i moralności przodków, wręcz przeciwnie, bardzo chętnie przyjmuje za swoje wszelkie nowinki, jakie płyną ze świata do siedziby rodu Stomilów. Konserwatysta za to okazuje się być syn Artur. I to on wznieca rewolucje, tyle tylko, że w celu przywrócenia w domu starego porządku, w którym rodzice są tymi, którzy zakazują i strofują, a dzieci tymi, które nie słuchają i buntują się. Ego rewolta jednak nie znajduje rozumienia w rodzinie i nasz bohater przegrywa. Jednakże nie ma też powrotu do "starych" porządków, gdyż władzę w domu Stomilów przejmuje służący Edek. Scena finałowa dramatu kończy się tańcem zwycięzcy, co Stomil gorzko komentuje następującymi słowami: "Miał być rząd dusz, a nadchodzą rządy chama". Nie zapowiada to niczego dobrego.

W przytoczonych przeze mnie w niniejszej pracy przykładach dzieł, które podejmowały problem rewolucji, przeważało niechętne na nią spojrzenie. Wydaje się być to uzasadnioną perspektywą patrzenia na nią, ale tylko w wypadku, gdy się weźmie pod uwagę jedynie jej ciemną stronę. Niemniej jednak trudno zaprzeczyć, że rewolucje przynosiły również postęp społeczny, który bez niej nie miałby miejsca. Nie potrafię zatem ocenić tego, czy rewolucja jest czymś złym, czy dobrym. Niech zatem robią to inną, jeśli chcą.