"Syzyfowe prace" Stefan Żeromski napisał w latach 1895- 1896. Wychodziły one w "Nowej Reformie" w odcinkach. Natomiast wydanie książkowe ukazało się w roku 1897 we Lwowie pod pseudonimem Maurycego Zycha. Wkrótce ukazało się wydanie drugie, trzecie i czwarte już mocno okrojone przez cenzurę pod tytułem "Andrzej Radek". Żeromski najpierw nadał swojej powieści tytuł "Wybawiciel", a później zmienił na "Syzyfowe prace". To całe zamieszanie z powieścią świadczy o tym, że nawet autor miał problemy ze znalezieniem odpowiedniego tytułu do tej książki, krążąc wokół głównej tematyki utworu. Dlatego też odpowiedź na pytanie zawarte w temacie wydaje mi się jednoznaczna.

Za każdym razem, gdy czytamy powieść Żeromskiego odnajdujemy w niej coraz to nowe treści. Po przeczytaniu jej po raz pierwszy uważam, iż autor porównał nauczycieli, którzy rusyfikowali młodzież w szkołach, a zarazem uczniów przeciwstawiających się ich poczynaniom, do niekończącej się pracy Syzyfa. Zarówno jedna, jak i druga strona dążyła do wyznaczonego przez siebie celu, nie mając pewności, czy kiedykolwiek im się to uda.

Chciałabym poruszyć temat dzielnie przeciwstawiających się rusyfikacji uczniów, do których należeli Andrzej Radek i Marcin Borowicz. Co prawda ten drugi po stracie matki poddał się i uczył języka rosyjskiego. Zaczął chodzić do teatru na obcojęzyczne sztuki, przez co cieszył się dużą sympatią wśród nauczycieli w gimnazjum. Chłopcy zostali przyjaciółmi po tym, jak Marcin korzystając z dobrej woli starszych wyciągnął Radka z opałów. Musimy wiedzieć, że Andrzej miał skłonność do pakowania się w kłopoty. Przez całe swoje życie dążył do niepodległości, uczestniczył w tajnych zajęciach polonistycznych prowadzonych przez Bernarda Zygiera, który czytał podczas tych zebrań książki i wiersze polskich pisarzy. Z czasem Marcina coraz bardziej zaczęły interesować zajęcia Andrzeja, można nawet powiedzieć, że zaczął się wciągać. Zaprzyjaźnieni chłopcy razem przeciwstawiali się rusyfikacji! Od czasu, gdy zaiskrzyła między nimi prawdziwa przyjaźń, nie dawali wpoić sobie do głów żadnego rosyjskiego słowa, zdając sobie jednocześnie sprawę z tego, iż przeciwnik jest bardzo silny! Nie bali się niczego w podążaniu za głosem serca młodego patrioty!

Zdecydowanie silniejszym "Syzyfem" byli nauczyciele dążący do tego, by całkowicie zrusyfikować uczniów. Oni mieli większe pole do popisu. Nauka była i jest obowiązkowa, więc uczeń musiał kiedyś spotkać się z rusyfikacją, która była już jak gdyby regułą w szkołach. Wpajano dzieciom do głów język rosyjski, aby zapomniały jak mówi się po polsku, jednak i tak większą "motywacją" do tego były kary wymierzane za używanie słów w języku ojczystym. W związku z tym, jeśli rodzic- to i dziecko tym samym językiem się posługuje. W ten sposób Rosjanie chcieli usunąć nasz język z użycia. Niestety większość uczniów, tak jak Borowicz na początku poddała się. Lecz nawet tak wielka przewaga nauczycieli nie pozwoliła im wygrać! "Syzyf" kiedyś może stracić siły, przecież wpychanie głazu na szczyt góry to ciężka praca, a on jest tylko człowiekiem!

W powieści Stefana Żeromskiego są ukazane dwie wyżej przedstawione "syzyfowe prace". Wydaje mi się, że spotykamy się tutaj z niesamowitym przypadkiem pracy syzyfowej, która dobiega końca. Mam na myśli oczywiście działanie uczniów, gdyby nie oni pewnie teraz posługiwalibyśmy się językiem rosyjskim, nie wiedząc nawet o istnieniu polszczyzny. Według mnie to właśnie dlatego autor nadał powieści taki specyficzny tytuł.