Niespodziewanie wydarzenie

 

Pewnego dnia wieczorem odrabiałem lekcje, kiedy nagle zgasło światło.

-No i po co oni ten prąd wyłączają? - powiedziałem w całkowitej ciszy i ciemności.

Było bardzo ciemno, latarnie na dworze zgasły, nagle czuć tylko chłód, wilgoć.

Przez okno dostrzegam kontur jakiejś budowli, jest to zamek.

Kontury stają się co raz bardziej wyraziste. Robi się jaśniej, nagle, nie dowierzam.

-Niemożliwe! - powiedziałem.

-Przecież tak wyglądał zamek z „Zemsty”, tak sobie go wyobraziłem.

Był identyczny do tego z mojej wyobraźni.

Zamek stał na wzgórku, dookoła pola, lasy, zagajniki, rzeczki, mosty, drogi i dróżki.

Forteca góruje nad włościami w pobliżu. Dziedziniec cały przykryty trawą. Na dziedzińcu stoi mur, jakby dzielił go na dwie części. Wysoki na trzy metry, szeroki na półtora. Siedziałem na nim.

Była widoczna dziura na jego środku.

Po lewej stronie muru stoi niski i tęgi mężczyzna z wąsem w podeszłym wieku. Ubiór sugeruje, że jest to szlachcic, na głowie kołpak z bażancim piórem, na ramionach kontusz, ma nawet pas z kabaretką.

Poniżej pasa pończochy i spodnie, tzw. hajdawery, przykryte sięgającym za kolana żupanem.

Na nogach lejce.

Po prawej zaś stronie, również stoi mężczyzna, ale wysoki i szczupły.

Ubrany bardzo podobnie do wcześniej opisanego, jedyną różnicą jest kolor stroju i jego rozmiar.

Po chwili zastanowienia, uświadomiłem sobie, że to Cześnik Raptusiewicz i Rejent Milczek.

Tak jak było opisane w książce kłócili się o wyrwę w ścianie, która była między nimi.

Raptusiewicz w kłótni pokazuje, że jest zawzięty, raptowny, porywczy i gwałtowny. Ma tendencję do nadużywania zwrotu grzecznościowego „Mocium panie”. Milczek jakby był kompletnym przeciwieństwem, ponieważ był flegmatyczny, spokojny, zrównoważony, elokwentny ale również skryty i małomówny.

Obaj panowie stali naprzeciw siebie patrząc przez otwór na twarz rywala i kłócąc się grozili czego to oni magą albo nie mogą zrobić żeby tylko uprzykrzyć drugiemu życie.

Po kilku chwilach Cześnik wyjmuje dubeltówkę i grozi że zabije Rejenta, ale jak ma to zrobić kiedy Milczek trzyma w ręce rewolwer i mierzy w swojego przeciwnika.

BUM… Obie bronie wypalają i trafiają prosto w serce, ciała upadają na miękką trawę.

Kłęby dymu unoszą się do góry odsłaniając niebywały obraz.

Obaj jegomoście żyją i mają się całkiem dobrze, wstają podają sobie ręce i wracają do zamku.

Dry, dry! Dzwoni budzik w telefonie znajdującym na stole, tuż koło mojej głowy leżącej na zeszytach i podręcznikach.

-Co to było?! - powiedziałem wstając z fotela i zbierając się do szkoły.