François Villon (właściwie François de Montcorbier lub François des Logos) był poetą, którego życie i twórczość przypadły na koniec epoki średniowiecza. Żył w latach ok.1431 - ok. 1463-5. jest to jedna z najbardziej kontrowersyjnych i jednocześnie najciekawszych postaci tamtych czasów. Dzisiaj nazywa się go łotrem i poetą. Villon urodził się w rodzinie paryskich nędzarzy, którzy oddali go pod opiekę kanonikowi przy klasztorze św. Benedykta (od wychowawcy przejął nazwisko). W wieku dwudziestu lat podjął studia na Uniwersytecie Paryskim. Szybko jednak uległ wpływom złego towarzystwa, któremu z czasem zaczął nawet przewodzić. Od tej pory silnie był związany z tzw. marginesem Paryża. Brał udział w licznych włamaniach, kradzieżach, rozbojach, hulankach itp. Dwukrotnie był podejrzany o dokonanie morderstwa. Jego życie dzieliło się na okresy pobytu w więzieniach i na wolności. Raz nawet został skazany na śmierć, ale cudem uniknął szubienicy. Karę zmieniono mu na dziesięcioletnie wygnanie. Po opuszczenia Paryża ślad po nim zaginął.

Dzieje jego życia znamy głównie z zachowanego w niewielkim stopniu utworu, który niestety nie jest wiarygodny. Czas powstania "Wielkiego testamentu" podał sam autor: "piszę go w sześćdziesiątym roku / y pierwszym", czyli w 1461 roku. Ten swoisty rodzaj testamentu François Villon spisywał pod koniec swojego życia, gdy był już osobą zrujnowaną i chorą. W ten sposób żegnał się ze światem, znajomymi i przeciwnikami oraz oceniał siebie samego i swoje zachowania. Prosił także czytelników, aby przechodząc obok jego mogiły, przystanęli i zmówili za niego modlitwę. Gdy pisze o swoim życiu, często robi to z wisielczym wprost humorem. Zdarzają się jednak także fragmenty zawierające poważne refleksje nad motywami jego postępowania. Z tego dzieła wyłania się nam postać człowieka, który ma świadomość własnego ubóstwa, przyznaje się do popełnionych win, wierząc, że Bóg jest miłosierny i da mu odkupienie. Villon w "Wielkim testamencie" prowokuje, ironizuje, oburza i gorszy. Jest to tekst w dużej mierze obsceniczny i wulgarny. Jego autor czerpał z życia wszelkie uciechy cielesne, do czego sam się zresztą przyznaje. Dowiadujemy się, że dla niego liczyły się tylko kobiety, wino i zabawy. Z drugiej strony zafascynowany był także przemijaniem urody i nieuchronnością śmierci. Wyraźnie widać to między innymi w "Balladzie o paniach minionego czasu" (z natarczywie powtarzającym się refrenem: "Ach, gdzie są niegdysiejsze śniegi"), "Żalach piękney płatnerski…" oraz "Balladzie o wisielcach".