Żeby odpowiedzieć na pytanie postawione w temacie pracy, trzeba postawić sobie inne pytanie: czy gdyby nie istniała klątwa nad rodem Labdakidów, Antygona postąpiłaby inaczej? Osobiście twierdzę, że nie.

Antygona była osobą o nieskazitelnej moralności i bardzo silnym charakterze. Była niezłomna i stać ją było na wielkie poświęcenie. Na przykład kiedy Edyp poznał prawdę o swoim życiu i wykłuł sobie oczy, Antygona wraz z siostrą Ismeną towarzyszyły mu na wygnanie. Nie wstydziła się ojca, raczej mu współczuła, bo obserwowała jego tragedię. Antygona nigdy nie postąpiłaby niegodnie, nie złamałaby żadnych praw, które ustanowili bogowie. Znała także potęgę przeznaczenia, widziała przecież, jak nieuchronnie zrealizował je Edyp.

Moim zdaniem Antygona nie zrezygnowałaby z pochowania brata. Dla niej najważniejsze było, żeby dopełnić odwiecznego rytuału. Dzięki sile swojego charakteru osiągnęła cel - Polinejkes został symbolicznie pochowany, jego dusza nie musi już błąkać się w zaświatach. Inna sprawa, jak ocenią jego postępek bogowie, ale w ich sprawy Antygona nie może ingerować, więc robi to, co jako człowiek, jest w stanie zrobić. dlatego właśnie Antygona jest postacią tragiczną - każdy jej wybór okaże się zgubny dla niej samej. Musi pochować brata, bo jeśli nie - zostanie ukarana przez bogów; natomiast dopełnienie obowiązku sprowadzi na nią karę Kreona.

Wydaje mi się, że o śmierci Antygony zadecydowała nie tyle klątwa rodowa, choć w pewnym stopniu tak (bo gdyby nie ona, może nie byłoby bratobójczej wojny), ile siła charakteru tej bohaterki. W swojej szlachetności, królewskiej dumie pozostawała głucha na argumenty Kreona, nie chciała z nim rozmawiać, bo widziała jak bardzo zaślepiła go władza. Dumnie też poszła na śmierć, nie okazała słabości, choć żal jej było rozstawać się ze światem. Sama też zadała sobie śmierć, chcąc prawdopodobnie zamanifestować swoją niezależność i pokazać, że dobrowolnie odchodzi ze świata, w którym nie szanuje się boskich praw.