Dziennikarz: Witaj Harry. Bardzo ci jestem wdzięczny, że zgodziłeś udzielić mi wywiadu. Zdaję sobie sprawę, że w Hogwarcie masz sporo zajęć, więc dziękuję w imieniu moim i czytelników, że znalazłeś chwilkę.

Harry Potter: Witam i ja również się cieszę, że mamy okazję porozmawiać. Rzeczywiście w szkole czeka na mnie sporo obowiązków, ale zawieranie nowych ciekawych znajomości warte jest chwili czasu. Co prawda sporą część życia spędziłem wśród mugoli, ale ostatnio widuję tylko czarodziejów, dlatego chętnie spotykam się z mugolsmi.

Dz.: A propos mugoli - wychowałeś się wśród nich. Opowiedz coś o Vernonie, Twoim wuju, ciotce Petunii i kuzynie Dudleyu.

H.P.: To nie jest najlepszy temat na początek, bo nie jest najprzyjemniejszy. Trudno się o nich rozmawia, i ciężko powiedzieć coś dobrego. Z całego serca jestem im wdzięczny i winny podziękowania, za o iż przygarnęli mnie, gdy byłem malutkim chłopcem. Miałem zaledwie roczek, straciłem rodziców i zostałem bez domu i rodziny. Oni bardzo nie lubili czarów, uważali je za dziwactwo i zakazywali mi ich używania. A ja robiłem to dość często, świadomie czy nieświadomie, za co spotykały mnie przeróżne kary. Najczęściej zamykali mnie w komórce pod schodami. Poza tym zataili przede mną prawdę o moich rodzicach. Udawali, że zginęli w wypadku samochodowym. Dopiero w szkole dowiedziałem się, jak było naprawdę.

Dz.: Po śmierci rodziców, opieki nad Tobą podjęli się Twój wujek i ciocia. Domyślam się, że takie dzieciństwo nie było zbyt łatwe. Nie tego pragnęłoby każde dziecko. Jesteś sierotą w obcym domu. Czy ciężko tak żyć?

H.P.: Jak można zgadywać, bycie osieroconym dzieckiem nie jest przyjemne i nie zapowiada łatwego życia. Nie jest łatwe. Mam jednak ogromne szczęście, gdyż nie mogę powiedzieć, że jestem sam. Mam fantastycznych przyjaciół, Rona i Hermionę. Na tych dwoje zawsze można liczyć, nigdy mnie nie zawiedli. Mam też wspaniałe wspomnienia dotyczące rodziców, mimo że spędziłem z nimi tylko jeden rok i byłem wtedy malutkim chłopcem. To byli naprawdę zdolni czarodzieje i mogę być z nich dumny. Ludzie dużo mi o nich opowiadali i to same dobre rzeczy. Wszyscy ich lubili i poważali. Wiem nawet dokładnie, jak wyglądali, bo mam album z ich ruchomymi zdjęciami. To wspaniały wynalazek, na takich fotografiach ludzie wyglądają jak żywi, uśmiechają się do ciebie, machają. Poza tym rodzice uratowali moje życie, gdy byłem jeszcze w kołysce. Poświęcili się, ratując mnie przed Lordem Voldemortem. Po tym spotkaniu została mi jednak pamiątka - ta wstrętna blizna na czole.

Dz.: Dlaczego "wstrętna"? To ona jest Twoim znakiem rozpoznawczym, znakiem sławnego Harry'ego Pottera, który przeżył spotkanie z Sam-Wiesz-Kim.

H.P.: Chyba to jest właśnie powód, dla którego tak jej nienawidzę. Ludzie nie dają mi przez to spokoju. Jest w Hogwarcie taki mały chłopak, nazywa się Colin. Wszędzie za mną lata i pstryka mi zdjęcia aparatem. To bywa czasami bardzo kłopotliwe, więc unikam go jak mogę, ale on zawsze mnie znajdzie. Z kolei profesor Lockhart próbował mi wmówić, że sam tej sławy pożądam. Bzdura!

Dz.: Harry, może opowiesz coś więcej o swoich przyjaciołach?

H.P.: Och, z prawdziwą przyjemnością! Ron to rudzielec, który urodził się w licznej rodzinie czarodziejów. Całe jego rodzeństwo uczyło się lub uczy teraz w Hogwarcie. Nawet jeśli wymyślę największą głupotę, to chętnie pomoże mi w realizacji jakiegoś szaleńczego planu i za to bardzo go lubię. Można na nim polegać. Hermiona Granger trochę tak jak ja pochodzi z mugolskiej rodziny i o swoich zdolnościach dowiedziała się dopiero, gdy przyjęli ją do Szkoły Magii i Czarodziejstwa. To nie ułatwia życia w Hogwarcie. Dzieciaki takie jak ona przezywane są "szlamami" - to oznacza ludzi, którzy mają gorszą, nieczystą krew, bo ich rodzice byli mugolami i nie wywodzą się ze starych czarodziejskich rodów. Hermiona jest jedną z najlepszych uczennic, zawsze zdobywa najwyższe oceny, zawsze jest przygotowana do zajęć i chętnie wszystkim pomaga. Jest bardzo życzliwa. Moimi przyjaciółmi są nie tylko uczniowie. Mogę do nich zaliczyć także Hagrida, gajowego Hogwartu. To on przyniósł mnie do domu przy Privet Drive, a potem zabrał mnie stamtąd do szkoły czarodziejów. On także powiedział mi, że nie jestem mugolem za jakiego zawsze się uważałem. Czuję dla niego ogromną wdzięczność za wszystko, co zrobił dla mnie, uważam go za przyjaciela.

Dz.: Ale oprócz przyjaciół, masz chyba także wrogów. Kim oni są?

H.P.: No cóż, rzeczywiście tak. Największym z moich wrogów jest oczywiście Lord Voldemort. Sam-Wiesz-Kto nienawidzi mnie od kiedy się urodziłem i ciągle próbuje mnie zabić. Spotkałem się z nim kilka razy i nie były to miłe spotkania, za każdym razem nastawał na moje życie, ale jak do tej pory mu się nie udało. Jeżeli chodzi o uczniów to moim wrogiem jest zdecydowanie Draco Malfoy i jego dwaj goryle, którzy nie odstępują go na krok: Crabb i Goyle. Ulubionym zajęciem Draco jest wpędzanie mnie w kłopoty i ośmieszanie. Wiem, że jego rodzina to zwolennicy Voldemorta, ale na razie nie mogę tego udowodnić, niestety. Nie wiem czy o profesorze Snape'ie mogę powiedzieć, że to mój wróg. Zdarzało mu się mi pomóc, ale wyraźnie mnie nie znosi i chętnie oblałby mnie na egzaminie z eliksirów. Przy każdej okazji albo i bez okazji odejmuje Gryffindorowi punkty i zwala to na niby "nieodpowiednie" zachowanie moje lub moich przyjaciół. Nie wiem, dlaczego oni tak mnie nie lubią, przecież to nie moja wina, że Voldemort się mną interesuje.

Dz.: Pomówmy o czymś przyjemniejszym. Gra w quidditcha to Twoja pasja i jesteś w tym sporcie naprawdę niezły. Co jest w nim takiego fascynującego?

H.P.: Och, quidditch to niesamowita gra. Daje mi możliwość szybowania na miotle, a to wspaniałe uczucie tak sobie latać w przestworzach i wypatrywać małej latającej piłeczki! Wtedy jestem wolny, zapominam o troskach, niczym się nie martwię. Tam jestem naprawdę sobą, szukam tylko znicza i to jedyne ,co się w tych chwilach liczy. Zdarzały się też oczywiście momenty niebezpieczne, kiedy czułem strach, ale zawsze wszystko dobrze się kończyło.

H.P.: Jaki jest Twój ulubiony przedmiot w szkole? Czego najbardziej lubisz się uczyć?

Dz.: Mój ulubiony przedmiot to latanie, nie ma wątpliwości. Po prostu kocham latać! Lubię też zajęcia z transmutacji, które prowadzi pani profesor McGonagall. Jest opiekunką Gryffindoru, ale przez to wcale nie jest nam na zajęciach łatwiej. Dla wszystkich jest tak samo wymagająca, ale bardzo ją szanuję. Darzę sympatią także profesora Dumbledore'a, on akurat niczego nie wykłada, obecnie jest dyrektorem szkoły.

Dz.: Którą z Twoich niesamowitych przygód przeżytych w Hogwarcie zapamiętałeś najlepiej?

H.P.: Najmocniej zapadł mi w pamięć mój pierwszy wieczór w Hogwarcie, kiedy Tiara Przydziału przydzielała każdego pierwszoroczniaka do jednego z czterech domów. Tak jak chciałem dostałem się do Gryffindoru, ale przeżyłem chwile grozy, bo Tiara zastanawiała się, czy nie wysłać mnie do Slytherinu. Wahała się, ale podjęła słuszną decyzję i zgodną z moimi pragnieniami.

Dz.: Bardzo Ci dziękuję, Harry za tę rozmowę. Mam nadzieję, że to nie ostatni wywiad z Tobą i jeszcze się spotkamy.

H.P.: Dziękuję i do zobaczenia.