Czarny kryminał po polsku

Czytelnik, którego fascynuje literatura łącząca najlepsze cechy kryminału z thrillerem psychologicznym, powinien obowiązkowo sięgnąć po "Koniec świata Breslau" rodzimego autora, Marka Krajewskiego. Kolejna powieść o przygodach radcy kryminalnego, Eberharda Mocka, osadzona jest w mrocznych realiach przedwojennego Wrocławia. To pełen napięcia thriller, a mistrzowsko kreowana fabuła wciąga czytelnika, który śledzi kolejne poczynania głównego bohatera, próbującego odnaleźć seryjnego mordercę, grasującego po Wrocławiu oraz małżeńskie problemy radcy.

Sam pomysł seryjnego mordercy nie jest niczym oryginalnym, Krajewski jednak rysuje nam bogatą galerię postaci, przedstawia po mistrzowsku świat przedwojennego miasta, wąskie i ciemne uliczki, duszne zaułki, w których snują się ludzie z samego marginesu społecznego. Atmosfera jest ciężka, pełna rozprzestrzeniającego się zła, zdegenerowanych arystokratów, kobiet równie pięknych, co niebezpiecznych, a kolejne, starannie przemyślane zbrodnie, których szczegółów nie szczędzi nam autor, przyprawiają o dreszcz.

Ten właśnie klimat sprawia, że przygody radcy niezmiernie wciągają, w kolejnych odsłonach poznajemy jego mroczną osobowość, jawi nam się jako człowiek targany sprzecznymi emocjami: doskonały śledczy, nadużywający alkoholu, bijący żonę i skonfliktowany z przełożonymi, zdeterminowany, aby osiągnąć swój cel i nieprzebierający w środkach.

Fascynuje w powieści mroczny Wrocław, przepełniony atmosferą zła i perwersji, wraz z Mockiem wędrujemy po jego uliczkach, odwiedzamy brudne zakamarki, czujemy wręcz stęchliznę i duchotę tych miejsc. Z każdym kolejnym kątem poznajemy pokręcone losy śledczego, który wzorem cnót na pewno nie jest, a metody działania są nie tyleż niejednokrotnie brutalne, co przebiegłe, stosuje sztuczki psychologiczne, aby złamać opór przesłuchiwanych czy też podejrzanych. Obdarzony dużą intuicją i genialnym wręcz "nosem", posiada umiejętność sprawnego dedukowania.

W powieści mroczny jest nie tylko Wrocław, również jego główny bohater, który zdaje się na naszych oczach staczać na samo dno pijaństwa i upadku moralnego, spowodowanego po części odejściem sporo od niego młodszej żony, a ta również okazuje się nie być kobietą bez skazy. Niestety, z każdą stroną powieści dochodzimy do wniosku, że każdy ma coś do ukrycia, a odkrycie tego jest tylko kwestią czasu; kolejna zbrodnia budzi przerażenie swoim wyrafinowaniem i okrucieństwem, a atmosfera wszechogarniającego zła zdaje się nas otaczać ze wszystkich stron. Misterna intryga odsłania się przed nami powoli, co pozwala na stopniowe wgłębianie się w snutą opowieść, a samo zakończenie nie wywołuje w nas ulgi, wręcz przeciwnie, bo takiego zła nie można oswoić ani tym bardziej zrozumieć.