Sofokles należy do grona najwybitniejszych tragików greckich (obok Ajschylosa i Eurypidesa), żył w czasach, kiedy w Atenach panował Perykles (496-406 p.n.e.), czyli w okresie największego rozwoju miasta. Sztuki Sofoklesa są podawane za przykład doskonałej realizacji zasad greckiej tragedii. Niestety spośród 120 jego dramatów do obecnych czasów zachowało się zaledwie 7 tragedii, w tym słynna "Antygona" i "Król Edyp".

Zarówno "Antygona" jak i "Król Edyp" odnoszą się do mitu tebańskiego, opowiadającego historie rodu Labdakidów, rodu, na d którym wisiała straszna klątwa. "Antygona" przedstawia późniejsze losy córki Edypa. Fabuła "Króla Edypa" kończy się w momencie, kiedy władca pojąwszy swój los, wiedząc już, ze straszna przepowiednia wyroczni wypełniła się, w akcie rozpaczy wydłubał sobie oczy i postanowił opuścić Teby, udając się na tułaczkę. Wtedy też po raz ostatni widzimy Antygonę, jego córkę z kazirodczego związku z Jokasta. Antygona nie musi uciekać z Teb, jej bracia pozostają w mieście, by objąć władzę po ojcu, jednak Antygona wyrusza w drogę razem z ojcem, towarzyszy Edypowi w jego tułaczce, służy mu opieką, jest jego jedyną towarzyszką. Widzimy ja więc jako osobę opiekuńczą i gotowa do poświęceń dla bliskich.

Ponownie spotykamy te bohaterkę w drugiej części trylogii tebańskiej, w tragedii zatytułowanej "Antygona". Tu już wysuwa się ona na pierwszy plan, to jej tragedia jest ośrodkiem wydarzeń. Kontekst zdarzeń, jaki rysuje się w "Królu Edypie" jest istotny dla odczytania całości. Wiemy kim jest Antygona, wiemy, że wisi nad nią fatum, jest córką Edypa i jego matki, nie ponosi za to winy, ale musi ponieść karę. Ród Labdakidów jest napiętnowany, nieubłagane fatum pcha jego członków do ostatecznej klęski. Porównując losy Antygony i innych członków tej królewskiej rodziny, trzeba zauważyć, ze ona jednak odnosi w pewnym sensie zwycięstwo. Co prawda musi zginąć, skazana na śmierć, uprzedza wyrok i sama odbiera sobie życie. Jednak idea, którą wyznawała ocalała, okazała się zwycięska, Antygona podniosłą moralne zwycięstwo, do końca pozostała wierna swoim przekonaniom, nie wyrzekał się wiary, działała zgodnie z boskimi nakazami, zginęła, mając spokojne sumienie, ponieważ dopełniła swego obowiązku.

"Antygona" to tragedia ukazująca starcie się dwóch racji, dwóch odmiennych światopoglądów. Antygona jest tu przedstawicielką uczucia i praw boskich, jej oponentem jest Kreon, władca, który kieruje się rozumem. Istotę tragedii stanowi scena rozmowy Kreona z Antygoną, to wówczas poznajemy ich stanowiska, każde z nich przedstawia swe racje. Tu właśnie można odczytać zasadnicze przesłanie utworu. Sofokles opowiada się po stronie Antygony, to jej racja zwycięża, ale trzeba przyznać, ze rozumowanie Kreona zostało przedstawione równie skrupulatnie. Kreon myśli logicznie, w jego rozumowaniu nie ma błędu, błędem jest tylko to, ze chciał przekroczyć własne kompetencje, ze jako król postanowił wymierzyć sprawiedliwość zmarłym, a tego zrobić nie było mu wolno. Jego władza nie sięga już życia pozagrobowego, tam rządzą bogowie i ich wole należy uszanować.

W porze Antygony z Kreonem nie ma wyraźnej linii podziału na dobro i zło, to nie jest tak, ze Antygona jest dobra a Kreon zły. Kreon również ma racje, patrząc z jego punktu widzenia, postąpił słusznie. To dlatego Kreon jest taki nieugięty - on jest naprawdę przekonany o swej słuszności, argumenty Antygony są dla niego po prostu niezrozumiałe.

Nim przejdę do przedstawienia konkretnych wypowiedzi bohaterów, krótko zarysuje problem, jakiego owa dyskusja dotyczy. Otóż po odejściu Edypa władzę mieli sprawować jego synowie. Nie chcąc, by doszło do walk między nimi, Edyp nakazał im dzielić się korona, co roku mieli się zmieniać na tronie. Jako pierwszy władzę objął Eteokles, jednak po roku wcale nie zamierzał przekazać królestwa Polinejkesowi. Polinejkes zaś nie chciał rezygnować z należnej mu władzy, toteż szukał sprzymierzeńców wśród okolicznych królów i książąt. Kiedy poczuł się silny, najechał wraz z obcą armią na Teby. Doszło do wojny. W wyniku starć obaj bracia, Eteokles i Polinejkes polegli. Władzę przejął Kreon, brat Jokasty. Pierwsze rozporządzenia nowego króla dotyczyły ukarani zdrajcy. Bo w oczach Kreona Polinejkes był zdrajca, niezależnie od tego, po czyjej stronie leżała racja, Polinejkes sprowadził na Teby obce wojska. Agresorów udało się odeprzeć, ale w wojnie zginął król, czyli Eteokles. Dla Kreona tak sytuacja jest jawną niesprawiedliwością, nie może się on zgodzić na to, że zdrajcę Polinjekesa i obrońcę ojczyzny Eteolkesa spotkał taki sam los. Obaj zginęli w bratobójczej wojnie. Kreon jako nowy władca czuje się w obowiązku wymierzyć sprawiedliwość. Jedyne pomoże zrobić w tej sytuacji, to wyprawić Eteoklesowi uroczysty pogrzeb, pochować go jak bohatera. Natomiast Polinejkesowi może odmówić pogrzebu, tym samym skazując jego duszę na wieczną tułaczkę, ponieważ bez odpowiednich obrzędów nad ciałem, dusza nie może przekroczyć bram podziemnego świata.

Tak rzecz widzi Kreon, uważa, ze wypełnił swój obowiązek jako król, bowiem wymierzył sprawiedliwość obu braciom. Antygona pojmuje sprawę zupełnie inaczej, jej zdaniem żywi mają obowiązek pochować umarłych, nie osadzając ich za ich uczynki. Pogrzeb to ostatnia posługa, która należy się każdemu. Polinejkes był jej bratem, więc to ona powinna go pogrzebać. To dlatego łamie zakaz królewski. Antygona musi wybierać między posłuszeństwem Kreonowi a więc legalnemu władcy Teb, a posłuszeństwem boskim prawom. Dla Antygony odwieczne boskie przykazania są ważniejsze, to dlatego łamie królewski zakaz i naraża się na śmierć.

W całej tej historii jest jeszcze siostra Antygony i poległych Polinejkesa i Eteoklesa, Ismena. Ismena nie ma tyle odwagi, co Antygona, wie, ze powinny pochować Polinejkesa, ale obawia się wyroku Kreona. W pierwszej chwili odmawia więc pomocy, w efekcie Antygona sama dokonuje pogrzebowych obrzędów. nim jednak do tego dochodzi Antygona próbuje przekonać Ismenę, ze powinny pochować brata:

"O tak! Czyż nie wiesz, że z poległych braci

Kreon jednemu wręcz odmówił grobu?

Że Eteokla, jak czynić przystoi,

Pogrzebał w ziemi wśród umarłych rzeszy,

A zaś obwieścił, aby Polinika

Nieszczęsne zwłoki bez czci pozostały,

By nikt ich płakać, nikt grześć się nie ważył;

Mają więc leżeć bez łez i bez grobu,

Na pastwę ptakom żarłocznym i strawę.

Słychać, że Kreon czci godny dla ciebie,

Co mówię, dla mnie też wydał ten ukaz

I że tu przyjdzie, by tym go ogłosić,

Co go nie znają, nie na wiatr zaiste

Rzecz tę stanowiąc, lecz grożąc zarazem

Kamienowaniem ukazu przestępcom,

Tak się ma sprawa; teraz wraz ukażesz,

Czyś godną rodu, czy wyrodną córą."

"Ja ci nie każę niczego, ni choćbyś

Pomóc mi chciała, wdzięcznem by mi było,

Lecz stój przy twojej myśli, a ja brata

Pogrzebię sama, potem zginę z chlubą.

Niechaj się zbratam z mym kochanym w śmierci

Po świętej zbrodni. A dłużej mi zmarłym

Miłą być trzeba niż ziemi mieszkańcom,

Bo tam zostanę na wieki; tymczasem

Ty tu znieważaj święte prawa bogów."

Tu po raz pierwszy mamy okazje usłyszeć argumenty Antygony. Antygona kieruje się przede wszystkim uczuciem miłości, dla niej Polinejkes nie jest zdrajcą, to nie ma żadnego znaczenia, liczy się tylko to, ze był ukochanym bratem i ona nie może patrzeć, jak jego zwłoki są bezczeszczone. Antygona woli chlubna wierć niż marne życie z obciążonym sumieniem. Liczy się to, co nakazali ludzio9m bogowie, a oni każą zamarłych grzebać, niezależnie od tego, czy koś uzna, iż na to zasługują bądź nie.

Podobne argumenty padają w przemowie Antygony skierowanej już do samego Kreona. Dziewczyna wie już, że zostanie skazana na śmierć za swój postępek, jednak odwaga jej nie opuszcza, niezłomnie broni swych racji.

"Nie Zeus przecież obwieścił to prawo,

Ni wola Diki, podziemnych bóstw siostry,

Taką ród ludzki związała ustawą.

A nie mniemałam, by ukaz twój ostry

Tyle miał wagi i siły w człowieku,

Aby mógł łamać święte prawa boże,

Które są wieczne i trwają od wieku,

Ze ich początku nikt zbadać nie może.

Ja więc nie chciałam ulęknąć się człeka

I za złamanie praw tych kiedyś bogom

Zdawać tam sprawę. Bom śmierci ja pewna

Nawet bez twego ukazu; a jeśli

Wcześniej śmierć przyjdzie, za zysk to poczytam.

Bo komu przyszło żyć wśród nieszczęść tylu,

Jakżeby w śmierci zysku nie dopatrzył?

Tak więc nie mierzi mnie śmierci ta groźba,

Lecz mierziłoby mnie braterskie ciało

Nie pogrzebane. Tak, śmierć mnie nie straszy;

A jeśli głupio działać ci się zdaje,

Niech mój nierozum za nierozum staje."

Naczelnym argumentem Antygony jest nadrzędność boskich praw nad ludzkimi ustaleniami. Jej zdaniem Kreon nie miał prawa wydawać takiego rozkazu, który jest pogwałceniem odwiecznych tradycji. Prawa boskie są potężniejsze i starsze od Kreona, on także im podlega i winien ich przestrzegać. Drugi argument dotyczy miłości do brata, jego życie wieczne jest jej milsze niż jej własne życie doczesne. Ponadto dochodzi jeszcze kwestia sumienia, Antygona czuje, że nie potrafiłaby żyć ze świadomością, ze zaniedbała takiego obowiązku, ze nie wypełniła powinności względem własnego brata. Wizja śmierci wydaje jej się mniej straszna, niż życie w grzechu. Wydaje się też, ze Antygona ma poczucie klątwy ciążącej nad jej rodziną i nad nią samą. Antygona nie żałuje życia, które jawi się jej jako pasmo cierpienia. Jest bardo młoda a przeżyła już samobójczą śmierć matki i straszny upadek ojca, a teraz była świadkiem bratobójczej walki, w której polegli jej obaj bracia. Antygona czuje się osamotniona i skazana na klęskę. Jednocześnie ma poczucie nieuchronności śmierci. Ponieważ życie naraża ją na ciągłe porażki i cierpienia, śmierć widzi jako wybawienie. Antygona wykazuje wielką odwagę i wielką szlachetność, działa bowiem nie we własnym interesie, ale dla dobra innych, jest przy tym gotowa ponieść najwyższą cenę.

Po drugiej stronie konfliktu stoi Kreon, przyczyna całej tragedii, a może tylko narzędzie w rękach fatum. Kreon również nie działa dla własnego dobra. Wydając taki a nie inny rozkaz, nie liczył na żadne korzyści, kierował się tylko poczuciem sprawiedliwości. Tragizm Kreona polega na tym, ze jego klęska również nie jest zawiniona. Możemy się nie zgadzać z jego stanowiskiem, możemy uznawać argumenty Antygony, ale musimy zauważyć, ze Kreon postępuje zgodnie z własnym przekonaniem. Tyle, ze on nie kieruje się uczuciem a logiką. Tu właśnie popełnia błąd, bowiem ludzkie życie, szczególnie zaś ludzkie wierzenia nie podlegają prawom logiki. Kreon również jest odważny, jego poświecenie polega na tym, że stara się być przede wszystkim dobrym i sprawiedliwym władcą, niezależnie od kosztów, a koszty okazują się wysokie. W rozmowie z Antygoną wykłada swój punkt widzenia:

"Trudno jest duszę przeniknąć człowieka,

Jego zamysły i pragnienia, zanim

On ich na szerszym nie odsłoni polu.

Ja tedy władcę, co by rządząc miastem,

Wnet się najlepszych nie imał zamysłów

I śmiało woli swej nie śmiał ujawnić,

Za najgorszego uważałbym pana.

A gdyby wyżej nad dobro publiczne

Kładł zysk przyjaciół, za nic bym go ważył.

I nie milczałbym, na Zeusa przysięgam

Wszechwidzącego, gdybym spostrzegł zgubę

Zamiast zbawienia kroczącą ku miastu.

Nigdy też wroga nie chciałbym ojczyzny

Mieć przyjacielem, o tym przeświadczony,

Że nasze szczęście w szczęściu miasta leży

I jego dobro przyjaciół ma raić.

Przez te zasady podnoszę to miasto

I tym zasadom wierny obwieściłem

Ukaz ostatni na Edypa synów:

Aby dzielnego w walce Eteokla,

Który w obronie poległ tego miasta,

W grobie pochować i uczcić ofiarą,

Która w kraj zmarłych za zacnymi idzie;

Brata zaś jego - Polinika mniemam -

Który to bogów i ziemię ojczystą

Naszedł z wygnania i ognia pożogą

Zamierzał zniszczyć, i swoich rodaków

Krwią się napoić, a w pęta wziąć drugich,

Wydałem rozkaz, by chować ni płakać

Nikt się nie ważył, lecz zostawił ciało

Przez psy i ptaki w polu poszarpane.

Taka ma wola, a nie ścierpię nigdy,

By źli w nagrodzie wyprzedzili prawych.

Kto za to miastu dobrze życzy,

W zgonie i w życiu dozna mej opieki."

Kreon myśli rozsądnie, logicznie, waży postawę Polinejkesa i Eteoklesa, rozumuje tak: Eteokles poległ w obronie Teb, jest więc narodowym bohaterem, królem obrońcą, Polinejkes ściągnął na swoją ojczyznę wrogów, jest więc zdrajcą. Kreon mówi jasno, że nie może pozwolić na to, by źli wyprzedzali uczciwych. To pierwsza przesłanka, z jakiej wychodzi, dobrych i złych nie może spotkać ten sam los. Przesłanka jest słuszna, jednak życie nie rządzi się prawami logiki i z ze słusznego założenia nie koniecznie wypływa słuszny wniosek. Losy ludzkie toczą się różnie i często zdarza się tak, ze nieuczciwi odnoszą zwycięstwo. Życie nie jest bajką, nie zawsze ma szczęśliwe zakończenie. Kreon nie chce tego przyjąć do wiadomości. Dlatego sam wymierza sprawiedliwość, bo w jego przekonaniu zakaz grzebania Polinejkesa to właśnie wyrok sprawiedliwy. Drugą zasadą, jaką się kieruje jest pierwszeństwo dobra publicznego nad własnym interesem. Szlachetna to cecha, szczególnie u władcy, w rękach którego spoczywa dobro poddanych. To dlatego Kreon nie może potraktować Antygony łagodniej. Zapowiedział, ze kto złamie zakaz, poniesie śmierć. A skoro sprawcą okazała się Antygona, krewna Kreona i ukochana jego syna, król musi być konsekwentny. Wszystkich obowiązuje to samo prawo, nie może zrobić wyjątku dla krewnej. Ze strony Kerona jest to ogromne poświecenie. Tym niemniej ta decyzja przynosi więcej szkody niż pożytku. W tej sytuacji autorytet i zasady postępowania Kreona są niej ważne niż dobro państwa. Największa porażka Kreona wynika stąd, ze lud, którego on tak pilnie strzeże, któremu on poświęca swą rodzinę, nie zgadza się z jego postawą. Lud reprezentuje chór, a także widzowie zgromadzeni w teatrze, oni są po stronie Antygony, nieugiętą postawę Kreona oceniają negatywnie, a on robi to tylko ze względu na nich, sam niewątpliwie wolałby ocalić Antygonę.

Jest w postawie Kreona także trochę pychy, to on jest władcą, a Antygona jest w jego oczach tylko podwładna, na domiar złego kobietą, i oto ta młoda kobieta, jego krewniaczka ośmiela się łamać królewski zakaz. Kreon zakłada, że Antygona nie przypuszczała, że będzie zdolny skazać ją na śmierć, ze liczyła na ułaskawienie z racji pokrewieństwa, tym większa jest jego zawziętość, chce jej udowodnić, ze on nie robi wyjątków dla nikogo. Toteż nieco go dziwi, ze Antygona nie błaga o życie, jakby od początku spodziewała się wyroku śmierci. Jej decyzja była świadoma, zdecydowała oddać życie za spokój duszy brata.

W sporze Antygony i Kreona dochodzi do starcia siły uczucia z prawami rozumu, Antygona mówi: "Hades i zmarli wiedzą, kto to zdziałał.

Słowami świadczyć miłość - to nie miłość"

Ona kieruje się miłością, nie osadza, lecz działa. Tego Kreon nie może pojąc, on nie jest zdolny do bezwarunkowej miłości, nie rozumie, że można kochać kogoś, kto źle postąpił, stąd jego pytanie:

"On, co pustoszył kraj, gdy tamten bronił?"

to z kolei jest nie zrozumiałe dla Antygony. Dla niej nie ma znaczenia, po czyjej stronie leżała racja, tak samo postąpiła by względem drugiego brata, ponieważ ona kieruje się inną moralnością, moralnością wyznaczona ludziom przez bogów, a ta po prostu nakazuje chować zmarłych, a ich osąd zostawić bogom, toteż odpiera pytanie, mówiąc: "A jednak Hades pożąda praw równych.". Kreon zaś kurczowi trzyma się swej racji i powtarza wcześniejsze stanowisko, nie biorąc pod uwagę tego, co próbuje mu przekazać Antygona, powtarza więc: "Dzielnemu równość ze złem nie przystoi".

Widać tu wyraźnie, ze między Antygona i Kreonem nie ma porozumienia, rozmawiają ze sobą, ale nie są zdolni pojąc swych oponentów. Antygona po raz kolejny podważa argument Kreona, zwracając mu uwagę, że rzecz nie dotyczy żywych , a zmarłych, a w świecie zmarłych zrządza inne prawa, prawa które znacznie wykraczają poza kompetencje króla. Dlatego zadaje pytanie: "Któż wie, czy takie wśród zmarłych są prawa?". Kreon nadal obstaje przy swoim, dla niego Polinejkes jest zdrajcą i nic tego nie zmieni, a jako zdrajca musi zostać ukarany, choćby po śmierci. toteż jeszcze raz podkreśla: "Wróg i po śmierci nie stanie się miłym." Na co Antygona odpowiada swą słynną kwestią: "Współkochać przyszłam, nie współnienawidzić." Antygona kieruje się miłością, poświęca własne dobro w imię miłości do brata, tym brutalniej brzmi odpowiedź Kreona: "Jeśli chcesz kochać, kochaj ich w hadesie.

U mnie nie będzie przewodzić kobieta."

Tu Kreon traci zimną krew, jego argumenty nie przekonały Antygony, co gorsza on sam w ogóle nie pojął jej stanowiska. Kreon nie rozumie uporu, jaki okazuje dziewczyna, tym bardziej gniewa j go jej odwaga, nieugiętość i gotowość na śmierć. Kreon jest najpierw królem, dopiero potem czuje się ojcem i mężem, niestety będąc władcą zapomina, ze winien być przede wszystkim człowiekiem, kierować się także litością i boskimi prawami, tymczasem on jest tylko konsekwentny i logiczny. Jego zimna argumentacja trochę się załamuje, Kreon traci spokój i mówi już gniewnie:

"Milcz, jeśli nie chcesz wzbudzić mego gniewu

I prócz starości ukazać głupoty!

Bo brednie pleciesz, mówiąc, że bogowie

O tego trupa na ziemi się troszczą.

Czyżby z szacunku, jako dobroczyńcę,

Jego pogrzeb-li, jego, co tu wtargnął,

Aby świątynie i ofiarne dary

Zburzyć, spustoszyć ich ziemię i prawa?

Czyż według ciebie bóstwa czczą zbrodniarzy?

O nie, przenigdy! Lecz tego tu miasta

Ludzie już dawno, przeciw mnie szemrając,

Głową wstrząsali i jarzmem ukrycie

Przeciw mym rządom i mojej osobie.

Wiem ja to dobrze, że za ich pieniądze

Straże się tego dopuściły czynu.

Bo nie ma gorszej dla ludzi potęgi,

Jak pieniądz: on to i miasta rozburza,

On to wypiera ze zagród i domu,

On prawe dusze krzywi i popycha

Do szpetnych kroków i nieprawych czynów.

Zbrodni on wszelkiej ludzkości jest mistrzem

I drogowskazem we wszelkiej sromocie.

A ci, co czyn ten za pieniądz spełnili,

Dopięli swego: spadną na nich kaźnie.

Bo jako Zeusa czczę i hołd mu składam,

- Miarkuj to dobrze, a klnę się przysięgą -

Tak jeśli zaraz schwytanego sprawcy

Nie dostawicie przed moje oblicze,

To jednej śmierci nie będzie wam dosyć,

Lecz wprzódy wisząc będziecie zeznawać,

Byście w przyszłości wiedzieli, skąd grabić

I ciągnąć zyski, i mieli naukę,

Że nie na wszelki zysk godzić należy.

Bo to jest pewne, że brudne dorobki

Częściej do zguby prowadzą niż szczęścia."

W obronie Antygony występuje też Hajmon, syn Kreona, który kocha dziewczynę. Przez Hajmona również przemawia uczucie, jednak stara się on przemówić do ojca w jego własnym języku rozsądku, toteż przytacza argument, ze rozkazy króla powinny być mądre i przemyślane. Ale i to nie przekona Kreona, przeciwnie zarzut niemądrych rozkazów może go tylko rozgniewać jeszcze bardziej. Kreon jest królem, nie walczył o swą pozycję, nie pragnął władzy, ale kiedy już ją dzierży, przecenia jej zakres, staje się władcą absolutnym, nie uznającym woli innych. Synowi odpowiada:

"O! tak, mój synu, być zawsze powinno:

Zdanie ojcowskie ponad wszystkie ważyć.

Przecież dlatego błagają ojcowie,

Aby powolnych synów dom im chował,

Którzy by krzywdy od wrogów pomścili,

A równo z ojcem uczcili przyjaciół.

Kto by zaś płodził potomstwo nic warte,

Cóż by on chował, jak troski dla siebie,

A wobec wrogów wstyd i pośmiewisko?

Synu, nie folguj więc żądzy, nie porzuć

Dla marnej dziewki rozsądku! Wiedz dobrze,

Że nie ma bardziej mroźnego uścisku,

Jak w złej kobiety ramionach, bo trudno

O większą klęskę, jako zły przyjaciel.

Przeto ze wstrętem ty porzuć te dziewkę,

Aby w Hadesie innemu się dała.

Bo skorom poznał, że z całego miasta

Ona jedyna oparła się prawu,

Nie myślę stanąć wszem wobec jak kłamca.

Ale ją stracę. Rodzinnego Zeusa

Niech sobie wzywa! Jeśli wśród rodziny

Nie będzie ładu, jak obcych poskromić?

Bo kto w swym domu potrafi się rządzić,

Ten sterem państwa pokieruje dobrze;

Kto zaś zuchwale przeciw prawu działa

I tym, co rządzą, narzucać chce wolę,

Ten nie doczeka się mego uznania.

Wybrańcom ludu posłusznym być trzeba

W dobrych i słusznych - nawet w innych sprawach.

Takiego męża rządom bym zaufał,

Po takim służby wyglądał ochotnej

Taki by w starciu oszczepów i w walce

Wytrwał na miejscu jak dzielny towarzysz.

Nie ma zaś większej klęski od nierządu:

On gubi miasta, on domy rozburza,

On wśród szeregów roznieca ucieczkę.

Zaś pośród mężów powolnych rozkazom

Za życia puklerz stanie posłuszeństwo.

Tak więc wypada strzec prawa i władzy

I nie ulegać niewiast samowoli.

Jeżeli upaść, to z ręki paść męskiej,

Bo hańba doznać od niewiasty klęski."

Kreon zapędza się w swym uznaniu potęgi królewskiej władzy, twierdząc, ze poddani muszą szanować wolę władcy, nawet jeśli ta nie jest słuszna. Powinni raczej postępować wbrew sobie i wbrew boskiej woli niż przeciwko swemu królowi. Hajmon widzi rzecz inaczej, w jego przekonaniu król winien służyć swemu narodowi, powinien sprawować rządy dla dobra kraju. Kreon też jest takiego zdania, jednak on jest przekonany, ze sam najlepiej wie, co jest dla państwa dobre, Hajmon zaś jest zwolennikiem uznawania woli ludu. Kreon zadaje mu pytanie: "Sobie czy innym gwoli ja tu rządzę?", na co Hajmon odpowiada: "Marne to państwo, co li panu służy". Rozgniewany Kreon zdradza swe despotyczne stanowisko, pytając: "Czyż nie do władcy więc państwo należy?". Końcowa uwaga Hajmona jest dosadna: "Pięknie byś wtedy rządził... na pustyni."

Kreon do niemal do samego końca pozostaje nieugięty. W efekcie zostaje sam z ogromnym poczuciem klęski i winy. Wydaje wyrok na Antygonę, skazuje ją na powolną śmierć w jaskini. Antygona nie czeka, sama odbiera sobie życie. Hajmon nie może tego znieść, jego ukochana gonie z wyroku ojca, ojca, który okazuje się despota, ten cios wiedzie go ku samobójczej śmierci. Tu pasmo tragicznych zdarzeń się nie kończy. Żona Kreona również odbiera sobie życie, nie może patrzeć, jak ojciec rujnuje życie jedynego syna. Kreon widzi swoją klęskę, ale zdaje się, że jej nie rozumie. Kreon do końca jest przekonany o słuszności swego stanowiska, wie, że sam spowodował to pasmo nieszczęść, ale jego postawa się nie zmienia, nadal uważa, że interes państwa tego wymagał.

Antygona umiera w poczuciu moralnego zwycięstwa, ona również nie ma wątpliwości, że postąpiła słusznie, jej zawziętość rosła w trakcie procesu i rozmowy z Kreonem. O ile początkowo namawiała siostrę do współudziału, o tyle po dokonaniu pogrzebu jest dla niej opryskliwa, nie chce jej ofiary, sama zamierza ponieść śmierć zwój czyn. Tym niemniej królewskiego drodze na śmierć ogarnia ją żal nad swoim losem. Przez chwile traci swą pewność siebie, wie że postąpiła słusznie, ale dopada ją świadomość, ze to już koniec, nagle czuje, ze straciła wszystko, była królewską córką, zaręczoną z następcą tronu, którego darzyła szczerym uczucie, piękna i młoda mogła liczyć na szczęśliwe życie, tym czasem czeka ją śmierć. Pojawia się tu nuta goryczy i wyrzutu, królewskiego końcu to bogowie zesłali jej taki los, zgodzili się, by Kreon wydał na nią wyrok śmierci, królewskiego ona przecież działała królewskiego zgodzie z ich nakazami. Była wierna bogom, bogowie zaś królewskiego niej zapomnieli, nie przynieśli jej wybawienia. Jej końcowy monolog jest wyrazem rozpaczy i rozczarowania:

"Patrzcie, o patrzcie, wy, ziemi tej dzieci,

Na mnie, kroczącą w smutne śmierci cienie,

Oglądającą ostatnie promienie

Słońca, co nigdy już mi nie zaświeci;

Bo mnie Hadesa dziś ręka śmiertelna

Do Acherontu bladych wiedzie włości

Ani zaznałam miłości,

Ani mi zabrzmi żadna pieśń weselna;

Ale na zimne Acherontu łoże

Ciało nieszczęsne me złożę."....................

.................."Jakież to bogów złamałam ustawy?

Zaprawdę, można przestać wierzyć bogom,

jeśli za podły uznają czyn prawy,

Lecz nie, na sąd się oddaję niebiosom,

cierpieć chcę, jeśli mnie winną osądzą,

lecz także niechaj ci karę poniosą,

jeśli zbłądzili, co mnie potępiają

i prześladują zemsty dziką żądzą"

Antygona mimo swej postawy miłości pragnie sprawiedliwości, czyli kary dla swych oprawców, przed śmiercią pociesza ją myśl, że ci, którzy jej odbierają szczęście również zapłacą wysoką cenę. W przekonaniu Antygony Kreon jest winny, sprzeniewierzył się bogom i bogowie powinni wymierzyć mu sprawiedliwość. Okazuje się, ze bohaterka ma racje. Bogowie okrutnie karzą Kreona za jego dumę i sprzeciwianie się ich woli. Kreon mógł się spodziewać, ze jego decyzje ściągną na niego gniew bogów, ostrzegał go przecież Tejrezjasz, a jego przepowiednie wypełniły się w stosunku do Edypa. Kreon jednak był nieustępliwy, jego racjonalizm nie pozwalała mu kierować się wróżbą. Jednak, kiedy już do tragedii dochodzi, nagle przypominają mu się proroctwa, czuje się osaczony i bezsilny:

"Widzę biegnące ku tobie erynie,

boga Hadesu okropne mścicielki,

wyroków losu straszne współtwórczynie,

i słyszę lament w twoim domu wielki,

mężów i kobiet płacz i narzekanie,

i całe miasto przeciw tobie stanie..."

W końcu dociera do niego jego wina, czuje się odpowiedzialny za śmierć Antygony, widząc efekty swojego postępowania pragnie odwołać rozkaz. Ale śmierci nie da się już odwołać, jej żniwo pochłonęło już najbliższych, Kreon dowiaduje się o śmierci syna i Eurydyki, czyli żony. Upadek Kreona jest nieodwołalny, pozostał sam z ogromnym poczuciem winy, oskarża swą dumę o wszelkie zbrodnie, ale uważa ,że jego postępowanie było nie słuszne, wolałby by nie doszło do całej tragedii, ale nie rozumie gdzie popełnił błąd. Jedyne czego pragnie to śmierć. Sytuacja Kreona jest jeszcze gorsza niż los Antygony. Ona umarła w przekonaniu, ze jej ofiara jest konieczna i celowa. Kreon żyje z poczuciem winy, jego sumienie obciąża śmierć żony, syna i Antygony. Jego słowa są wyrazem rozpaczy:

"Przyjdź, przyjdź,

okaż się, ostatni mój losie.

Śmierci żądam,

abym mógł zebrać mych nieszczęść pokłosie

ostatnim znojem.........."

dramat Sofoklesa można odczytywać na wiele sposobów, spór Antygony z Kreonem jest sporem dotyczącym wielu zagadnień. Jest to spór moralny, jest to także konflikt wartości uczucia siłą rozumu, jest to także konflikt o podłożu politycznym. Sofokles opowiedział się tu za systemem demokratycznym, systemem, który pozwala obywatelom postępować zgodnie z własnym sumieniem i przekonaniami. Kreon ponosi klęskę, ponieważ jest władcą absolutnym, który zamierza "uszczęśliwić" swój naród według własnego uznania. Ten polityczny aspekt dwóch racji jest najbardziej uwypuklony w rozmowie Kreona z Hajmonem, syn jest zwolennikiem demokracji, gdzie władca przede wszystkim służy swemu ludowi, działa w imię jego dobra, z uwzględnieniem woli ludu. Kreon natomiast uważa, ze jego wola jest niepodważalna.