Utwór "Z głową na karabinie" Baczyński napisał 4 grudnia 1943 roku. Nota bene akurat w imieniny swojej najdroższej żony Basi. Większość utworów Baczyńskiego przesiąknięta jest katastroficznymi wizjami, obrazami Apokalipsy. Dokonuje on tez podsumowania sytuacji swojej - jako młodego człowieka, który nagle musiał się zmierzyć z okropieństwami wojny. Prezentuje tez postawę całego pokolenia.

W omawianym wierszu podmiot liryczny można by utożsamić z samym poetą. Jak w wielu jego utworach pojawia się symbol nocy - to w nocy, wśród martwej ciszy, pod zamkniętymi powiekami pojawiają się albo koszmary senne związane z wojna, albo wspomnienia lat spokojnych. Nie inaczej jest tutaj. Jest noc. Ból i cierpienie, strach zaciskają się na gardle poety. A on sam instynktownie czuje, ze jest to jakaś surrealna kara nie wiadomo za co, bo przecież

A mnie przecież wody szerokie

Na dźwigarach swych niosły płatki

bzu dzikiego; bujne obłoki

były dla mnie jak uśmiech matki.

Pojawiają się miłe wspomnienia, nawet przypomina mu się zapach bzu, kojarzony z ciepłem ( bez kwitnie w maju, gdy już jest ciepło), a wspomnienie ciepła kojarzy się z matką. Wywołany obraz nabiera cech czułego wspomnienia.

Krąg powolny dzień czy noc krąży,

Ostrzem świszcząc tnie już przy ustach,

A mnie przecież tak jak i innym,

Ziemia rosła tęga - nie pusta.

Poeta konfrontuje ze sobą czasy wojny, czasy teraźniejsze z czasami spokoju, czasami wczesnej młodości. Żali się, że przecież on i jego przyjaciele dorastali po to, by cieszyć się życiem, korzystać z dobrodziejstw świata, a nie by patrzeć w głąb pustej ziemi - grobu.

I mnie przecież jak dymu laska

Wytryskała gołębia młodość;

Teraz na dnie śmierci wyrastam

Ja - syn dziki mego narodu.

Baczyński stwierdza właśnie, ze dopiero co zaczęła się jego młodość, wytrysnęła z dzieciństwa jak ptak, kwiat, dopiero co się przebudziła, gdy zaskoczyła go wojna. A teraz, zamiast prowadzić spokojne życie, życie wypełnione miłością, radością, beztroską zmierza się codziennie ze śmiercią.

Dramat młodego Baczyńskiego najbardziej oddaje strofa:

Krąg jak nożem z wolna rozcina,

Przetnie światło, zanim dzień minie,

A ja prześpię czas wielkiej rzeźby

Z głową ciężką na karabinie.

Krąg wojny przecina sobą cały świat, całą przestrzeń. Zanim przysłowiowy dzień minie, czyli zanim nastąpi faktyczny, boski koniec świata, wojna dokona swego zniszczenia. A poeta czas tej wielkiej rzeźby, ociosywania świata z ludzi, z piękna, z czegokolwiek pozytywnego prześpi na karabinie w stanie permanentnej gotowości do walki.

Obskoczony przez zdarzeń zamęt,

kręgiem ostrym rozdarty na pół,

głowę rzucę pod wiatr jak granat,

piersi zgniecie czas czarną łapą;

W zamęcie wojennym, rozdarty na pół psychicznie, ponieważ musi być i żołnierzem, ale jest tez młodym człowiekiem pragnącym pokoju, nie wytrzyma tego szaleństwa wojny. W końcu czas zgniecie go - ma świadomość nieuniknionej śmierci, wie, że zginie, że ocalenie nie jest mu pisane.

Bo to była życia nieśmiałość,

A odwaga - gdy śmiercią niosło.

Umrzeć przyjdzie, gdy się kochało

Wielkie sprawy głupią miłością.

Ujawnia się tutaj, na zakończenie ogromny żal Baczyńskiego. Przyjdzie moment zapłaty za miłość do ojczyzny. Miłość rozumianą jako głupią, bo może powinien jeszcze przed wojną wyjechać z Basią za granicę, spróbować się ocalić, albo chociaż nie angażować się tak w walkę. Ale jak można nie angażować się w walkę. Przecież to walka nie tylko o ojczyznę, to osobista wojna o przeżycie. I przyszło poecie umrzeć w kilka miesięcy po napisaniu tego wiersza.