Pewien pan miał wyruszyć w daleką podróż. Wezwał więc trzech służących i dał im pieniądze: jednemu pięć talentów, drugiemu dwa talenty, trzeciemu jeden talent. Dwaj pierwsi pomnożyli swoje pieniądze umiejętnie je inwestując i obracając nimi. Trzeci służący, nie wiadomo czy w obawie, że straci powierzoną sobie kwotę, czy nie umiał inwestować, zakopał swoje pieniądze.

Kiedy pan powrócił, rozliczał służących z ich decyzji na temat powierzonych im kwot. Pierwszego i drugiego pochwalił, a trzeciego wydalił ze swojego domu jako złego sługę.

Jest to przypowieść o darach, jakie każdy z nas otrzymał od Boga w chwili przyjścia na świat i o tym, że należy je pomnażać, dbać o nie, bo to jest wszystko, co mamy do dyspozycji. Człowiek, który stoi w miejscu, nie rozwija się, nie pomnaża bożych darów, jest godny potępienia. Moim zdaniem przypowieść o talentach dotyczy także dbałości o pomnażanie wiary. Każdy z nas ma do dyspozycji wszelkie narzędzia do tego potrzebne: wiedzę, zdolność do refleksji, miłość. Każdy więc powinien skoncentrować się na pomnażaniu swojej wiary, aby potem, po śmierci zasłużyć na nagrodę a nie na karę.