„Gospodarstwo PeKaPe”

Chyba każdy z nas miał, nieprzyjemną lub może bardziej przyjemną, możliwość skorzystania z usług kolei państwowych. Ci, którzy rozsiedli się wygodnie w pociągach  krajów Europy Zachodniej, dajmy na to niemieckich, mogli z perspektywy transportu kolejowego swojej macierzy, ocenić przepaść jaka od dłuższego czasu zarysowuje się między Europą A i częścią B(mam tu na myśli oczywiście Polskę.)

Osoby, w tym od ponad roku również ja, które chcąc, nie chcąc zostały „skazane” na podróżowanie do miejsc pracy tudzież kształcenia omawianym środkiem transportu, odczuły jak mniemam podobną frustrację połączoną z tęsknotą za samochodem, czy nawet miejskim autobusem. Instynktownie nasuwa się na myśl pytanie: „Czy nie można z problemem PKP nic zrobić?”. Otóż można, jak z wieloma innymi szkopułami firm państwowych. Wchodząc przykładowo do prywatnej kliniki odczuwamy wrażenie porównywalne do tego, gdy mamy okazję zawitać w wielogwiazdkowym hotelu. I nie tyczy się to wyłącznie wystroju, mam tu także na myśli całą gamę usług oferowanych przez daną placówkę.  Nie trzeba sobie tego wyobrażać, gdyż na dzień dzisiejszy jest już możliwość (na całe szczęście) korzystania z tego typu  zakładów, a ich liczba stopniowo wzrasta. Za większą liczbą prywatnych przedsiębiorstw idą upragnione wyższe standardy i niższe ceny (walka o każdego konsumenta). To samo mogłoby się tyczyć polskiej kolei, jednak mam wrażenie, że zbawcze słowo „prywatyzacja” na ustach polskiego establishmentu  w odniesieniu do PKP to nadal temat tabu. Jednakowoż , ku zdziwieniu pasażerów od ponad czterech lat na wagonach pociągów można zauważyć tajemniczy termin „zmodernizowany”. Paradoks owej modernizacji polega na usunięciu z korytarzy rozkładanych krzeseł  lub zamontowaniu metalowych belek wzdłuż okien,  zabierających notabene 15 cm z i tak już nader wąskiej przestrzeni, by pasażer przez pomyłkę nie wypadł na zewnątrz.  A wszystko z pomocą środków dobroczynnej Unii Brukselskiej w imię hasła „By żyło się lepiej”. Ostatnimi czasy w Poznaniu oddano do użytku nowo wybudowany peron, który według ustalonych norm jest przystosowany również  do osób niepełnosprawnych.  Problemy zaczynają się już na samym początku, gdy próbujemy udać się na miejsce odjazdu pociągu. Przejście zostało usypane z kawałków kamienia i jest nieprzejezdne dla wózka inwalidzkiego, a winda pozostaje nadal nieczynna. Kolejny problem pojawia się w momencie, gdy podróżujący ma zamiar dostać się do wagonu, ponieważ odległość dzieląca peron od pojazdu jest zbyt duża.  Minionej zimy natomiast wchodząc do pociągu relacji Mosina – Poznań zastanawiałam się, dlaczego większość pasażerów tego dnia stłoczyła się w pierwszych wagonach. Odpowiedź przyszła błyskawicznie (zupełnie antagonistycznie do średniej prędkości jaką rozwija ten środek transportu), otóż drugi skład, jak się okazało był zupełnie nieogrzewany, a na siedzeniach leżał kilkucentymetrowy śnieg. Mogłabym tu wymienić jeszcze wiele innych ciekawych niespodzianek związanych z samym podróżowaniem PKP, ale niestety stwierdzam, że jest to temat zdecydowanie na obszerną książkę, a nie felieton. Dla kontrastu  w zachodnich krajach Europy dziecko korzystające z usług omawianego taboru ma możliwość obejrzenia filmu i pobaraszkowania na placu zabaw w jednym z wagonów.

Chiny mają najszybszą kolej na świecie.  Ich maszyny poruszają się z średnią prędkością 350 kilometrów na godzinę. Do Polski tymczasem zawitała zima. Aż strach pomyśleć, czym niebawem zadziwi mnie PKP.