Opowiadanie Borowskiego Bitwa pod Grunwaldem swój tytuł zawdzięcza historycznej wieczornicy z okazji rocznicy bitwy, która odbywa się w amerykańskim obozie dla dipisów, gdzie przebywa główny bohater, Tadeusz. To dość szczególne miejsce, zgrupowani są w nim więźniowie z różnych obozów koncentracyjnych, którzy nie zostali po wyzwoleniu wypuszczeni na wolność w obawie przed traumą. W efekcie pozornie wolni więźniowie, czują się, jakby po prostu zmienili się tylko strażnicy, nie rzeczywistość.

Bitwa pod Grunwaldem, rozdział I

Bohater siedzi w cuchnącej niemytymi mężczyznami sali i spogląda w dół otoczonego murami dziedzińca. To typowa studnia, po której teraz maszeruje śpiewający batalion. To na niego patrzy czas jakiś bohater, by wreszcie wygłosić: Panowie żołnierze, [...] dobrze wypełniliście swój obowiązek wobec ojczyzny, która wszędzie w świecie jest tam, gdzie wy jesteście. Wolno spać dalej

Batalion maszeruje na mszę odprawianą przez arcybiskupa. Spojrzenie w głąb cuchnącej sali, w której przebywa bohater: jest ona duża, stoją w niej dwa szeregi piętrowych łóżek. Przez środek biegną nieociosane stoły, stoi parę taboretów. Znajduje się też grupa mężczyzn. Jako pierwszy zostaje wspomniany Kolka, podchorąży, nigdy nie rozstający się z sukiennym mundurem, odziedziczonym z rozdziału niemieckiego.

Dla odmiany obecny tu chorąży jest zupełnie nagi, ma na sobie tylko kąpielówki. Czyta książkę o Katyniu. Jego syn, mający układy ze strażnikami amerykańskimi na zewnątrz, przynosi mu jedzenie zza muru. Stefan, podobnie jak Kolka, znany bohaterowi jeszcze z Birkenau, ciągle narzeka, ucząc się przy tym angielskiego. Jest jeszcze Cygan, chory po najedzeniu się surowej baraniny. Z tą ostatnią trójką bohatera łączą wspomnienia z obozów, gdy stanowili dla siebie nawzajem konkurencję. 

Chorąży i Stefan zaczynają toczyć spór o Katyń. Chorąży mówi mu, że powiedział, że to jego rodacy ze wschodu są wszystkiemu winni. Dochodzi do bójki, również z tej przyczyny, że kradnący w obozie Stefan i teraz najprawdopodobniej kradnie - chorąży zapowiada znienawidzonemu Stefanowi, że wykryje tożsamość złodzieja. Bohater, Tadeusz, waha się, czy iść na odbywające się właśnie nabożeństwo, czy do teatru. Ostatecznie wybiera to drugie.

Bitwa pod Grunwaldem, rozdział II

Na mszy w pierwszych rzędach siedzą oficerowie, Prezes Komitetu oraz śpiewaczka, o której przeszłości w obozie w Dachau (podobno oddawała się za jedzenie) oraz o łączących ją obecnie stosunkach z obecnym również "Aktorem" różnie opowiadano. Obecny komendant obozu, porucznik armii amerykańskiej, pożera ją teraz wzrokiem. 

Bohater nie przebywa zbyt długo na nabożeństwie, wychodzi na zewnątrz, wcześniej umówiwszy się ze znajomym redaktorem na gulasz i zwrot pożyczonej książki. Przed halą bohater zauważa, że przybył nowy transport więźniów. Rozmawia z siedzącym wśród nowoprzybyłych kobiet profesorem i dzięki niemu poznaje Żydówkę Ninę - dziewczynę o bujnych blond włosach i obfitych piersiach, którą profesor znał z getta, na okazję czego teraz próbował obmacywać. 

Gdy msza się kończy, nowi więźniowie mają iść do przydzielonych im kwater. Narrator pomaga Ninie z bagażem, jej własnym oraz jej ciotek. W drodze Nina ociera się o spragnionego tego bardzo Tadeusza. Opowiada też historię swego życia. Przez sześć lat żyła jak przykładna polska katoliczka, nauczyła się przykazań, chodziła na msze i do spowiedzi. 

Od żydowskiej matki, która zginęła w Treblince, otrzymała książeczkę do nabożeństwa. Kiedy poznała swą miłość, Romka, okazało się, że chłopak nie lubi Żydów. Długo przed nim ukrywała zatem swą tożsamość, w końcu prawdę wyznała w liście i jeszcze nie wie, jaka jest jego reakcja. Obecnie zmienia co chwila obozy, by nie wysłano jej do Palestyny - nie chce czuć się tam u siebie, u siebie jest w Polsce. 

Ponieważ czuje mimowolną sympatię do narratora, postanawiają wieczorem spróbować wypuścić się poza mury. Nina nie chce się w nim jednak zakochać, wie bowiem, że będzie musiała wyjechać dalej. Tymczasem w obozie wybucha sensacja - rzekomo złapano złodzieja jedzenia. Rzeczywiście jest nim Stefan.

Bitwa pod Grunwaldem, rozdział III

U redaktora bohater je gulasz, rozmawiając o tym, że Stefan jako karę wybrał opuszczenie obozu wraz z pewną Niemką. Rozglądając się tęsknie po pokoju redaktora, narrator marzy o tym, by nacieszyć się taką normalnością, jaka w nim panuje, czyli naprawdę kulturalnymi warunkami. 

Redaktor proponuje wspólne wyjście na teatr, z którego jego własny lokator nie korzysta, jest zatem wolny bilet. Ale przedstawienie nie może się spokojnie odbyć. Teatr, mieszczący się w garażach, oblega tłum ludzi. Nikt nie chce słuchać o odłożeniu przedstawienia dla siebie na jutro, w efekcie nie dochodzi nawet do tego, które ma odbyć się zaraz.

Bitwa pod Grunwaldem, rozdział IV

Tadeusz z Niną leżą na trawie w lesie. Spełnienie miłosne, które dali sobie nawzajem, powoduje, że oboje próbują namówić siebie na poświęcenie swych planów, by być razem. Nie chce jednak ani ustąpić Tadeusz, ani Nina. Każde ma już nakreśloną jakąś wizję swej przyszłości; Ja tu nie jestem niczym, ale się wybiję. Mam kolegów, którzy mi pomogą, mam książki, od których trudno mi odejść. Tak je zbierałem, rozumiesz? Ja boję się ryzyka, za dużo śmierci widziałem, żeby się dać zabić. Niech inni, po co ja? Boję się przestrzeni, boję się ludzi, bo cóż ja jestem? Jakie mam prawa? (...) Żadnych, żadnych- to stanowisko Tadeusza. 

Natomiast Nina próbuje go namówić na wyjazd do Belgii, gdzie ma rodzinę i będzie mogła zacząć życie od nowa, bez tożsamości, z którą już nie czuje związku: ja nie jestem ani Żydówką, ani Polką. Z Polski mnie wyrzucili. Do Żydów mam wstręt. Myślałam, że są jeszcze inni ludzie. Ale ty nie jesteś człowiekiem, jesteś tylko Polakiem- tymi słowy Nina rozgoryczona zwraca się do Tadeusza, który nie chce z nią wyjechać. 

W drodze powrotnej do obozu spotykają Stefana. Namawia on narratora, by poszedł z nim na piechotę do Polski - okazuje się, że nazajutrz i tak cały obóz miał być wywieziony. Ale bohater nie korzysta z tej propozycji. Tymczasem w drodze napotykają mnóstwo osób uciekających. Oni uparcie podążają z powrotem. Tadeusz chce poczekać z przejściem na teren obozu do zmroku, ale Nina śmieje się, że przecież chciał zdążyć na przedstawienie o Grunwaldzie. 

Biegnie ze śmiechem na usypisko gruzu, gdy zauważa ją żołnierz i woła, by się zatrzymała. Inny, drzemiący do tej pory, chwyta za karabin i strzela. Gdy Tadeusz do niej dobiega, jest już martwa. Zbiegają się ludzie, nadjeżdża jeep z żołnierzami. Tadeusz mijając go, na pytanie Porucznika o to, co się stało, odpowiada: My tu, w Europie, jesteśmy do tego przyzwyczajeni (...) Przez sześć lat strzelali do nad Niemcy, teraz strzelaliście wy, co za różnica?Tłum skanduje: Gestapo! Gestapo!

Bitwa pod Grunwaldem, rozdział V

Bohater wraca do sali ukazanej na wstępie opowiadania. Wygląda ona jeszcze gorzej niż przedtem, jest zdewastowana. Odchodzący Polacy porozrywali sienniki, pobili miski i szyby. Obecny przy tym Cygan, któremu ukradziono buty, mówi do Tadka, że redaktor zabrał jego rysunki, gdyż uznał, że najwyraźniej już nie wróci do obozu. 

Chorąży z Kolą siedzieli w bunkrze, gdyż wdali się w bójkę. Na salę przychodzi profesor mówiąc do bohatera, że zaraz zacznie się inscenizacja "Grunwaldu", na którą znalazł dobre miejsce przy ognisku. Tymczasem za oknem zaczynają strzelać barwne race. Przy ognisku tłum zaczyna ludzi "robić Grunwald". Zamiast historycznego widowiska palone są kukły przebrane za esesmanów. Wrzuca się je w ognisko. To nasza odpowiedź - na krematoria i na kościółek- stwierdza Tadeusz.