Powieść Elizy Orzeszkowej "Nad Niemnem" ukazuje wiele przykładów życiowych postaw. Między innymi mamy okazję przyjrzeć się uważniej reprezentantom dwóch pokoleń pozytywistów. Starsze reprezentuje Benedykt Korczyński, będący właścicielem dużego majątku ziemskiego. Jest to człowiek pamiętający czasy powstańcze - w powstaniu utracił zresztą brata, Andrzeja. Tęskni za nastrojami patriotyzmu i bohaterstwa, jakie wtedy panowały.

Pokolenie Benedykta dotknęły najgorsze represje popowstańcze. Benedykt starał się walczyć z ograniczeniami, jakie nakładały na niego władze carskie - był, na przykład, zwolennikiem rozpowszechniania wśród chłopów wiedzy, chciał, by umieli czytać i byli piśmienni i znali się na podstawach rolnictwa. Upływ czasu spowodował jednak w bohaterze poważne zmiany. Coraz większe ograniczenia ze strony władzy i obojętność ludzi, których chciał nauczyć czegoś nowego, spowodowały, że Benedykt zamknął się na ludzi i walczył już tylko o swój Korczyn. Korczyński kłóci się też z Bohatyrowiczami - zaściankiem, z którym żył kiedyś w zgodzie - teraz mają sprawę w sądzie, bo wzajemnie boja się o swoje ziemie. Tymczasem Benedykt uważa, że zna się na gospodarstwie najlepiej: "dla nas święta nie ma... kiedy parobcy świętują, najbardziej pilnować trzeba, aby nie zamorzyli koni, albo dworu z dymem nie puścili".

Benedykt jest dobrym ojcem i chce dla dzieci jak najlepiej. Witold, wychowany w poszanowaniu pewnych wartości, jest bardzo podobny do ojca, a jednak nie mogą się zrozumieć. Benedykt broni ziemię przodków i nigdy nie odda jej w ręce obcych - ziemia to bowiem dla niego prawdziwa świętość.

Syn Benedykta, Witold, należy do kolejnego już pokolenia polskich pozytywistów. Na nauki wysłany został do agronomicznej szkoły - tam rozwinęła się jego fascynacja prostym ludem, chłopską kulturą, tradycją oraz siłą. Dlatego chciałby także w majątku ojca wpłynąć na poprawę sytuacji chłopstwa, wykorzystując w praktyce to, czego nauczył się w szkołach. Świadomość skuteczności pracy organicznej i pracy u podstaw jest dla Witolda wystarczającym argumentem, by spróbować przekonać do tych metod ojca. To jest jednak trudne. Witold sam więc próbuje nauczyć chłopów jak działają maszyny rolnicze i narzędzia, które mogą doskonale ułatwić i usprawnić prace polowe. Chłopak cierpi, widząc konflikt ojca z zaściankiem. Interesują go historie dotyczące powstańców, pochodzących również stamtąd, a także losy wuja, Andrzeja. Kiedy dochodzi do konfrontacji z ojcem, chłopak wyrzuca mu wszelkie kompromisy i powolne odejście od dawnych zasad. Martwi się o wychowanie siostry, która pod wpływem matki zaczyna przyswajać sobie sztuczne, salonowe maniery. Podziwia natomiast zachowanie kuzynki Justyny, która kieruje się zawsze swoim własnym sumieniem i nie przejmuje konwenansami - jest szczera, naturalna i dobra.

Młody Korczyński wyznaje ideały łączące nowoczesne wykształcenie z pracą wśród chłopów i rozwijaniem ich wiedzy i umiejętności. Poglądy tego człowieka najlepiej ilustrują jego własne słowa, padające w rozmowie z ojcem: "szczytem moich marzeń jest to, aby ludzie nie obchodzili się z ludźmi jak z bezmyślnymi bydlętami".

Witold często odwiedza Bohatyrowiczów, tam zdobywa wiadomości, których nie chciał mu przekazać ojciec. Dzięki otwarciu młodego na innych, ostatecznie dochodzi do porozumienia pomiędzy nim a ojcem - wspólnie odwiedzają mogiłę powstańców. To jeszcze bardziej utwierdza Witolda w jego przekonaniach - wie, czemu pragnie służyć i nie boi się krytykować innych za ich lekceważący stosunek do chłopów.

Oba pokolenia pozytywistów, jakie przedstawiła Orzeszkowa, to grupy ludzi wykształconych, naprawdę wartościowych. Kierują się pewnym wewnętrznym kodeksem, dzięki czemu idą zawsze dobra droga. Ciężka praca i patriotyzm są dla nich normalnym życiem, dzięki któremu mogą coś zmienić na lepsze. To ludzie kochający ziemię ojców i szanujący pamięć o nich i czynach, jakich dokonali z wielkim, często największym poświeceniem. Tacy ludzie potrafią pchnąć do przodu całe pokolenia, nie uciekając przed różnego rodzaju obowiązkami, jakie nakłada na nich Ojczyzna.

Moim zdaniem oba przedstawione przez pisarkę pokolenia zasługują na wielki szacunek i prawdziwy podziw. Najważniejsze jest to, że mimo dzielących ich różnic, potrafią się porozumieć i zdążać do wspólnego celu. Tym jest zaś dobro Ojczyzny, dlatego myślę, że hasła głoszone przez wspomnianych ludzi, mogą, a nawet powinny być aktualne również dzisiaj.