Słowacki nie należał do ulubieńców Mickiewicza. Pierwszy tom poezji młodszego od siebie o ponad dziesięć lat poety nazwał "kościołem bez Boga", co miało oznaczać, iż zawarte w nim utwory są piękne pod względem formy, ale pod jej "chłodną" skorupą nie kryje się nic wartościowego, nic istotnego. Do ostrego starcia - na improwizacje - doszło pomiędzy nimi na uczcie u Januszkiewicza, ale już wcześniej, gdy Słowacki przybył do Paryża, Mickiewicz okazywał mu jawnie swą niechęć. "Zawody" zakończyły się remisem i pojednaniem "zawodników", przynajmniej w odczuciu autora "Balladyny, czemu dał on wyraz w ostatnich strofach "Beniowskiego"

"Bądź zdrów! - a tak się żegnają nie wrogi,

Lecz dwa na słońcach swych przeciwnych Bogi"

Ale odczucia Mickiewicza oraz całej emigracji na ten temat były odmienne. Słowacki został uznany za aroganta, który rzuca wyzwanie lepszym od siebie i śmie twierdzić, iż jest im co najmniej równy, jeśli nie lepszy.

Był on osobowością skomplikowaną i trudną we współżyciu, na co, zapewne, miała wpływ dominująca osobowość jego matki oraz przeżyte w wieku młodzieńczym tragedie osobiste: samobójcza śmierć najlepszego przyjaciela Ludwika Spitznagela oraz nieszczęśliwa miłość do starszej od niego Ludwiki Śniadeckiej.

Możliwe, że dlatego nigdy się nie ożenił, poświęcając się bez reszty twórczości i podróżom, które to zresztą były dla niej inspiracjami - wystarczy tu wymienić "Podróż do Ziemi Świętej z Neapolu".

Zmarł w wieku 40 lat.