Narkotyki i alkohol są jednym z największych problemów współczesnego świata. Najbardziej szokujące historie opowiadają o nastolatkach, prawie jeszcze dzieciach, które znalazły się w kleszczach nałogu zanim były w stanie zrozumieć, jakim złem jest uzależnienie.

Bohaterami tej historii są Magda i Tomek, bliźniaki. Kiedy ich poznałam mieli po szesnaście lat i byli uczniami jednego z warszawskich gimnazjów. Tomek był już alkoholikiem, a Magda - narkomanką. Oczywiście oni sami tak o sobie nie myśleli. Uważali, że panują nad swoim życiem i w każdym momencie mogą odstawić używki. Mylili się, jak wielu przed nimi i wielu po nich.

Zanim poznałam ich osobiście, spotkałem zajmującego się ich przypadkiem kuratora. Zaczął od opisu rodzeństwa. "Są wychudzeni, mają wielkie, puste, podkrążone oczy" - opowiadał. "Niewiele dobrego można powiedzieć o ich życiu, a właściwie prawie nic. Może dlatego każde z nich po kilka razy usiłowało popełnić samobójstwo. Oboje znajdują się w kartotekach policyjnych". Zapytałam kuratora o ich rodzinę. Okazało się, że nie pochodzą z marginesu społecznego. Odwrotnie, ich rodzicami są świetnie zarabiający ludzie, managerowie w wielkich przedsiębiorstwach. Rodzeństwo dostaje kieszonkowe w wysokości kilkuset złotych. Jednak nawet to im nie wystarcza, dlatego kradną i prostytuują się. Rodzice nie mają zamiaru im pomóc, bagatelizują problem. Zresztą sami nie prowadzą najzdrowszego trybu życia. Są zagonieni, niedosypiają, niedojadają. Piją całe litry napojów gazowanych, zamiast porządnego obiadu chwytają w biegu frytki i hamburgery.

Zapytałam, jak to się stało, że Tomek i Magda wpadli w nałóg. Kurator odpowiedział ze smutkiem, że nic nie wskazywało na to, że ich losy przybiorą tak dramatyczny obrót. Tomek był sportowcem, świetnie grał w piłkę nożną, a Marta pięknie rysowała. Zabiegani rodzice nie zajmowali się nimi, za to mnóstwo czasu poświęcała im kochająca babcia. Niestety, kiedy byli w trzeciej klasie, babcia zmarła. Dzieci po szkole wracały do pustego domu. Byli sobie coraz bliżsi, natomiast oddalali się od rodziców. Wkrótce potem zaczęli pić alkohol, a Magda również zażywać narkotyki. Gdy mieli po czternaście lat, nikt nie rozpoznałby w nich wesołych, zdrowych dzieci, którymi kiedyś byli. A teraz jest znacznie gorzej. Okropny wygląd jest efektem wyniszczenia organizmu. Ręce Marty wyglądają jak jedna wielka blizna, a wątroba Tomka jest w opłakanym stanie.

Jeszcze raz zapytałam o rodziców, nie mieściło mi się w głowie, że można być tak nieczułym wobec tragedii własnych dzieci. Kurator ze smutkiem powiedział, że rodzice naprawdę nie mają zamiaru nic z tym zrobić. Co gorsza, odrzucają również jego pomoc. Oferował im wysłanie Magdy na detox, ale stanowczo nie wyrazili zgody. "Magda i Tomek nie przypominają już ludzi, żyją jak automaty. Nie jedzą, nie mają zainteresowań ani przyjaciół. Chyba sami pogodzili się z tym, ze niewiele już im życia zostało". Kurator zwiesił głowę, a po chwili stwierdził, że sama powinnam ich poznać, więc dał mi adres gimnazjum, do którego uczęszczali..

Udałam się do szkoły Magdy i Tomka. Przed drzwiami zobaczyłam srogiego ochroniarza i… dilerów narkotyków, nawet nie próbujących się przed nim ukryć. Od razu podeszli do mnie i śmiało zaproponowali mi trawek, extasy, a może byłam zainteresowana czymś mocniejszym? Bez słowa minęłam ich i spojrzałam groźnie na ochroniarza, który jednak tylko uśmiechnął się do mnie bezczelnie.

Akurat była przerwa, po korytarzach spacerowali uczniowie. Bez trudu rozpoznałam Magdę i Tomka. Stali samotnie w kącie. Wyglądali jak staruszkowie - chudzi, pomarszczeni. Najgorszy jednak był wyraz ich oczu - pusty i obojętny. Dopiero gdy ich wzrok spotykał się, w ich oczach lśniło ciepło i sympatia. Pomyślałam, że pomimo całego zła, jakie ich spotkało, nadal się kochają. A jeśli jest miłość - jest też nadzieja. Na początku nie chcieli ze mną rozmawiać. Zmiękli, kiedy powołałam się na kuratora. Wiedzieli, że ten człowiek dobrze im życzy. Na początku rozmowy ostrzegli, że są "dziwkami i prostakami".

Rozmowa nie kleiła się. Rodzeństwo nie prezentowało zbyt wysokiego poziomu intelektualnego. W szkole szło im bardzo źle, przyznali, że zapomnieli nawet, jak się pisze. Kiedyś, za czasów babci byli dobrymi uczniami i zawsze mieli odrobione zadanie domowe. Później wszystko się zmieniło. Magda opowiedziała o pierwszym papierosie, a potem o pierwszym podanym dożylnie narkotyku. Słuchałam ich opowieści i nie mogłam uwierzyć, że mają dopiero szesnaście lat, niewiele mniej niż ja. Zapytałam, czy nie mają poczucia, że marnują swoje życie. Zaśmiali się ironicznie. Tomek powiedział, że dla nich już nie ma przyszłości, że to kwestia miesięcy, a może tygodni. Magda słuchała brata w milczeniu, ze zmarszczonymi brwiami. Zapytałam jej, dlaczego nie skorzystała z możliwości pójścia na detox. Cichym, zachrypniętym głosem powiedziała, że nie chciała rozstawać się z bratem. A poza tym, przecież nic im nie brakuje. Mają siebie, mają swoje rozrywki. A że to wszystko wydaje się prowadzić w przepaść? Cóż, nikt nie żyje wiecznie.

Wyszłam ze szkoły wstrząśnięta. Choć rodzeństwo przypominało raczej ludzkie wraki niż żywych ludzi, czułam do nich sympatię. Wiedziałam, że to nie są złe dzieci, tylko dzieci, które miały w życiu strasznego pecha. Postanowiłam, że spróbuję im pomóc.

Dzięki znajomościom załatwiłam detox dla Magdy. Z pomocą kuratora i Tomka udało mi się namówić dziewczynę, by dała sobie jeszcze jedną szansę. Natomiast z Tomkiem starałam się spędzać jak najwięcej czasu, rozmawiać, zainteresować go czymś. Niestety, na początku moja działalność nie przynosiła rezultatów. Tomek rozmawiał ze mną, odpowiadał na moje pytania, ale myślami był gdzie indziej. Gdy tylko rozstawaliśmy się - pił.

Tymczasem ja sama tak bardzo zaangażowałam się w tragedię rodzeństwa, że i moje zdrowie na tym ucierpiało. Niewiele jadłam, straciłam na wadze. Wreszcie udało mi się uprosić rodziców Tomka, by chłopak przez pewien czas mieszkał u mnie. Pilnowałam go dzień i noc, dbałam, by nie miał pieniędzy, za które mógłby kupić alkohol. Gdy już prawie straciłam nadzieję, Tomek nagle się zmienił. Zobaczyłam, że odzyskał nadzieję, postanowił zawalczyć o swoje młode życie. To był przełomowy moment, ponieważ nie można uratować kogoś na siłę, ten ktoś sam musi chcieć żyć. Widziałam, jak chłopak stopniowo zmieniał się. Jego policzki zaróżowiły się, a chód stał się pewniejszy. Od czasu do czasu opowiadał jakiś żart, co przedtem nie zdarzało mu się nigdy. Po jakimś czasie zaczął przebąkiwać o powrocie do piłki nożnej. Przyniósł hantle i zaczął ćwiczyć. Byłam szczęśliwa, że w jego życiu znowu jest miejsce na coś poza alkoholem. Robił się tylko smutny, gdy rozmawialiśmy o Magdzie. Wiedział, że stan dziewczyny jest cięższy niż jego. Bardzo chciał ją odwiedzić, jednak z powodu regulaminu panującego na jej oddziale nie było to możliwe. Teraz oboje trzymaliśmy kciuki za Magdę.

Po roku Magda wróciła. Odmieniona - jej policzki zaokrągliły się, a oczy nabrały blasku. Była czysta i twierdziła, że chce, aby tak pozostało. Bałam się, czy znowu nie wpadną w złe towarzystwo, ale oboje zapewniali mnie, że ten etap życia mają już za sobą. Ich rodzice dzięki namowom kuratora zgodzili się, by rodzeństwo zamieszkało w mieszkaniu po babci, które miało oficjalnie stać się ich własnością, gdy będą pełnoletni.

Moje kontakty z nimi stały się wtedy mniej intensywne, musiałam wreszcie zająć się własnym życiem. Wiedziałam, że Tomek intensywnie ćwiczy, stał się nawet zawodnikiem trzecioligowego klubu. Natomiast Magda dostała się na rysunek na ASP, miała nawet mieć własną wystawę. Cieszyłam się, że tak dobrze im się układa. Martwiłam się tylko ich zdrowiem,. Niestety, alkohol i narkotyki skutecznie wyniszczyły ich młode organizmy. Poza tym, Magda była nosicielką wirusa HIV. Kiedy się o tym dowiedziałam, płakałam całą noc. Jednak Magda wierzyła, że lekarstwo na chorobę, która może ją zaatakować wkrótce zostanie odkryte. Była pełna optymizmu, zdrowo się odżywiała i uprawiała sport.

Pewnego dnia na drugiej stronie lokalnej gazety zobaczyłam nazwisko Magdy i Tomka. Okazało się, że zakładają grupę wsparcia dla młodych ludzi z problemami. Poczułam się szczęśliwa i dumna. Moi podopieczni nie tylko wygrali z nałogiem, ale i chcą pomóc innym. Natychmiast zadzwoniłam do nic. Ze łzami w oczach podziękowałam im za to, że są takimi dobrymi ludźmi. A oni podziękowali mnie. To był najpiękniejszy moment mojego życia.