Jan Kochanowski przyszedł na świat w 1530 roku w Sycynie (ziemia radomska). Był szlachcicem ze starego, średniozamożnego, rodu. Miał dwóch braci - Mikołaja i Andrzeja, który również posiadali niejakie osiągnięcia, aczkolwiek znacznie mniejsze od niego, na niwie literackiej. Studia rozpoczął jako czternastolatek we Wszechnicy Krakowskiej. Interesował się przede wszystkim astronomią i matematyką. Następnie studiował w Królewcu i Padwie. Na włoskiej uczelni uzyskał solidne wykształcenie w zakresie filologii oraz historii starożytnej. Ze studiów wrócił już jako dojrzały mężczyzna i humanista. Po powrocie do Polski trafił na dwór Zygmunta II Augusta. Tutaj znalazł wielu znacznych i możnych protektorów. Byli to miedzy innymi: podkanclerzy i biskup Filip Padniewski, rodzina Firlejów, Jan Zamojski. Jego karierę uwieńcza posada jednego z sekretarzy króla.

W czasie pobytu na dworze pisze swe pierwsze utwory poetyckie. Przykładem dzieła powstałego w tym okresie jego życia jest poemat heroikomiczny pt. Szachy, który łączy w swej narracji wątek romansowy z intelektualną rozrywka, jaką daje ta gra.

Kochanowski opuszcza dwór w 1574 roku. Osiada w swym majątku w Czarnolesie, gdzie wiedzie żywot ziemianina. Wkrótce też się żeni z Dorotą Podlodowską, z która ma gromadkę dzieci. Umiera w 1584 w Lublinie.

Rodzina Kochanowskiego pochodziła z Kochanowa, miejscowości leżącej niedaleko Wieniawy. Na jej herbie znajdował się Kruk, trzymający pierścień w dziobie, natomiast pole, na którym został pomieszczony, było koloru czerwonego. Warto tu zauważyć, że początkowo zamiast Kruka mieli Kochanowscy na swym herbie Ślepowrona, jakkolwiek Kochanowski posługiwał się już tylko tym powyżej opisanym godłem.

Niewielu zapewne ludzi wie, iż autor Odprawy posłów greckich był skoligacony z rodziną szlachecką zamieszkującą nasze okolice. Anna Kochanowska - matka Jana - pochodziła z rodziny Bąków herbu Zadora, którzy mieli włości w Bąkowej Górze, Dębnie, Kalinkach i Zbyłowicach. Jej matka, a babka Jana, Małgorzata, miała dwóch mężów: Andrzeja z Dziebułtowa herbu Jelita, z którym nie miała żadnych dzieci, oraz Jakuba Białaczowskiego herbu Odrowąż. To właśnie jemu urodziła pięcioro potomstwa: jednego syna oraz cztery córki. Jedną z nich była Anna, matka Jana Kochanowskiego.

Ocena: 1

TREN IX

Kupić by cię, Mądrości, za drogie pieniądze!

Która, jeśli prawdziwie mienią, wizytki żądze,

Wszystkie ludzkie frasunki umiesz wykorzenić,

A człowieka tylko nie w anioła odmienić,

Który nie wie, co boleść, frasunku nie czuje,

Złym przygodom nie podległ, strachom nie hołduje.

Ty wszystkie rzeczy ludzkie masz za fraszkę sobie,

Jednaką myśl tak w szczęściu, jako i w żałobie

Zawżdy niesiesz. Ty śmierci namniej się nie boisz,

Bezpieczna, nieodmienna, niepożyta stoisz.

Ty bogactwa nie złotem, nie skarby wielkimi,

Ale dosytem mierzysz i przyrodzonymi

Potrzebami. Ty okiem swym niechronionym

Nędznika upatrujesz pod dachem złoconym,

A uboższym nie zajrzysz szczęśliwego mienia,

Kto by jedno chciał słuchać twego upomnienia.

Nieszczęśliwy ja człowiek, którym lata swoje

Na tym strawił, żebych był ujrzał progi twoje!

Te razem nagle z stopniów ostatnich zrzucony

I między nisze, jeden z wiela, policzony.

TREN X

Orszulo moja wdzięczna, gdzieś mi się podziała?

W którą stronę, w którąś się krainę udała?

Czyś ty nad wszytki nieba wysoko wniesiona

I tam w liczbę aniołków małych policzona?

Czyliś do raju wzięta? Czyliś na szczęśliwe

Wyspy zaprowadzona? Czy cię przez teskliwe

Charon jeziora wiezie i napawa zdrojem

Niepomnym, że ty nie wiesz nic o płaczu mojem?

Czy, człowieka zrzuciwszy i myśli dziewicze,

Wzięłaś na się postawę i piórka słowicze?

Czyli się w czyścu czyścisz, jesli z strony ciała

Jakakolwiek zmazeczka na tobie została?

Czyś po śmierci tam poszła, kędyś pierwej była,

Niżeś się na mą ciężką żałość urodziła?

Gdzieśkolwiek jest, jesliś jest, lituj mej żałości,

A nie możesz li w onej dawnej swej całości,

Pociesz mię, jako możesz, a staw' się przede mną

Lubo snem, lubo cieniem, lub marą nikczemną!

TREN XI

Fraszka cnota ! - powiedział Brutus porażony...

Fraszka, kto się przypatrzy, fraszka z każdej strony!

Kogo kiedy pobożność jego ratowała?

Kogo dobroć przypadku złego uchowała?

Nieznajomy wróg jakiś miesza ludzkie rzeczy

Nie mając ani dobrych, ani złych na pieczy.

Kędy jego duch wienie, żaden nie ulęże;

Praw-li, krzyw-li, bez braku każdego dosięże.

A my rozumy swoje przedsię udać chcemy:

Hardzi miedzy prostaki, że nic nie umiemy,

Wspinamy się do nieba, boże tajemnice

Upatrując; ale wzrok śmiertelnej źrzenice

Tępy na to! Sny lekkie, sny płoche nas bawią,

Które się nam podobno nigdy nie wyjawią...

Żałości! co mi czynisz? Owa już oboje

Mam stracić: i pociechę, i baczenie swoje?