Ballada Świteź jest opowieścią o tajemniczym jeziorze, na dnie, którego znajdują się ruiny zatopionego miasta. Tajemniczość i niesamowitość ta intryguje mieszkańców pobliskich wsi. Postanawiają oni spenetrować dno jeziora by zbadać jego dno, by tam odszukać odpowiedź na pytania dotyczące dziwnych odgłosów i tajemniczych zjaw. Budują wiec oni czółna i statki oraz specjalne konstrukcje, za pomocą, których zamierzają spenetrować dno jeziora. Już pierwsza próba przynosi sukces. Wyławiają oni z wody postać tajemniczej dziewczyny, jak się później okazuje, córki Tuhana, legendarnego władcy Świtezi. Panna postanawia opowiedzieć im historie jeziora. Wyjaśnia, że w miejscu gdzie oni się teraz znajdują było kiedyś miasteczko o nazwie Świteź. Gdy car Rosji oblegał Litwę, Tuhan postanowił ruszyć z pomocą przyjacielowi Mendogowi, władcy państwa. Wyruszył, więc do walki zabierając ze sobą wszystkich zdolnych do walni mężczyzn w mieście pozostawił tylko kobiety, dzieci i starców. Wówczas tą sytuacje postanowili wykorzystać podstępni i bezlitośni Rosjanie. Zrozpaczone kobiety, pragną uchronić się przed hańba i zniewoleniem błagają boga o śmierć.

Bóg wysłuchuje ich próśb, zatapia miasto, zaś wszystkich mieszkańców Świtezi zamienia w kwiaty wodne, tak zwane car-ziela. Krążący nad wodami żołnierze carscy zrywają kwiaty, plota sobie z nich wianki i stroją szyszkami. Wszystkich ich za to spotyka zasłużona kara, natychmiast zapadają na tajemniczą chorobę i gwałtownie umierają. Od tej pory nikomu nie wolno zrywać nadbrzeżnych kwiatów ani zakłócać spokoju mieszkańców zatopionego miasta wypływając na jezioro łódką. Kiedy tajemnicza dziewczyna wraca w głębiny topią się statki i sieci, pęka dno jeziora i po chwili wszystko się wycisza.

Utwór spełnia wszelkie wymogi kompozycyjne ballady. Świat duchów i zjaw przeplata się z rzeczywistością. Przyroda wymiesza sprawiedliwość, a zło nie pozostaje bezkarne. To ballada znana i popularna mimo upływu czasu, zaliczana do arcydzieł polskiego romantyzmu.