Wybiła 23:00, trzyosobowa rodzina Andersonów właśnie wracała z hucznego wesela, kuzyna Bruna. George, Evelyn i ich pełnoletnia córka Caroline mieszkali na odludziu w bardzo małej wsi Egmere. Jechali już dobre kilkadziesiąt minut. Od domu dzielił ich zaledwie kilometr drogi wiodącej przez ponury las. Podczas gdy rodzice zajęci byli rozmową, Caroline zmęczona imprezą, oparła swoją głowę na szybę, spoglądając skośnym wzrokiem na smętne, spróchniałe drzewa, których długie, a zarazem krzywe gałęzie przypominały upiorne dłonie wystające zza dojrzałych liści zdrowych drzew. ***** W pewnym momencie dziewczyna dostrzegła w świetle reflektorów, idącego brzegiem drogi dziwnego mężczyznę, który miał na głowie bieluchny worek z powycinanymi dziurkami w miejscach, gdzie znajdowały się jego oczy. Facet szedł w kierunku jadącego samochodu, trzymając w prawej dłoni drewnianą siekierę. Caroline dokładnie przyglądała się owej postaci. Kiedy ich samochód wyprzedził zamaskowanego gościa, dziewczyna momentalnie obróciła swój wzrok na tylną szybę, aby jeszcze raz na niego spojrzeć, lecz ku zdziwieniu ów mężczyzna znikną. Dziewczyna nie wiedziała co się stało, przez chwilę myślała, że przez to zmęczenie zaczyna mieć zwidy. - Mamo… Tato widzieliście kogoś idącego uboczem drogi? – zapytała dziewczyna, mówiąc cichym głosem spowodowanym przez ów duże zmęczenie. - Mężczyzna chodzący po drodze w tak czarną noc? – powiedziała matka Caroline – Nie zadawaj takich głupich pytań. - Córciu jesteś zmęczona i senna, pewnie ci się coś przewidziało – odrzekł ojciec, zerkając na dziewczynę przez przednie lusterko w samochodzie. - Może i jestem zmęczona, ale na pewno był to jakiś dziwny typek… On miał worek na głowie i trzymał siekierę w dłoni – powiedziała Caroline, mówiąc coraz głośniej. - Słuchaj, może napiłaś się czegoś na imprezie i teraz masz zwidy – powiedział ojciec, wyjaśniając córce jej sytuację. - Sugerujesz, że jestem pijana!? – Zapytała dziewczyna, donośnym głosem. - Nic takiego nie powiedziałem – Odpowiedział mężczyzna, będąc trochę rozzłoszczony – Po prostu mówię co myślę. Caroline obraziła się i przez resztę drogi nie odezwała się ani słowem. Kiedy dojechali do domu, dziewczyna szybko wyszła ze samochodu. - Caroline!! – krzykną ojciec, wychodząc z pojazdu. - George, daj jej spokój – powiedziała Evelyn podchodząc, złapała go za ramię, aby zatrzymać męża – Przejdzie jej to porozmawiacie na spokojnie – dodała. Dziewczyna pobiegła do swojego pokoju, zaświeciła światło i wskoczyła na swoje delikatne łóżko. Przytuliła się do kojącej kołderki, której aksamitny, konwaliowy zapach rozluźnił zdenerwowane myśli dziewczyny. Caroline uspokoiła się i wtulona w kołderkę, zasnęła. ***** Niedługo potem zmartwiony ojciec poszedł sprawdzić jak się czuje jego córka. Wszedł do pokoju ubrany w piżamę, ujrzał śpiącą córkę. Na jego twarzy pojawił się szczery uśmiech, zgasiwszy światło wyszedł zamykając za sobą drzwi. Około godziny 01:00 rano, Caroline obudziła się słysząc zza zamkniętego okna donośne chrobotanie kołysającej się bujaczki. Dziewczyna wyglądnęła zza szyby i ujrzała tego samego mężczyznę z workiem na głowie, który swymi rękoma bujał drewnianą huśtawkę. Dziewczyna zamarła w duchu, przerażona otarła swe ospałe oczy i spojrzała raz jeszcze, lecz mężczyzna znikną pozostawiając jedynie swoją siekierę opartą o duże drzewo, na którym zawieszona była owa huśtawka. Caroline była przestraszona, zasłoniwszy żaluzję wyszła z pokoju i udała się do rodziców, będąc pewną, iż ten nieznajomy facet krąży teraz po posesji próbując wtargnąć do ich domu.