Fake newsy, bańki medialne i boty

O dwóch z wymienionych wyżej zagrożeń na pewno już wiecie. Fake newsy, czyli najprościej mówiąc fałszywe informacje, mają na celu nas zmylić albo po prostu skłonić do wejścia na daną stronę internetową. W najlepszym wypadku tylko marnują nasz czas, w najgorszym mogą wpływać na nasze poglądy, np. w sprawie szczepionek. Większość informacji dotyczących powikłań po szczepieniach na koronawirusa okazała się właśnie fake newsami. O botach z pewnością również słyszeliście – to programy komputerowe podszywające się pod prawdziwe osoby. Jednak o najbardziej niebezpiecznym zjawisku możecie nie mieć pojęcia, mimo że dotyczy nas wszystkich – chodzi o bańki informacyjne.

Jak działają algorytmy?

Bańki informacyjne to skomplikowane zjawisko, więc zanim do niego przejdziemy, powinniście zrozumieć, jak działają algorytmy rekomendacji. Najłatwiej zrobić to na przykładzie Facebooka, ponieważ algorytmy w tej aplikacji są wyjątkowo skuteczne. Na pewno zauważyliście, że kolejność postów, które wyświetlają się na waszej stronie głównej, nie jest chronologiczna. W jaki sposób są więc układane treści? Segregują je właśnie algorytmy rekomendacji. Robią to tak, żebyście przeglądali Facebooka jak najdłużej. Jest na to prosta metoda – algorytmy muszą dobierać wyświetlane treści tak, żeby wam się podobały i żebyście mieli ochotę na więcej. Dlatego, jeżeli lubicie śmieszne koty, to na głównej stronie waszego Facebooka znajdziecie właśnie to – śmieszne koty.

66662157_m
Algorytmy sprawiają, że w sieci widzisz głównie to, co chcesz widzieć. /123RF/PICSEL

Niepokojąco robi się dopiero wtedy, kiedy zdamy sobie sprawę z tego, że dotyczy to również poważniejszych informacji np. tych związanych z polityką albo sprawami społecznymi. Algorytmy wyświetlają nam tylko te informacje, z którymi się zgadzamy i które mogą nam się spodobać. To prowadzi do sytuacji, w której nasz obraz świata jest niezgodny z tym rzeczywistym.

Czym są bańki informacyjne?

Bańki informacyjne są konsekwencją rekomendacji algorytmów. Jeżeli mamy określony światopogląd, to algorytmy będą nas w nim tylko umacniać. W efekcie wszystkie informacje, jakie znajdziemy w internecie, będą się zgadzać z naszym światopoglądem i utwierdzać nas w określonych przekonaniach.

Prowadzi to do kilku poważnych zagrożeń. Przede wszystkim bańki informacyjne wpływają na polaryzacje społeczeństwa. To znaczy, że kiedy ktoś czyta tylko antyrządowe informacje, a ktoś czyta wyłącznie prorządowe, to coraz trudniej znaleźć im wspólny język, a tym samym całe społeczeństwo działa mniej sprawnie. Po drugie, bańki sprawiają, że ludzie radykalizują swoje poglądy. Jeżeli cały czas czytamy informacje, które tylko potwierdzają to, w co już wierzymy, to będziemy wierzyć w to coraz bardziej – nawet jeżeli nie jest to prawda.

Kolejnym problemem jest obniżenie jakości informacji i fake newsy. Jeżeli dziennikarz wie, że jego artykuł trafi tylko do ludzi, którzy się z nim zgodzą, to nie musi używać przekonujących, merytorycznych argumentów. Z tego samego powodu w bańkach zwiększa się ilość fake newsów. Skoro nikt nie podważy tego, co napisze, to nie musimy pisać prawdy.

Jak chronić się przed bańkami informacyjnymi?

Na początek warto zdać sobie sprawę, że już znajdujemy się w takiej bańce – ten problem dotyczy większości użytkowników internetu na świecie, a mało kto jest tego świadomy. Według Eliego Parisera, twórcy koncepcji baniek informacyjnych, ich trzy podstawowe cechy, to fakt, że jesteśmy w naszej bańce sami, że bańki są niewidzialne i że wpadamy do nich zupełnie przypadkiem. 

126427092_m
Ustawiając odpowiednie filtry, możemy bronić się przed bańkami informacyjnymi. /123RF/PICSEL

To sprawia, że bardzo trudno z takiej bańki uciec. Jest na to kilka sposobów. Na przykład na Facebooku możemy zmienić sposób sortowania wiadomości z „najlepsze” (czyli wybrane przez algorytmy) na „najnowsze” i tym samym odebrać władze algorytmom przynajmniej w jednej aplikacji.

Jednak najlepsza i najbardziej uniwersalna rada jest jedna. W internecie musimy być czujni i nie możemy bezmyślnie wierzyć w nic, co przeczytaliśmy. 

Wojciech Kaleta